środa, 19 lutego 2014

Rozdział 2: W takim razie wojna.

~ Nath ~

Budzik mnie obudził o wpół do szóstej, tak jak zawsze. Leniwie się przeciągnęłam i otworzyłam oczy. Spostrzegłam, że nie jestem w swoim pokoju. Spojrzałam w bok i zamarłam. Niall spał wtulony we mnie. Poczułam, że nie mam na sobie spodni. Szybko wyskoczyłam z łóżka i z hukiem spadłam na ziemię. Wstałam otrzepałam się. O dziwo Blondyn jeszcze spał. Założyłam na siebie wczorajsze ciuchy, które zdążyły przez noc wyschnąć. Weszłam do łazienki załatwić swoje sprawy. Spojrzałam w lustro. Po wczorajszej ulewie nadal wyglądam jak kura tylko, że z natapirowanymi piórami. Wyszłam z łazienki po moją szczotkę, którą zostawiłam w torbie. Weszłam z powrotem i zaczęłam się czesać. Wodą zmyłam ostatnie resztki tuszu do rzęs i pomalowałam je na nowo. Dzisiaj wyjątkowo nie użyłam eye-liner'a. Włosy związałam w koka, a usta delikatnie przejechałam jasnym błyszczykiem. Postanowiłam zejść na dół i ogarnąć sytuację. Weszłam do kuchni. Myślałam, że nikogo tam nie było. Moje oczekiwania przerwał Jack, który wyskoczył na mnie cały obklejony łyżkami.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!- zaczęłam się drzeć jak opętana.
Wbiegłam na górę po schodach. Do pokoju Horan'a wpadłam jak huragan. Zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Wpadłam do łazienki, zakluczyłam ją od środka i zsunęłam się z ulgą po drzwiach. Dopiero po chwili spostrzegłam Niall'a stojącego na przeciwko mnie ze szczoteczką w buzi w samych bokserkach. Odwróciłam się przodem do drzwi.
- Przepraszam...- wymamrotałam.
- Zwa cfo?- wyseplenił z ustami pełnymi pasty.
- No, że tak wpadłam ci do łazienki.- nerwowo próbowałam przekręcić klucz w drzwiach, ale go złamałam.- To się wpakowałam... Ubierz się proszę...
- Mfohe cihuchy zwostfały nfa sefnfątsz.- wyseplenił, a ja pokazałam mu złamany klucz na co wypluł całą zawartość swojej buzi do zlewu.- Jak ty to zrobiłaś?
- Ja próbowałam tylko wyjść...- powiedziałam usprawiedliwiająco.
- No dobra... w takim razie pozostają nam trzy wyjścia.- odparł
- Jakie? Zakryj się chociaż ręcznikiem.- rzuciłam w jego stronę niebieski materiał.
- Nie mów, że ci się nie podobam.- odpowiedział z figlarnym uśmiechem.
- Nie o to mi chodzi...- powiedziałam.

~ Niall ~

- Czyli jednak ci się podobam.- stwierdziłem
- Nie o to mi chodzi...- powiedziała.
- To o co?- zapytałem.
- Rozpra... Zawstydzasz mnie.- poprawiła się.
- Chciałaś powiedzieć, że cię rozpraszam?- poruszyłem śmiesznie brwiami.
- Zamknij się.- powiedziała lekko wkurzona.- Jakie są te trzy wyjścia?
- Pierwsze to wyjść przez okno.- odparłem.
- Odpada.
- Czemu?- zapytałem.
- Mam lęk wysokości.- powiedziała niepewnie, jakby się bała, że ją wyśmieję.
- Dobra. Drugie to wywarzyć drzwi, ale nie chcę ich niszczyć.
- A trzecie?- spytała.
- Czekać, aż Liam tu przyjdzie i nas wypuści, lub walić w drzwi i w ogóle czekać na jakąkolwiek osobę.- powiedziałem.
- Najbardziej odpowiada mi ostatnia opcja. Długo tu nie wytrzymam, bo za mało miejsca.- odparła.
- Też masz klaustrofobię?- zapytałem, a ona przytaknęła.
- Ale nie mów nikomu, ani o wysokości, ani o tym.- mruknęła.
- Dobra. LIAAAAAM!!!!- wydarłem się najgłośniej jak potrafiłem.
- Co się stało?- spytał wchodząc do pokoju.
- Pomóż nam się wydostać, bo Nath złamała klucz!- krzyknąłem.
- Zaraz wracam.- wyszedł, ale po chwili wrócił.
- Szybko, bo zaraz zwymiotuję.- powiedziała niebiesko włosa i zbladła jeszcze bardziej niż zwykle.
- Gotowe.- powiedział i otworzył drzwi.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!- krzyknęła i przytuliła chłopaka, po czym wyszła z pokoju, ale natychmiast wróciła.- Ja sama tam nie zejdę...- powiedziała drżącym głosem.
- Czemu?- zapytałem.
- Bo Jack był cały obklejony ły-ły-łyżkami, ja się boję.- powiedziała i usiadła na łóżku podciągając kolana pod brodę.
- Nie bój się. On pewnie chciał ci zrobić żart. Jak chcesz to zejdę z tobą.- powiedziałem z Liam'em w tym samym czasie.
- To poczekamy, aż Niall się ubierze i zejdziemy w trójkę.- nadal drżała ze strachu.
- Co za debil. Straszyć własną siostrę. Co on na głowę upadł?- zadałem sobie pytanie retoryczne.
- Żebyś wiedział, że upadł.- spojrzała na mnie, a ja właśnie zakładałem koszulkę.
- Teraz wszystko jasne.- odparłem i razem z Liam'em ruszyliśmy pierwsi, a Nath za nami.
- AAA!!! Jack przestań! Przestań mnie łaskotać! Jack proszę!- usłyszeliśmy piski za nami.
- A co będę z tego miał?- zapytał z cwaniackim uśmiechem.
- Odrobię ci lekcje, sprzątnę ci pokój, co chcesz, tylko przestań mnie łaskotać!!!- piszczała, a ja z Liam'em tarzaliśmy się na podłodze ze śmiechu.
- Ciszej! Ludzie chcą jeszcze spać!- reszta chłopaków wyszła, ale gdy zobaczyła tą scenę również śmiała się w niebogłosy.
- Co tylko chcę mówisz... w takim razie chcę, abyś... hmmm co by ty wymyśleć... Wiem! Zrób mi takie śniadanie jakiego jeszcze nigdy nie jadłem! Ale bez pomocy chłopaków.- krzyknął.
- Ale ja nawet płatków z mlekiem zrobić nie potrafię, a ty mi każesz robić coś jeszcze trudniejszego.- powiedziała ledwo oddychając na ziemi.
- W takim razie... który chce jej pomóc?- tym razem zwrócił się do nas, a wszyscy podnieśli rękę w górę.- Wybieraj.
- Louis odpada na sto procent. Liam też, bo musi być ktoś, kto nie boi się łyżek.- powiedziała i spojrzała przepraszająco na chłopaka.- Zayn też, bo on w tych łyżkach będzie oglądał swoje odbicie. Niall odpada, bo wszystko zje. Harry robisz ze mną śniadanie.- powiedziała.
- TAAAK!- zaczął tańczyć 'champion dance'.
- To teraz mnie puść, bo ci tego śniadania nie zrobię.- jak powiedziała tak zrobił.
- A i żeby nie było dla chłopaków też zrób.- powiedział.
- Ehh... no dobra. Ale nadaj jestem zła za ten numer z łyżkami.- mruknęła i poszła do kuchni razem z Hazzą.

~ Harry ~

Wszedłem do kuchni, a za mną weszła Nath, ale pisnęła na widok wielu łyżek na stole. Zebrałem je i wrzuciłem do szuflady.
- Dzięki.- powiedziała z ulgą.
- Dlaczego jesteś taka opryskliwa dla wszystkich?- zapytałem.
- A nie mogę? Nie wsadzą mnie do więzienia za mój charakter.- odparła sarkastycznie.
- Ehhh... Dobra bierzmy się za to śniadanie.- mruknąłem.
- Co zrobimy? Bo ja w ogóle się w kuchni nie orientuję, od tego jest mój brat.- powiedziała, a ja się zaśmiałem.
- Skoro nie lubisz gotować, to będziesz musiała sobie znaleźć faceta kucharza.- odparłem.
- Albo zostanę starą panną z numerem ulubionej pizzerii w ręce.- uśmiechnęła się.
- Nie nadajesz się na starą pannę. Znajdziesz sobie chłopaka. Przynajmniej w tej szkole masz już wielu adoratorów.- zaśmialiśmy się.
- Skąd to wiesz?- zapytała.
- Bo wszyscy chłopacy, którzy mają do mnie i do reszty numer dzwonili, by zapytać jaka jesteś i czy was ze sobą umówię.- parsknęła śmiechem.
- Nie mam zamiaru na razie pakować się w jakieś szkolne miłostki. Poza tym niech sobie nie myślą, że jestem jakąś łatwą, pustą panienką, którą można przelecieć i zostawić. O nie, nie, nie... nie ma tak dobrze.- zaśmiałem się.
- Czego twój brat nigdy nie jadł na śniadanie?- zapytałem.
- Emmm... Wiem! Nigdy nie jadł naleśników. Potrafisz je zrobić?- spytała.
- Jasne! Pozwolisz, że ''pomogę ci'' je zrobić.- zrobiłem cudzysłów palcami.
- To co ja mam robić?- zrobiła śmieszną minę.
- Usiąść i popatrzeć.- uśmiechnąłem się i pokazałem jej krzesło.
- Ale miałeś mi pomóc, a nie je zrobić za mnie.- powiedziała.
- W takim razie będę twoim instruktorem.- wzruszyłem ramionami.
- Dobra, to co mam robić?- zapytała.
- Wyjmij miskę,talerz, mikser, patelnię i chochlę.- odparłem.
- Już mówię, że chochli nie dotknę.- powiedziała.
- Dobra, ale resztę wyjmij i jeszcze łopatkę do przerzucania.- odpowiedziałem, a ona posłusznie zaczęła szukać rzeczy.
- To wszystko, co teraz?- spytała.
- Składniki. Wyjmij z lodówki jajka, mleko, twarożek, jakieś dżemy, nutellę i słodkie polewy, a z szafek mąkę i cukier. Ja zaraz przyniosę truskawki.- rzuciłem i poszedłem po owoce.
- Mam już wszystko co teraz?- zapytała.
- Wbij dwa jajka do miski.- powiedziałem.
Wzięła jajko. Chwilę obracała je w dłoni. Rozbiła skorupkę. Trochę za mocno. Cała zawartość jajka poleciała na podłogę. Wybuchłem śmiechem.
- Nie umiem wbijać jajek.- powiedziała, a ja się jeszcze bardziej zaśmiałem.
- Będzie trudniej niż myślałem... Pomogę ci.- wziąłem jajko i podałem jej.
Chwyciłem jej dłonie. Ręką, w której trzymała jajko stuknąłem o miskę, a drugą rozszerzyłem skorupkę i cała zawartość wpłynęła posłusznie do miski.
- Teraz spróbuj sama, a ja to posprzątam.- powiedziałem.
- Ale mi się nie uda.- mruknęła.
Przykucnąłem i zacząłem ścierać białko z podłogi. Po chwili poczułem coś na głowie. Dotknąłem tego i na mojej twarzy pojawił się grymas. Była to lepka maź.
- Ha-Harry prze-przepraszam... ja...ja n-nie chciałam. Mówiłam, że mi się nie uda.- powiedziała.
- Spokojnie. Nic się nie stało. Teraz pójdę umyć głowę, a ty w tym czasie poproś Niall'a, czy kogo tam chcesz by ci pomógł, ale nic nie rób sama.- mruknąłem spokojnie i wyszedłem z kuchni.

~ Nath ~

- Harry! Przepraszam! Ja naprawdę nie chciałam!- krzyknęłam stając w drzwiach kuchni.
- Zaraz zejdę, poproś kogoś innego do pomocy.- mruknął z góry.
- Pomoże mi ktoś?- zapytałam chłopaków siedzących w salonie.
- Harry poznał twoje umiejętności kucharskie i już nie chce z tobą robić, jaka szkoda.- powiedział mój brat, a ja zmroziłam go spojrzeniem.
- On... poszedł umyć włosy.- powiedziałam cicho.
- Co ty mu zrobiłaś?- zapytał Jack.
- Ja... no... stłukłam mu jajko... na głowie.- odparłam.
- Nie wiedziałem, że jesteś aż tak kiepska. Jajka nie umiesz jak człowiek rozbić?- powiedział kpiąco.
Weszłam z powrotem do kuchni, chwyciłam jajko i wyszłam. Stanęłam nad Jack'iem i stłukłam mu jajko na głowie.
- Fuuu...- skrzywił się dotykając mazi na włosach.- Czyli wojna na żarcie tak?- powiedział, wstał i chwycił mąkę z kuchni, po czym sypnął mi nią w twarz.
- Tak chcesz się bawić? A masz!- prysnęłam w niego polewą truskawkową.
- Ej nie siedźcie tak, pomóżcie mi!- rozkazał Jack.
- Nie no pięciu na jedną?! To nie fair!- krzyknęłam.
- Ja idę do Nath.- powiedzieli Louis i Niall.
- W takim razie zaczynamy wojnę.- mruknął Jack i prysnął nam ketchupem po twarzach.
- Bleeee... wiesz, że nie lubię ketchupu, ale ty głupi jesteś.- powiedziałam i oblałam ich mlekiem.
Zayn rzucił w nas łyżkami. Dzięki moim umiejętnościom karate ominęłam każdą. Wyjęłam z lodówki szarlotkę i przywaliłam mu nią w twarz, tak jak na filmach. Nie byli mi dłużni, bo dostałam sernikiem. Po chwili wszyscy się podzielili na dwójki. Ja z Niall'em, Jack z Louis'em, a Liam z Zayn'em. Po jakimś czasie zszedł Harry. Nikt tego nie zauważył i wszyscy go oblali, obsypali, obkleili wszystkim co mieli pod ręką. Chłopak dołączył do Zayn'a i Liam'a. Po czym Liam wstał.
- Ej koniec. Przecież mamy dzisiaj szkołę. Nie zdążymy się doprowadzić do porządku, jeśli dalej to tak pociągniemy.- powiedział.
- Tak on ma rację, to po pierwsze, a po drugie to ja tak czy siak mam najgorzej.- opadły mi ramiona na ten fakt.
- Dlaczego?- zapytali.
- Bo nie łatwo szybko doprowadzić się do porządku w długich włosach. Poza tym wy jesteście u siebie, macie się w co ubrać. Jeśli Jack was poprosi, to pożyczycie mu ciuchy, a ja muszę dwadzieścia minut maszerować w stronę domu, po jakieś ubrania i do tego po książki, bo mój głupi braciszek nie pomyślał by wziąć moją torbę.- spojrzałam gniewnie na brata.
- A właśnie, że pomyślałem!- oburzył się.
- Naprawdę?- zapytałam sarkastycznie.
- Tak. Mam dla ciebie nawet inne ciuchy. Tym razem jestem pewny, że trafiłem.- powiedział. podał mi torbę z książkami i siatkę z ubraniami.
- O czyli jednak czasem o mnie myślisz. Dziękuję ci.- powiedziałam, przytuliłam go i pobiegłam na górę do pokoju Horan'a.

~ Niall ~

Jack poszedł z Louis'em, który miał mu użyczyć łazienki i ciuchów. Nath zniknęła na górze, nawet nie wiadomo gdzie. Posprzątaliśmy i zrobiliśmy trzy stosy kanapek. Ruszyłem na górę do swojego pokoju. Wyszukałem czyste ciuchy. Otworzyłem drzwi do łazienki.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że tu jesteś.- powiedziałem, gdy zobaczyłem Nath w samym ręczniku, która właśnie smarowała się jakimś ładnie pachnącym kremem.
- Spoko, ale zamknij drzwi co?- mruknęła i wróciła do poprzedniej czynności.
- Tak, tak, już mnie nie ma.- odparłem, zamknąłem drzwi i rozłożyłem się na łóżku.
- Dzięki za użyczenie łazienki.- powiedziała wychodząc ubrana w to tylko zamiast trampek glany:



- Fajnie wyglądasz.- odpowiedziałem.
- Dzięki.- usiadła obok mnie.- Idź, bo nie zdążymy do szkoły.- powiedziała.
Zrobiłem tak jak kazała. Wszedłem do łazienki. Wziąłem szybki, ciepły prysznic. Wyszorowałem wszystko z włosów, a było tego dużo. Wyszedłem z kabiny. Założyłem bokserki i wszedłem do pokoju. Dziewczyna miała na sobie bluzę i właśnie skończyła ścielić łóżko. Położyła się na nim i spojrzała na mnie. Po chwili lekko zaczerwieniona odwróciła wzrok. Ubrałem spodnie.
- Ej widziałaś moją koszulkę? Przed chwilą tu leżała.- zapytałem szukając bluzki.
- Może jest na krześle.- rzuciła tym razem spoglądając na mnie i ściągnęła bluzę.
- Masz rację.- założyłem koszulkę z napisem ''Free Hugs''.
- Fajna bluzka.- powiedziała.
- Jedna z moich ulubionych.- odparłem.- Co robisz?- zapytałem.
- Nie widać? Rysuję.- odpowiedziała.
- A co rysujesz?- zaciekawiłem się.
- Rysunek.- odparła wymijająco, a ja usiadłem obok niej na łóżku.
- Wow. Niezła jesteś.- powiedziałem widząc jej dzieło.


- Jesteś trzecią osobą, której pozwoliłam zobaczyć jakikolwiek mój rysunek.- odparła.
- Kto jeszcze je widział?- zapytałem.
- Jack i moja mama.- powiedziała cicho.
- Kto to jest?- wskazałem na kobietę.
- To właśnie ona, a ta mała to ja.- odparła.
- Czemu nie przedstawiłaś mnie swojej mamie?- spytałem.
- Ona już wie kim jesteś, bo ona śledzi każdy mój ruch i Jack'a też.- odpowiedziała.
- Ale to nie możliwe...- powiedziałem.
- Tam z góry wszystko jest możliwe.- powiedziała smutno.
- Wasza mama... przepraszam, nie wiedziałem.- mruknąłem niepewnie, a ona pokiwała głową.
Spojrzałem na jej twarz. Tym razem można było z niej wyczytać uczucie. Smutek, ból i cierpienie. To właśnie teraz pokazywała. Po chwili po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc przytuliłem ją do siebie. Również mnie objęła. Teraz płakała w moją koszulkę.
- Dlaczego to spotkało akurat ją? Czemu było tak ślisko? Czemu on się nie zatrzymał?- łkając zadawała pytania, na które niestety nie mogłem odpowiedzieć.- Dziękuję, że przy mnie jesteś w takiej chwili.- powiedziała do mnie, a ja pogłaskałem jej plecy. - Jack, to najpewniej by mnie teraz zostawił samą, bym płakała w poduszkę. Naprawdę ci dziękuję.- dokończyła i wtuliła się we mnie jeszcze mocniej.
- Od tego są... przyjaciele prawda?- zawahałem się przy słowie ''przyjaciele'', a ona tylko przytaknęła.
Otarłem jej mokre policzki. Spojrzała na mnie wdzięcznie, po czym puściła. Spakowała wszystkie swoje rzeczy do torby.
- Chciałabym mieć takiego prawdziwego przyjaciela... Jesteś na dobrej drodze by nim zostać. Co prawda jeszcze dużo ci brakuje, ale idzie ci coraz lepiej.- uśmiechnęła się smutno.
- W takim razie będę się starał jeszcze bardziej.- odpowiedziałem i też się uśmiechnąłem, ale już nie tak smutno.
- SNIADAAANIE!!!- dobiegł nas stłumiony głos Liam'a.
- Dobra ja idę, bo chciałabym coś zjeść zanim na talerzach będzie pusto.- zachichotała i wyszła z pokoju.
Poszedłem w jej ślady. Gdy doszedłem do kuchni nie było tylko Jack'a. Usiadłem obok Nath i zacząłem jeść kanapki. Dziewczyna nałożyła dwie na talerz, a trzecią wzięła w rękę. Obstawiam, że one są dla Jack'a. Po pięciu minutach jej brat wszedł do kuchni. Na talerzach było pusto. Niebiesko włosa podała mu swój talerz, na którym nadal leżały dwie kanapki.
- To dla mnie? Dzięki mała.- powiedział i ją przytulił, a reszta zrobiła ''ooo''.
- Jak to mówią, przez żołądek do serca.- zaśmiała się.
- Dobra, to teraz jak jedziemy do szkoły?- zapytał Liam.
- Nie wiem jak wy, ale ja jadę na desce.- powiedziała Nath.
- Wiecie co? Tak sobie myślę, że w waszym rodzeństwie to Nath jest chłopakiem, a Jack dziewczyną. Ty gotujesz, dbasz o włosy bardziej niż ona. Z kolei ty jeździsz na desce i nie potrafisz w ogóle gotować.- podsumował Louis.
- Może być, ale jeśli mam zdążyć to muszę jechać teraz. Jedzie ktoś ze mną?- zapytała Niebiesko włosa.
- Ja.- odpowiedziałem razem z Zayn'em.
- Dobra, to chodźcie.- powiedziała i chwyciła deskorolkę:

Ja wziąłem swoją, Zayn swoją i wyszliśmy przed dom.
- Jesteście dobrzy w trick'ach?- zapytała.
- Chyba nas nie widziałaś jak jeździmy.- powiedział Zayn.
- To dobrze.- odparła i ruszyła.
Na początku jechaliśmy spokojnie. Potem Nath wskoczyła na chodnik. Mało nie wpadła na jakiegoś chłopaka, ale zgrabnie go wyminęła. Potem podskokiem zmieniła stronę jazdy. Zeskoczyła z chodnika i znowu zmieniła stronę jazdy. Nath wjechała w jakiś tunel. Okazało się, że przy wyjeździe jest dość wysoki murek. Gdy dziewczyna go przeskakiwała myślałem, że lądując się wywali. Cała akcja z mojej perspektywy wyglądała tak:

Po chwili dołączyła do nas. Teraz już jechaliśmy normalnie. Nath tylko od czasu do czasu zmieniała stronę jazdy poprzez skok. Właśnie wjechaliśmy przez bramę na ośrodek szkolny. Niebiesko włosa zeszła z deski, a my poszliśmy w jej ślady. Mnie i Zayn'a okrążył wianuszek dziewczyn, a Nath chłopaków.

~ Nath ~

- Spadać. Chcę iść do swojej szafki.- mruknęłam.
- Teraz nigdzie nie pójdziesz kochana.- powiedział jakiś wysoki szatyn.
- Jesteś tego pewien?- założyłam ręce na wysokości piersi.
- Owszem.- odparł.
- Pieprz się.- kopnęłam szatyna kolanem w brzuch i wyminęłam.
Podeszłam do swojej szafki. Otworzyłam ją, a tam leżało kilka kopert. Włożyłam je do torby, z której wyciągnęłam niepotrzebne książki. Zamknęłam żelazne drzwiczki i spojrzałam na plan lekcji. Sala 314. Rozejrzałam się po korytarzu. Niektóre dziewczyny patrzyły na mnie gniewnie, a inne cieszyły się. Ruszyłam w stronę stołówki, którą odwiedziłam już wczoraj. Wchodząc ktoś na mnie wpadł i rozlał sok na koszulce.
- Nie no świetnie! Wczoraj musiałam zmieniać koszulkę przez Horan'a, a teraz przez ciebie.- spojrzałam gniewnie na nieco wyższą ode mnie dziewczynę.
- Prze-przepraszam n-nie chciałam.- powiedziała cicho dziewczyna.
- Spoko. Jestem Nath.- wyciągnęłam rękę w jej stronę.
- Ja jestem Katherine i to też jest Katherine. Na mnie mówią Kath, a na nią Katy.- odparła wskazując na swoją koleżankę, która była pomiędzy moim, a jej wzrostem.
- Ej czy ty powiedziałaś, że wczoraj musiałaś zmieniać koszulkę przez Horan'a? Tego Niall'a Horan'a?- zapytała mnie Katy.
- No tak, a co?- odpowiedziałam pytaniem.
- Nic, chciałam się tylko upewnić, bo chodzimy z nim do klasy.- powiedziała rudowłosa.
- To wychodzi na to, że jesteśmy w tej samej klasie.- odparłam.- A teraz przepraszam was, ale idę zmienić koszulkę.- mruknęłam i ruszyłam w stronę łazienki.
- Odczep się od Niall'a.- powiedziała jakaś dziewczyna, która teraz razem ze swoimi koleżaneczkami szła obok mnie. Zignorowałam ją.- Masz się od niego odczepić słyszysz?
- Bo?- zapytałam.
- Bo tak powiedziałam.- odparła.
- Weź się zamknij bo się muchy zlecą.- mruknęłam.
- A ty się zamknij, bo cię mama kultury nie nauczyła.- odpowiedziała, a ja przycisnęłam ją do ściany.
- Mimo że obowiązuje mnie żelazna zasada, że dzieci się nie biję, to dla ciebie kochana mogę ją złamać. Nie wyrażaj opinii na mój temat, a tym bardziej mojej mamy. Bo gdy z ciebie spiorę to kilo tapety, które masz na twarzy, to twoja biologiczna matka cię nie pozna. A CO DO MOJEJ KULTURY, TO MOJA MAMA NAWET NIE ZDĄŻYŁA MNIE NAUCZYĆ, BO JAKIŚ PIERDOLONY MASZYNISTA SIĘ NIE ZATRZYMAŁ. JESZCZE RAZ PORUSZ PRZY MNIE TEMAT O MOJEJ MAMIE, TO OBIECUJĘ CI, ŻE ZAPAMIĘTASZ TEN DZIEŃ DO KOŃCA ŻYCIA!!!- krzyknęłam tak głośno, że wszyscy na mnie patrzyli.- A teraz spieprzaj póki mam dobry humor.- mruknęłam i ruszyłam dalej w stronę toalety.
- Pierwszy dzień w szkole? Znam to uczucie. Do tego jeszcze te plotki o tym, że jesteś nową dziewczyną Horan'a.- powiedziała czarnowłosa dziewczyna poprawiająca tusz do rzęs.
- Jakie plotki?- spojrzałam na nią, a ona wyciągnęła do mnie telefon. Czytając artykuł parsknęłam śmiechem.- Ja i on? Czy tych ludzi do reszty pojebało? To już nie istnieje przyjaźń damsko-męska? Oni mnie w jakieś chore związki pakują! No cóż... muszę się z tym pogodzić. Jedno szczęście, że mój tata funduje tą szkołę...- mruknęłam.
- Twój tata to pan Blues? Najbogatszy człowiek w Wielkiej Brytanii? Wow, pewnie masz super życie.- powiedziała czarnowłosa.
- Mylisz się. Moje życie jest najbardziej bezbarwnym życiem na świecie. Ja nawet nie wiem jakie to uczucie jest się zauroczyć, czy zakochać. Dla mnie miłość nie istnieje do póki sama jej nie poczuję. Aktualnie znam tylko jeden rodzaj miłości: rodzinnej. To, że jestem bogata nie oznacza, że mam super życie.- westchnęłam.
- Jestem Vicky Rich i chyba chodzę z tobą do klasy. Nawet na pewno.- odparła.
- Ja jestem Nath, nazwisko już znasz.- uśmiechnęłam się i właśnie rozległ się dzwonek.
- Chodź, bo się spóźnimy.- odwzajemniła mój uśmiech i ruszyłyśmy w stronę sali 314.
- Szukałem cię wiesz?- zapytał Niall, gdy obok niego usiadłam.
- No widzisz, a ja zostałam oblana sokiem, pogroziłam twojej fance i poznałam Kath, Katy i Vicky.- powiedziałam.
- Wiem, widziałem wszystko oprócz rozmowy z Vicky.- odparł.
- Bo ona się odbyła w łazience. Nie ma to jak szkolna znajomość od łazienki.- zachichotałam.
Reszta lekcji mijała bardzo nudno. Zachciało mi się pić. Wyciągnęłam sok i się napiłam.
- Nathalie przestań pić na lekcji.- skarcił mnie nauczyciel.
- Edward przestań mi rozkazywać, bo mogę powiedzieć kilka słów o tobie mojemu tacie i zrobisz tej pracy 'baj baj' na zawsze.- powiedziałam.
- Twój tata to nasz dyrektor pan Fox?- zapytał.
- Nie, mój tata to fundator tej szkoły pan Blues. Nie słuchałeś na apelu jak mam na nazwisko, czy co...?- mruknęłam.
- W takim razie możesz się napić.- powiedział cicho i dalej prowadził lekcje.
- A i jeszcze jedno. Prowadź ciekawiej, to może cię ktoś wreszcie zacznie słuchać.- odparłam, a klasa się lekko zaśmiała.
- Nathalie Blues proszona do gabinetu dyrektora. Powtarzam. Nathalie Blues proszona do gabinetu dyrektora.- odezwał się głos w głośnikach. Skrzywiłam się na swoje pełne imię.
- Boże... czego on ode mnie chce...- powiedziałam szukając litości.
Zebrałam swoje rzeczy. Wyszłam z sali. Ruszyłam szerokim korytarzem do dużych dębowych drzwi. Zapukałam i usłyszałam stłumione ''proszę'', więc weszłam. Rozsiadłam się na miękkiej kanapie.
- Cześć Howard.- powiedziałam.
- Witam panno Blues.- przywitał się.
- O co chodzi?- zapytałam.
- O nią.- powiedział pan dyrektor, a zza drzwi wyszła ta sama dziewczyna, której groziłam.
- O Bosh... Co ta debilka tu robi?- spytałam.
- Podobno jej groziłaś.- odparł.
- Jaka lejdupa. Kabel kurde. No i co z tego?- zapytałam.
- To grozi zawieszeniem.- odpowiedział.
- A wiesz czy grozi moje zawieszenia wam obojgu?- zaprzeczyli ruchem głowy.- Tobie grozi wywalenie z pracy, a jej ze szkoły i do tego rozprawa w sądzie. Uwierzyłeś jej na słowo, a nagranie z kamer oglądałeś jak to ona mnie bezczelnie sprowokowała, by jej grozić. Moja mama nie żyje odkąd skończyłam trzy lata. Wie o tym praktycznie cała ta szkoła, mimo że chodzę tu dopiero drugi dzień. Ona bez jakichkolwiek przeszkód powiedziała ''czy ciebie mama kultury nie nauczyła?'' czy coś w tym stylu. Jakbyś postąpił na moim miejscu? Za sprawą mojego pstryknięcia palców ty możesz już nie znaleźć pracy, a ona szkoły, więc łaskawie się wszyscy ode mnie odpierdolcie.- rzuciłam i wyszłam.
Ruszyłam w stronę sali 314. Po chwili byłam na odpowiednim piętrze. Wparowałam do klasy trzaskając drzwiami. Usiadłam na swoim miejscu. Wzięłam głęboki oddech. Rozpakowałam się. Niektórzy zerkali w moją stronę, ale nie zwracałam na nich uwagi. Po chwili zauważyłam, że Niall na mnie patrzy.
- No co?- zapytałam szeptem.
- Nic, po prostu się przyglądam.- równie cicho mi odpowiedział.
- Dasz mi przepisać, bo Jack pewnie nie będzie miał nic uzupełnione.- mruknęłam.
- Dobra, o ile nie będzie nic zadane.- odparł.
Rozległ się zbawienny dzwonek na przerwę. Dzięki bogom, już nie muszę się męczyć z Edwardem. 
- Po co byłaś u dyrektora? - zapytał Niall.
- Z powodu tamtej baby co mi gadała, że mnie mama kultury nie nauczyła. Może gdyby ten pieprzony maszynista się zatrzymał to by mnie nauczyła.- mruknęłam.
- Mhm... Rozumiem.- odparł.
- Chcesz dzisiaj do mnie przyjść? Odrobilibysmy razem lekcje i obejrzeli jakiś film, albo wyszli na miasto, co ty na to?- zapytałam
- Dobra. Ale pójdziemy pieszo, bo mi sie nie chce jechać, a stąd jest tylko dwadzieścia minut drogi.- odpowiedział.
- Zgoda.- weszliśmy na stołówkę i dosiedliśmy się do chłopaków. 
- Po co byłaś u dyrektora?- zapytał Louis.
- Co cię to obchodzi?- odparłam opryskliwie.
- To już nie można koleżanki zapytać?- powiedział.
- Skąd pomysł, że jestem twoją koleżanką?- spytałam.
- No to znajomej. Temu już nie zaprzeczysz, bo oboje sie znamy.- odpowiedział.
- A co jeśli nie chcę cię znać?- zapytałam.
- Musisz sie z tym pogodzić.- powiedział, a ja wzięłam sobie sałatkę i sok.
- Już jesteś głodna? Przecież jadłaś godzinę temu.- zdziwił sie Zayn.
- Zabronisz mi jeść?- zapytałam.
- Nie. Ty też jesteś glodny?- tym razem zwrócił sie do Blondyna.
- Szybki jesteś. Znasz mnie już od trzech lat, a dopiero teraz zauważyłeś, że tak dużo jem?- spytał.
- Nie, ale zadziwia mnie masz apetyt.-zaśmialam sie.
- O NIE!!! Zapomniałam! Która godzina?-spoważniałam.
- Jedenasta piętnaście.- odparł Liam.
- O BOŻE!!! JESTEM SPÓŹNIONA, PÓŹNIEJ SIĘ SPOTKAMY!!!- krzyknęłam i usłyszałam jeszcze jak ktoś mówi ''idź za nią Niall''.
Biegłam przez długi korytarz. Teraz żałuję, że ta szkoła nie jest mniejsza. Potrącałam wszystkich po drodze. Wybiegłam z impetem ze szkoły. Poruszałam się sprintem w stronę parku.
- Pięć minut spóźnienia, ale dobrze, że już jesteś.- powiedział trener.
Objął mnie ramieniem. Weszliśmy do jego auta i ruszyliśmy do ''Carate Professional''

~ Niall ~

Kim jest ten gość? Czego on od niej chce? Po co ona z nim wsiadła do tego samochodu? Gdzie oni jadą? Czemu ja się tak martwię? Zakochałem się? Nie... to niemożliwe..., a może... Pożyjemy zobaczymy. Dobrze, że nagrałem film i zrobiłem mu kilka zdjęć. Wróciłem do szkoły.
- No i gdzie ona jest?- zapytał Jack.
- Pojechała z jakimś facetem.- odparłem.
- Co proszę?! I ty jej nie zatrzymałeś?! Czy ty głupi jesteś?! Masz chociaż zdjęcia tego faceta?- zapytał.
- Raczej, że mam.- odparłem i pokazałem mu telefon.
- Uff... Ale mnie wystraszyłeś... to tylko jej trener karate. No tak... teraz wszystko jasne. Wspominała mi że na trzy lekcje jej nie będzie, bo będzie miała trening, bo jutro ma zawody. Zapomniałem, muszę dać zwolnienie nauczycielce.- ulżyło mi gdy to powiedział.
Już otwierałem buzię, by coś odpowiedzieć, ale zadzwonił dzwonek. Pobiegłem szybko do szafki, wziąłem potrzebne rzeczy. Ruszyłem w stronę klasy. Akurat mieliśmy matematykę. Nienawidzę tego przedmiotu. Ta lekcja była nudna, z resztą tak jak dwie pozostałe. Teraz rozległ się dzwonek na biologię. Usiadłem sam z racji tego, że powiedziałem, że na każdej lekcji siedzę z Nath. Nauczycielka weszła i zaczęła prowadzić lekcję. Usłyszałem otwierające się drzwi i jak na komendę spojrzałem w ich stronę. Do sali z impetem wpadła Niebiesko włosa. Na jej nieszczęście poślizgnęła się na gąbce do tablicy i wywaliła się na ziemię. Byłem jedyną osobą w klasie, która się z tego nie śmiała. Patrzyłem na nią ze współczuciem. Nasze spojrzenia się spotkały, a potem wstała.
- Zamknijcie się, albo ja to zrobię.- powiedziała i jak na rozkaz wszyscy się uciszyli.
Wodziła wzrokiem po klasie szukając wolnego miejsca. Dojrzała to obok mnie i lekko uśmiechnęła się pod nosem. Ruszyła w stronę mojej ławki.
- No i jak było na treningu?- zapytałem.
- Męcząco, ale skąd wiesz, że byłam na treningu?- odparła pytaniem.
- Jack powiedział.- odpowiedziałem.
- Nathalie, Niall, proszę się zachowywać ciszej, albo dostaniecie uwagi.- powiedziała nauczycielka.
- Przepraszam, czy ja się aby nie przesłyszałam? Pani mi grozi jakąś uwagą?- spytała Nath.
- Jeśli masz coś do powiedzenia młoda damo, to zaraz pójdziesz do dyrektora.- odparła pani.
- Grozisz mi panem Fox'em? Słuchaj uważnie wypindrzona laluniu, nie życzę sobie, by mi grożono czymkolwiek.- mruknęła już nieco bardziej wkurzona.
- A kim ty jesteś, że bez szacunku odzywasz się do nauczycieli?- zapytała pani.
- Mój ojciec jest fundatorem tej i wszystkich szkół w Londynie i jego okolicach. Jest także właścicielem Brytyjskiego FBI, CSI i policji. Jest również władcą wszystkich sądów i parków rozrywki, mam na myśli aqua parki, wesołe miasteczka i tak dalej w całej Europie i Ameryce Północnej, a także Południowej i do tego Azji. A zapomniałabym... pod jego opieką są też wszystkie zakłady pracy w całej Brytanii. Więc żałuj, że kiedykolwiek mi pogroziłaś.- nie wiedziałem, że jej tata jest tak... zaopatrzony.
- Każdy głupi wie, że kłamiesz.- mruknął ktoś z końca klasy.
- Ah tak?- zapytała, wyciągnęła telefon i zadzwoniła.- Hej tato, mam do ciebie malutką prośbę, a mianowicie zwolnienie tej baby z biologii w mojej szkole i nie dawaj jej pracy nigdzie indziej, bo mnie dzisiaj ostro wkurwiła... dobra, dobra przepraszam, ale zrobisz to?... Aha... dobra... masz już ci ją daję.- mruknęła i dała telefon nauczycielce.
- Halo? Ale jak to? Przecież pan tak nie może... no dobrze może pan, ale to jej wina, bo gadała na lekcji... Jak to ona może? Co to ma w ogóle być?! Wezwę pana do sądu... Ale... Dobrze do widzenia.- powiedziała pani.
- A teraz słuchaj mnie... to, że masz kilo tapety na twarzy i tak nie zasłoni tych zmarszczek. Powiedz swoim koleżaneczkom nauczycielkom, że następnym razem nie będę taka ulgowa i nie zadzwonię po tatę, tylko sama im skopię dupę. Rozumiemy się? A teraz spierdalaj, pókim dobra.- mruknęła, a nauczycielka wybiegła ze swoimi rzeczami z sali. Nath usiadła na krześle nauczyciela. Po chwili wstała jak oparzona i wybiegła z krzykiem: '' Proszę pani! Zostawiła pani portfel!'', a odpowiedź była taka: '' Weź go sobie!''. Niebiesko włosa weszła z powrotem i usiadła na fotelu. Obracała portfel w dłoniach, ale go nie otworzyła, tylko odłożyła na biurko. Zaczęła masować skronie. Podszedłem do niej.
- Jak się czujesz?- zapytałem.
- Głowa mnie boli. Chodźmy stąd, bo tu jest za duży hałas.- odszepnęła.
- Dobra.- powiedziałem.
- Ej bądźcie w miarę cicho, by Fox tu nie przyszedł.- mruknęła i wyszliśmy.
- Nieźle jej dogadałaś.- pochwaliłem ją.
- Dzięki...- powiedziała i wbiegła szybko do męskiej toalety.
Pochyliła się nad muszlą i zwymiotowała. Podszedłem do niej i złapałem jej włosy.
- Niall... idź sobie... nie chcę by ktoś widział mnie jak wymiotuję...- mruknęła.
- Nie pójdę, ponieważ jesteś moją przyjaciółką i nie zostawię cię w takim stanie.- odparłem.
Po chwili już było jej lepiej. Wytarła się papierem i wzięła miętową gumę do żucia. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek nadal nie uwalniając z uścisku. Odruchowo złapałem się za miejsce, na którym przed chwilą spoczywały jej usta.
- Za co to?- zapytałem lekko się rumieniąc.
- Za to, że nie zostawiłeś mnie w takiej chwili. Za to, że to właśnie ty ze mną jesteś. Po prostu za to, że jesteś moim przyjacielem.- powiedziała.
- Dziękuję.- odparłem.
- Chodźmy stąd, ale nie wracajmy do klasy, bo nie ma sensu, skoro za pięć minut dzwonek.- mruknęła.
- Dobra. Poza tym byliśmy dzisiaj umówieni u ciebie, jeśli dobrze pamiętam i o ile to nadal aktualnie.- odpowiedziałem.
- Oczywiście, że tak. Chodź już.- powiedziała wychodząc z łazienki.
Odłożyliśmy niepotrzebne rzeczy do szafki i wyszliśmy ze szkoły. Szliśmy w niezręcznej ciszy. Po chwili przechodziliśmy przez park.
- O! Chodźmy na lody! Ja stawiam!.- prawie krzyknęła uradowana.
- Ja mogę sam za siebie zapłacić...- nie dane mi było skończyć.
- O nie, nie, nie... Mój pomysł ja stawiam. Takie moje zasady. Nie masz prawa sięgnąć do kieszeni choćby po funta.- odparła.
- Ale ja nie chcę ci się narzucać...- nie powiedziałem do końca, bo zgromiła mnie spojrzeniem.
- To jakie chcesz smaki?- zapytała.
- Waniliowe i pistacjowe.- odpowiedziałem.
- W takim razie dwa podwójne i oba pistacjowo-waniliowe.- powiedziała do sprzedawcy.
Po chwili już jedliśmy nasze porcje. Usiedliśmy na ławce. Gdy Nath zjadła swoje lody wyciągnęła z plecaka chleb, ale nie kanapkę, tylko chleb krojony. Otworzyła go i jedną kromkę pokruszyła sobie na dłoni. Po jakimś czasie oblazły ją gołębie:

Po zabawie z ''Kevin'ami'' przyszedł czas, by udać się do jej domu.
- Jestem.- powiedziała donośnie Nath. Odpowiedziała jej głucha cisza.- Czyli jak to mówią chata wolna.- mruknęła, zdjęła buty i ruszyliśmy na górę, do jej pokoju.
Weszła jako pierwsza i szybko pozbierała ciuchy leżące na ziemi i łóżku. Na jej stole leżały porozwalane kartki. Postanowiłem jej pomóc i je pozbierać. Okazało się, że były to rysunki. Moją uwagę zwrócił jeden z nich. Podniosłem go i zobaczyłem piątkę chłopaków, a mianowicie nas. Pod spodem było napisane coś po polsku, czego nie rozumiałem i nazwa zespołu.
- Ej Nath, co tu pisze?- zapytałem.
- One Direction. To naprawdę fajne chłopaki. Mogę uznać, że są moimi przyjaciółmi.- przetłumaczyła. Zauważyłem dość znajomy mi kształt za szafą.
- Grasz na gitarze?- zdziwiłem się.
- Nie, szukam nauczyciela, bo bardzo chciałabym się nauczyć. Od dziecka moim marzeniem była umiejętność gry na gitarze... Powiedziałam tacie, że sama sobie kogoś znajdę, ale to nie jest takie proste jak myślałam...- westchnęła.
- Ja cię mogę nauczyć.- powiedziałem.
- Naprawdę? A ile bierzesz za godzinę?- zaśmiałem się.
- Dla ciebie zrobię to za darmo.
- Ale to tak nie fajnie...- zaczęła nerwowo kręcić młynka kciukami.
- No weź nie daj się prosić.- powiedziałem
- Ale to będzie nieuczciwe, jeśli będziesz mnie uczył za nic.- mruknęła.
- To naprawdę nic takiego. Dla przyjaciół wszystko.- uśmiechnąłem się.
- No... dobra...- odparła i wyjęła instrument.
- Jest nastrojona?- zapytałem, a ona wzruszyła ramionami. Szarpnąłem za struny i dźwięk mnie niemal przeraził.- Masz zapasowe struny.- przytaknęła i podała mi pudełko.
- Ile już grasz?- spytała.
- Odkąd skończyłem dwanaście lat.- odparłem.
- To mogę powiedzieć, że mam doświadczonego nauczyciela.- uśmiechnęła się.
- Oj już tak nie wyolbrzymiaj, to naprawdę nic takiego.- zarumieniłem się lekko.
- A do tego jeszcze skromnego.- zaśmiała się.
- Przestań.- teraz moja twarz przybierała koloru dojrzałego pomidora.
- Wiesz przecież, że robię to specjalnie.- powiedziała i usiadła obok mnie na łóżku.
- Skończyłem. Teraz próba.- zagrałem krótką melodyjkę.
- Fajne, zagraj coś jeszcze.- poprosiła Nath.
Chwilę pomyślałem co mógłbym zagrać. Postanowiłem, że nie będę śpiewać i zagram samą melodię piosenki ''You and I'', bo bardzo fajnie brzmi na gitarze. Rozbrzmiały pierwsze dźwięki. Niebiesko włosa zaczęła się lekko kołysać w rytm muzyki, a ja zacząłem nucić. Próbowałem się powstrzymać od śpiewu, więc tylko nuciłem. Nie chcę, by dziewczyna pomyślała, że się w niej zakochałem czy coś..., a może to właśnie z tego powodu wybrałem tą piosenkę...? Nie, nie, nie... zostańmy przy opcji, że fajnie brzmi. Ostatnie nuty i koniec.
- Wow... to można określić tylko dwoma słowami jesteś niesamowity.- powiedziała.
- A dostanę to na piśmie?- zaśmiałem się.
- Chciałbyś.- również się zaśmiała.
- Co robimy?- zapytałem.
- Kiedy mógłbyś mi udzielać lekcji?- spytała.
- To zależy od wywiadów, nagrań i tych innych różnych rzeczy związanych z zespołem.- odparłem.
- Spoko, to najwyżej będziemy się umawiać w szkole, a jak nie będziesz mógł to zadzwonisz, bo chyba już masz mój numer prawda?- zapytała.
- Tak, o dziwo twój brat zna go na pamięć. A teraz powtarzam moje pytanie, co robimy?- powiedziałem.
- Najpierw lekcje. Potem obejrzymy jakiś film, albo pójdziemy gdzieś.- odpowiedziała.
- Dobra. W takim razie jak ci idzie z Angielskim?- spytałem.
- No chyba dobrze skoro gadam z tobą, a ty to rozumiesz.- zaśmiała się tym swoim perlistym śmiechem.- Co się tak patrzysz? Otwieraj zeszyt i robimy.- odwzajemniłem jej uśmiech.
Robiliśmy zadania z Angielskiego, potem ona przepisywała ode mnie te trzy lekcje, na których nie była. Teraz właśnie skończyliśmy z Muzyki. Więcej nic nie było zadane.
- Masz ładny charakter pisma wiesz.- uśmiechnęła się.
- Dzięki, ale i tak nie dorównam tobie.- do jej pokoju wszedł kot i pies.- Ale fajne futrzaki. To twoje?- zapytałem.
- Pies jest mój, a kot Jack'a. Mam alergię na koty, a z kolei psy to moje ulubione zwierzęta.- odparła.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile mamy ze sobą wspólnego. Oboje farbujemy włosy. Naszym ulubionym kolorem jest niebieski. Mamy urodziny w tym samym czasie. Jesteśmy sławni. Oboje kochamy pintball i skate. Mamy klaustrofobię i alergię na koty, a naszym ulubionym zwierzęciem jest pies. I jeszcze lubimy te same smaki lodów. Powiedz mi tylko, że piszesz pamiętnik, albo masz ukryte przejście w pokoju, to będzie kolejna rzecz.- powiedziałem.
- Wiesz...- przerwałem jej.
- Tylko mi nie mów, że masz obie rzeczy.- mruknąłem.
- Obie.- westchnęła i oboje się zaśmialiśmy
- No dobra. Czekaj masz ukryte przejście? Gdzie?- zapytałem.
- Sory, tylko dla wtajemniczonych. Czyli w sumie tylko dla mnie. Dobra, chodź pokażę ci.- odparła.
Wstaliśmy i podeszliśmy do garderoby. Weszliśmy do środka. Cały czas szedłem za Nath. Teraz widziałem zarys drzwi. Niebiesko włosa je otworzyła. Był tam mały korytarzyk, który prowadził schodami w dół do następnych trzech par drzwi.
- Wybieraj.- powiedziała.
- To nie jest wybór na śmierć i życie prawda?- zapytałem.
- Nie przesadzaj.- zaśmiała się.
- Tamte.- wskazałem pierwsze drzwi po lewej.
Ruszyliśmy w ich stronę. Nath powoli je otworzyła. Zapaliła światło. Tego to się po niej nie spodziewałem. Myślałem, że będzie tam jakaś toaletka, czy następna szafa z ciuchami, ale nie to:



- Wow...- tylko tyle zdołałem z siebie wydobyć.
Obszedłem cały pokój. Przyjrzałem się dokładnie czapkom, butom i deskom. W życiu nie widziałem tylu rzeczy mieszczących się w tak małym pokoiku. Bałem się co będzie dalej. Wyszliśmy z pomieszczenia. Ruszyliśmy do następnych drzwi. Ten pokój był podzielony na tak jakby dwie części. Po jednej stronie wszystko było związane z jej ulubionymi sportami, a po drugiej mini studio nagraniowe.
- Dziewczyno, czego ty nie masz?- zapytałem przyglądając się wszystkiemu z zachwytem.
- Mam wymieniać? Przynajmniej będziesz wiedział co mi kupić na urodziny.- zaśmiała się tym swoim melodyjnym śmiechem.
Poszliśmy do następnych drzwi. Tym razem już się tak nie zdziwiłem, ale robiło wrażenie.

 

Tym razem ciuchy i następna kolekcja glanów.
- Chodź, został jeszcze ostatni pokój.- powiedziała.
Ostatni pokój? Na korytarzu były tylko trzy pary drzwi, więc gdzie tu ostatni pokój? Poszedłem za nią w głąb pomieszczenia. Rozsunęła jeans'owe koszule i ku moim oczom było następne przejście.
- Ten różni się od reszty. Nazywam go swoją Narnią lub czasem bunkrem. Tutaj przechowuje wszystkie najważniejsze mi rzeczy i rysunki. Tylko nie śmiej się z niczego co tam zobaczysz.- powiedziała.
- Obiecuję.- odparłem.
- Ufam ci.- mruknęła i weszliśmy do środka.
Było to według mnie średniej wielkości pomieszczenie. Tak jakby drugi pokój. Stało tu biurko, kanapa, a na ścianie był telewizor i do tego dwie szafki nocne. Była nawet polska flaga. Pokój miał niecodzienny urok przez to, że nie miał regularnej lampy, tylko lampki ledowe w poszczególnych miejscach na przykład nad biurkiem. Rozglądałem sie po pokoju z zaciekawieniem. Podszedłem do telewizora, obejrzałem go do okola wnioskujac, ze jest firmy LG. Moje obchody po pomieszczeniu skończyły sie przy biurku. Spojrzałem na nie. Nie był to taki najzwyklejszy w świecie drewniany mebel. Po bokach i pod blatem miał poumieszczane przyciski. Na biurku stał komputer stacjonarny. Nie przypuszczałem, że Nath może być taka... starodawna. Teraz mamy laptopy, tablety, tabletolaptopy i Bóg wie co jeszcze, a ona do tego może to wszystko mieć. Na blacie były porozwalane jakieś rysunki, zdjęcia, mini kamera i trzy kamery profesjonalne do tego dwa aparaty cyfrowe i dwa również profesjonalne. Podszedłem do biurka, chwyciłem pierwszy lepszy rysunek, ale nie dane było mi go zobaczyć. Niebiesko włosa wyrwała mi go z ręki i pośpiesznie schowała razem z resztą. Zdziwiło mnie jej zachowanie. Była jakaś taka podenerwowana.
- Ej Nath... co jest?- zapytałem.
- Nie nic... znowu mnie głowa boli, chodźmy już do mojego pokoju.- odparła wymijająco i ruszyła do drzwi, a ja stałem dalej.
- Nie pójdę do póki nie wytłumaczysz mi o co chodzi.- powiedziałem stanowczo.
- To długa historia...- nie dokończyła.
- Mam czas.- mówiłem całkiem pewny siebie.
- Posłuchaj Niall... to nie jest rozmowa na teraz, ani na jutro ani pojutrze. Muszę się oswoić z twoim towarzystwem. Nie wiem jaki jesteś. Nie wiem czy wykorzystasz to przeciwko mnie. Nie wiem czy mnie wyśmiejesz. Praktycznie nic o tobie nie wiem. Znam cię dopiero kilka dni. To prawda, że powiedziałam, że jesteś na drodze do bycia moim najlepszym przyjacielem, ale na razie jesteś na etapie dobry znajomy. Jeśli będziesz to tak dalej ciągnął, to może kiedyś doczekasz się chwili, w której usłyszysz całą moją historię. A jeśli nie powiem ci tego osobiście, to w jakiś inny sposób. Ja po prostu nie jestem jeszcze gotowa by się komuś zwierzać. Trudno było mi się pozbierać po śmierci mamy. Od roku życie układa mi się normalnie. Jest Nowa Nath, która jest silniejsza fizycznie jak i psychicznie. Stara Nath taka nie była i już nigdy nie wróci. Jeśli uda nam się nawiązać typowo przyjacielski kontakt, to i tak na sto procent nie bądź pewien, że się dowiesz. Tak na przykład Ankę znam od roku, ale ona i tak zna tylko ćwiartkę mnie. Ona zna tylko Nową Nath. Oprócz mojej rodziny nikt nie zna Starej Nath. Jak na razie jest mi z tym dobrze. W razie gdybym jednak chciała się komuś z czegoś zwierzyć, to obiecuję, że przyjdę do ciebie, ale w odpowiednim czasie. Wiem, że jestem dziwna. Wiem, że Stara Nath była zupełnie inna. Nie obchodzi mnie to co było kiedyś, obchodzi mnie to co jest tu i teraz. Mam dla ciebie radę... Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi.- skończyła swoją wypowiedź.
- Wow...- tylko to zdołałem z siebie wykrztusić.
Niebiesko włosa chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Weszliśmy z powrotem na górę. Wyszliśmy z garderoby i usiedliśmy na łóżku. Nath nadal trzymała mnie za rękę, co mi wcale nie przeszkadzało. Po chwili jednak dziewczyna się zreflektowała. Puściła moją dłoń, a jej twarz przybrała kolor intensywnej czerwieni.
- Jak tak patrzę, to teraz wydaje mi się, że twoja twarz za chwilę dorówna kolorowi mojej koszulki.- zaśmiałem się.
- Och, zamknij się... Nie moja wina, że ubierasz się pod kolor mojego pudru.- zachichotała.
- Albo to ty używasz pudru pod kolor mojej bluzki.- uśmiechnąłem się triumfalnie.
- Wmawiaj sobie dalej. Co porobimy?- zapytała.
- A co byś chciała porobić?- poruszyłem znacząco brwiami i znowu usłyszałem jej perlisty śmiech.
- Naprawdę cię tak pociągam?- tym razem moja twarz zlewała się z koszulką.
- Czuję się niezręcznie.- zaśmiałem się nerwowo.
- Nie chcę cię urazić, ale w tym oto momencie wyglądasz jak burak.- parsknęła śmiechem, po chwili dołączyłem do niej.
- A tak serio co będziemy robić?- zapytałem.
- Emm... Może... Film... Nie... Wiem! Sesja zdjęciowa!- krzyknęła ucieszona.
- Czy ja wiem, nie jestem zbyt foto- nie dokończyłem zdania, bo dziewczyna już mierzyła we mnie obiektywem.
- Nie marudź... Stań bokiem, na tle tamtej ściany. Spójrz na mnie. Przechyl nieco głowę i spójrz pod kątem czterdziestu pięciu stopni w górę. Idealnie...- cyknęła mi kilka fotek ze stania, a potem jeszcze z przykucnięcia.
- Pokażesz?- zapytałem.
- Jeśli ty jesteś niefotogeniczny, to ja jestem Matka Teresa z Kalkuty.- zaśmiała się i podała mi aparat.
- Niezła jesteś w te klocki, myślałaś kiedyś o karierze fotografa?- zapytałem.
- Nigdy nie myślałam o przyszłości. Wiem kim zostanę, ale nie dlatego, że chcę, tylko dlatego, że wiem, mimo że wcale nie chcę.- odparła trochę smutno.
- Nie rozumiem... Jak to wiesz?- zapytałem.
- Emmm... ja... ja się tylko... zamyśliłam, nie słuchaj mnie.- zacinała się.
-  Mi możesz powiedzieć, przecież wiesz, że nikomu tego nie powtórzę.- nalegałem.
- Niall... to nie jest tak proste jak ci się wydaje... nie mogę powiedzieć o tym nikomu... nawet rodzinie... wiedziała tylko moja mama... nie, nie, nie... przykro mi Niall, ale nie możesz wiedzieć, nikt nie może...- powiedziała.
- Co ty przyszłość przewidujesz czy jak?- zadrwiłem, a dziewczyna tylko dziwnie na mnie spojrzała.- No co?... serio przewidujesz przyszłość?- spoważniałem, a ona ledwo przytaknęła.
- Nikt nie miał o tym wiedzieć... Obiecaj, że nikomu, ale to nikomu nie powiesz... Możesz mi nie wierzyć, ale nikomu nie powtarzaj tego co przed chwilą stwierdziłeś... Przyszłość można zmienić tylko postępowaniem...- opadła wolno na łóżko.
- A potrafisz przewidzieć przyszłość na zawołanie?- zapytałem.
- Wiedziałam, że o to zapytasz... Tak potrafię i kontroluję to, ale zdarza się, że mam atak bólu głowy i wtedy widzę coś ważnego...- powiedziała.
- A możesz zobaczyć czyjąś przyszłość?- spytałem, a ona przytaknęła.
- Wiem co powiesz, więc już patrzę.- zamknęła oczy.
Usiadłem obok niej. Jej wyraz twarzy zmieniał się od zdziwienia, do przerażenia, a potem z powrotem do obojętności. Nagle gwałtownie otworzyła oczy, ale nic się nie działo. Postanowiłem jej nie przerywać dopóki się do mnie nie odezwie. Mrugnęła kilka razy i spojrzała na mnie.
- No więc niedługo znajdziesz dziewczynę. Potem jakaś inna będzie chciała jej zrobić na złość i będzie się do ciebie kleić jak miód. Pomiędzy tobą a tą dziewczyną, nie tą co się klei tylko tą pierwszą, dojdzie do nieporozumienia. Przez dwa tygodnie będziesz miał kłopoty typowo sercowe, ale w końcu się wszystko ułoży i znowu będziecie razem, a ta druga dziewczyna znajdzie sobie kogoś innego i już wam nie będzie przeszkadzać.- powiedziała.
- To przygotuję się na to emocjonalnie... Nie powiesz mi kim są te dziewczyny prawda? Wiem, że wiesz.- odparłem.
- Nie powiem, bo dowiesz się tego w swoim czasie.- uśmiechnęła się niewyraźnie.
- Niech zgadnę... jedną z nich jesteś ty?- zapytałem.
- Nie powiem.- odparła stanowczo.- I uprzedzając twoje następne pytanie mam jeszcze parę tego typu zdolności, ale o nich już ci nie powiem... ewentualnie o jednej, ale to kiedy indziej. Dzisiaj jak na kolegę dowiedziałeś się i tak stanowczo za dużo. Jesteś jedyną osobą, która o tym wie. Bardzo cię proszę nikomu o tym nie mów, czy to będzie rodzina, czy przyjaciele, czy dziewczyna nikomu, ale to nikomu o tym nie mów, to dla mnie bardzo ważne.- powiedziała.
- Obiecuję.- odparłem.
Przysunęła się bliżej i wtuliła się we mnie. Siedziałem przez chwilę zaskoczony, ale odwzajemniłem jej uścisk. Po chwili zacząłem ją głaskać po głowie. Położyliśmy się tak, że ja leżałem na poduszce, a ona miała głowę na mojej klatce piersiowej. Zastanawiałem się, czy to co powiedziała mi Nath, ta przepowiednia... czy to prawda? Nie mogłem znieść uczucia niepewności. U niej w domu nadal nikogo nie było. Spojrzałem na zegarek, który przedstawiał godzinę 15.30. Zastanowiłem się chwilę i przypomniałem sobie, że tak jakby urwaliśmy się z lekcji.
- Dziękuję.- szepnęła przerywając moje rozmyślania.
- Za co?- zdziwiłem się.
- Za wszystko, za to, że potrafisz się ze mną dogadać, za to, że nie śmiejesz się ze mnie, tylko ze mną, za to, że jesteś ze mną w trudnych chwilach i mnie wspierasz. Po prostu dziękuję ci za to, że cię poznałam.- powiedziała.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Przytaknąłem lekko. Nath dziękowała mi dziś już po raz trzeci z kolei. Leżeliśmy w tej pozycji przez jakieś 15 minut, potem dziewczyna wolno się podniosła i podeszła do biurka. Usiadła na kręconym fotelu. Wyciągnęła zestaw ołówków i blok rysunkowy. Przyglądałem jej się z zaciekawieniem, ale się nie odzywałem. Pomyślałem sobie, że Nath nie jest taka zła na jaką wyglądała przy pierwszym spotkaniu. Przynajmniej dla mnie. Jest urocza, miła i stanowcza. Moje rozmyślania przerwało nagłe wyprostowanie się dziewczyny na fotelu.
- Serio myślisz, że jestem urocza i miła?- zapytała patrząc w ścianę.
- Eee... skąd ty to...?- ze zdziwienia nie mogłem skończyć zdania.
- Kurde... to się wkopałam. Telepatia i empatia. Wiesz co to prawda?- spytała i spojrzała na mnie, a ja tylko zaprzeczyłem ruchem głowy.- Telepatia i empatia to... umiejętności, które pozwalają czytać w myślach i odczuć co czuje druga osoba, a także przesłać swoje uczucie do tej osoby. Dajmy przykład, że umarł mi chomik i jestem smutna z tego powodu. Ty mi współczujesz, bo empatycznie odebrałeś smutek z mojej głowy. Jeśli więzi empatyczne się nasilają powstaje umiejętność telepatii, dzięki której właśnie można czytać w myślach. Nie ujawnia się to u każdej osoby, tylko u tych, które mają zdolność przewidywania przyszłości. To oznacza, że jesteś już w pełni moim najlepszym przyjacielem, ponieważ nasze więzi empatyczne się tak nasiliły, że mogę u ciebie używać telepatii. Jeszcze tego nie opanowałam. Jedyna osoba, z którą związałam się telepatycznie była moja mama. Ona też miała te zdolności, a ja to odziedziczyłam po niej. Wiem tylko, że gdy będę cię potrzebować to usłyszysz mój głos w głowie. A skoro nawiązałam z tobą więź telepatyczną to znaczy, że mogę ci również opowiedzieć o telekinetyce, o ile tylko chcesz.- powiedziała.
- Chcę, ale to znaczy że możesz mi  czytać w myślach?- zapytałem, a ona przytaknęła.- W takim razie powiedz mi teraz o jakiej liczbie pomyślę.- mruknąłem.
- Minus trzy tysiące sześćset dziewięćdziesiąt sześć.- odparła.
- Dobra, to był tylko zbieg okoliczności. Powiedz o czym teraz myślę.- powiedziałem i pomyślałem
''masz fajny tyłek''.
- No wiesz?! Myślałam, że pomyślisz o czymś innym, a nie o tym, że mam fajny tyłek.- podniosła głos z wyrzutem.
- Ty nie żartujesz... Wow...- ''To znaczy, że słyszysz wszystko o czym myślę?'' pomyślałem i w odpowiedzi usłyszałem jej głos w głowie ''Tak, strzeż się, bo nawet u Jack'a nie mogę czytać w myślach.'' uśmiechnęła się szyderczo.
- To znaczy, że będę mogła ci pomagać na sprawdzianach, a ty mi.- zaśmialiśmy się.
- Przyda się czasem taka umiejętność... ale to ma jakieś ograniczenia co do odległości?- zapytałem.
- Nie wiem. Jedyne co wiem, to fakt, że będziesz mi się śnił po nocach. Tak już mam. Z mamą było tak samo... nadal jest. Będziesz sobie siedział w moim śnie?! Przynajmniej poznasz moją mamę, bo będziemy śnili to samo, ale nie koniecznie będziemy to pamiętać. Aby zapamiętać taki sen musielibyśmy się obudzić w jego trakcie.- powiedziała.
- Będę wiedział o czym śnisz? Wow nieźle... A teraz powiedz mi co to jest ta kinoteletyka czy jakoś tak.- odparłem.
- Telekinetyka...- poprawiła mnie.- To właśnie jest telekinetyka.- gestem ręki zasunęła drzwi garderoby. Pochowała wszystkie rysunki do szuflad i ołówki też. A to wszystko działo się jakby ''latając''. Nie dotknęła ani jednej rzeczy, a jej pokój nagle stał się tak uporządkowany. Wszystko było równo. W szufladach też było poukładane.- To taka sztuka lewitacji. Mogę unieść każdy przedmiot nie dotykając go. Nawet nie muszę na niego patrzeć.- odparła, po czym poczułem, że się unoszę. Wisiałem w powietrzu metr nad łóżkiem. Pode mną wyrównała się pościel i z powrotem powoli opadłem na łóżko.
- To tak jak moc Jedi?- (czyt. dżedaj) zapytałem.
- No można tak to określić.- powiedziała.- Ale nikomu o tym ani słowa.
- Spoko, wyluzuj mała, nie powiem.- spiorunowała mnie spojrzeniem.
- Nie mów do mnie mała, chyba że ci na to pozwolę.- odparła.
''Chodźmy obejrzeć film'' usłyszałem jej głos w głowie. ''Będę musiał się do tego przyzwyczaić'' pomyślałem i zeszliśmy na dół. Rozsiedliśmy się na kanapie i zrobiliśmy sobie maraton filmowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz