~ Niall ~
- Niall! Wstawaj! Bo na pierwszy dzień szkoły się przez ciebie spóźnimy!- Liam zaczął się drzeć.
- Jeszcze pięć minut, mamo.- mamroczę nieprzytomnie.
- Po pierwsze jestem Liam, a nie mama, a po drugie jak za dziesięć minut nie zjawisz się na dole, to schowam twoje wszystkie słodycze.- na te słowa gwałtownie poderwałem się do góry.
- Będę za dziesięć minut, tylko nic nie rób z moim żarciem!- krzyknąłem i ruszyłem do łazienki się ubrać. Założyłem to z racji tego, że musiałem być na galowo:
Szybkim ruchem chwyciłem plecak i zbiegłem na dół. Na moje nieszczęście poślizgnąłem się i wywaliłem. Sturlałem się po schodach, a reszta zaczęła się śmiać.
- Auaa... Zamknijcie się.- warknąłem i wstałem, ale oni nadal się śmiali.- Nie wiem jak wy, ale ja wychodzę. Sam se kurde pojadę, bo z wami się nie da.- wyszedłem trzaskając drzwiami. Wszedłem do auta i ruszyłem z piskiem opon. Po piętnastu minutach drogi byłem już pod szkołą. Wysiadłem z samochodu i już mnie oblazł wianuszek dziewczyn.
- Sory nie mam dzisiaj humoru, może później.- powiedziałem wymijająco i poszedłem w stronę szkoły. Podszedłem do swojej szafki. Wykręciłem kod i wsadziłem tam niepotrzebne rzeczy. Dzisiaj mieliśmy mieć tylko apel, więc nikt nie brał plecaka. Ruszyłem korytarzem w stronę sali gimnastycznej. Już chciałem ominąć zakręt, ale w kogoś uderzyłem. Była do niebiesko włosa dziewczyna.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię.- spojrzała na mnie gniewnie.
- To była jedna z moich ulubionych koszulek...- powiedziała wyciągając chusteczki z plecaka.
- Masz jakiś dziwny akcent.- mruknąłem.
- Hmmm... może to dla tego, że nie jestem stąd. Naprawdę nikt by na to nie wpadł.- odparła z sarkazmem.
- A skąd jesteś?- zapytałem.
- Na pewno nie stąd... Na co ci ta wiedza? Książkę piszesz czy jak...?- plama z jej koszulki prawie zniknęła.
- Nie, po prostu chce wiedzieć.- odparłem.
- Dla twojej świadomości jestem Polką i mam na imię Nath. Coś jeszcze ci jest potrzebne, by się odczepić?- zapytała chłodno.
- Pójdziesz ze mną po szkole na kawę?- odpowiedziałem jej pytaniem.
- Po co?- wyraźnie się zdziwiła.
- W ramach rekompensaty za bluzkę.- odparłem.
- Ehhh... Muszę?- zapytała, a ja przytaknąłem.- No dobra. To o której?
- Od razu po szkole będę czekał przed bramą.- powiedziałem.
- Dobra. Ja muszę iść zmienić tą koszulkę. Na razie.- odparła.
- Do zobaczenia.- odprowadzałem ją wzrokiem, ale się zatrzymała i na chwilę odwróciła.
- Mam jeszcze dwa pytania... Pierwsze jak ty masz w ogóle na imię, a drugie gdzie jest damska toaleta?- zapytała.
- Jestem Niall. Przez korytarz prosto. Ostatnie drzwi po lewej.- odparłem, a dziewczyna ruszyła w wyznaczonym przeze mnie kierunku.
- Dziwna jakaś.- odezwał się Lou stojący za mną.
- Czemu?- zapytałem.
- Nie piszczała, nie prosiła o autograf. Nic, nawet nie wiedziała jak masz na imię.- powiedział.
- Nie każdy jest naszym fanem.- wzruszyłem ramionami i udałem się na salę.
- Ale niebieskie włosy? I taka jakaś opryskliwa była. Co ona szacunku do ludzi niema czy jak?- tym razem odezwał się Zayn.
- Żebyś wiedział, że nie mam.- powiedziała Nath, która właśnie biegła w stronę sali.
- Nath zaczekaj!- krzyknąłem za nią, a dziewczyna niechętnie się zatrzymała.
- Co?- zapytała zniecierpliwiona.
- Ty wiesz w ogóle gdzie jest sala gimnastyczna?- chwilę się zastanowiła.
- Nie. Kurde jednak mogłam wziąć ten plan szkoły.- zrobiła face palm'a.
- Z chęcią cię zaprowadzimy.- powiedział Liam.
- Wystarczy, że powiecie jak tam dojść.- odparła.
- No chodź pójdziesz z nami.- tym razem odezwał się Harry.
- Ale ja was nawet nie znam. No z wyjątkiem blondyna.- wskazała na mnie.
- Jak to nas nie znasz? Kojarzysz One Direction?- zapytał Zayn.
- Aaa... to stąd wydawaliście mi się znajomi.- odparła.
- Widzisz! Czyli jednak nas znasz.- powiedział Lou.
- Ty jesteś Louis? Dobrze zgaduję?- zapytała.
- Tak to ja.- odparł dumnie.
- Nie chcę was urazić, ale nie jestem fanką. Nie znoszę waszej muzyki. I przede wszystkim nie przepadam za... dobra ten fakt już pominę. Możemy iść już na tą salę? Miałam się pośpieszyć, bo dyra mnie prosiła.- powiedziała szybko.
- Dobra.- odpowiedzieliśmy chórem i ruszyliśmy we wcześniej wyznaczonym kierunku.
- A czemu masz taki dziwny akcent?- ponownie zapytał Lou.
- A czemu jesteś taki głupi? Może nie jestem stąd...- powiedziała opryskliwie.
- O! A skąd jesteś?- nie dawał za wygraną pasiasty.
- O! Wiesz tak się składa, że z innego kraju. Jezuuu... Daj mi spokój co?- powiedziała.
- A jak nie?- zapytał.
- A jak nie, to tak ci skopię tą twoją śliczną mordkę, że biologiczna matka cię nie pozna.- powiedziała zbyt pewnie, jakby naprawdę miała taki zamiar.
- Przynajmniej uważasz, że jestem śliczny.- odparł triumfalnie.
- Możemy iść szybciej? Ten idiota mnie zaczyna wkurzać.- spojrzała na mnie błagalnie, a ja się zaśmiałem.
- Jasne.- przyśpieszyliśmy kroku.
- EJ!!! Ja nie jestem idiotą, a jeśli już to ślicznym idiotą.- powiedział Lou.
- Taa... Wmawiaj sobie... Teraz z tego waszego ''zespołu'' są dwie osoby na pierwszym miejscu mojej czarnej listy. Strzeż się idioto.- spojrzała na Louisa, a ten miał lekko przerażony wyraz twarzy.
- A kto z nas jeszcze jest na tym pierwszym miejscu?- zapytałem.
- Boże... Musisz się tak o wszystko pytać?- spytała.
- Wiem, że jestem idealny, ale nie wiedziałem, że zakwalifikowałem się do rangi Boga.- powiedziałem triumfalnie.
- Kiedy wreszcie dojdziemy do tej sali?- zapytała.
- Już jesteśmy.- odpowiedziałem.
- Nareszcie! Dziękuję!- przytuliła mnie szybko i z impetem wbiegła do sali.
- No to widzę, że masz następną adoratorkę. Musisz przyznać, że jest śliczna.- powiedział Zayn.
- Ta, może jeszcze się z nią umówię.- odparłem sarkastycznie.
- Czemu nie, fajna jest.- tym razem powiedział Lou.
Przewróciłem oczami i wszedłem do sali. Usiadłem na krześle. Wszystkie inne miejsca były już zajęte oprócz tego po mojej lewej. Próbowałem odszukać Nath, ale w żadnym rzędzie nie mogłem znaleźć niebieskiej czupryny. Po chwili zobaczyłem jak odchodzi od dyrektorki i szuka miejsce. Dojrzała to obok mnie. Potem zobaczyła nas. Przewróciła oczami i ruszyła w naszą stronę, a dokładniej krzesła, które stało obok mnie. Usiadła wygodnie, ale nic nie powiedziała. Postanowiłem przerwać tą ciszę.
- Czemu farbujesz się na niebiesko?- zapytałem.
- Bo to mój ulubiony kolor.- odpowiedziała.
- Czemu ubierasz się emo?- spytałem.
- Bo lubię.- odparła.
- Czemu jesteś taka chłodna?- nie dawałem za wygraną.
- Bo taki jest mój charakter.- o dziwo nie powiedziała nic w stylu ''Coś jeszcze?'' lub ''Czego się tak wypytujesz?''
- Czemu ukrywasz emocje?- ponownie zapytałem.
- Bo dobrze mi to wychodzi.- odpowiedziała.
- Czemu nas nie lubisz?- spytałem.
- Pomyłka. Nie, że nie lubię was, tylko nie lubię waszej muzy. A co do was to nie mam okazji was polubić, bo nawet was nie znam.- no tym to mnie zdziwiła.- Teraz moja kolej na zadawanie pytań.
- To pytaj.- odparłem.
- Czemu farbujesz się na blond?- zapytała.
- O, czyli jednak się nami interesujesz. Bo mi bardziej do twarzy.- odpowiedziałem.
- Nie interesuję się wami, tylko masz ciemne odrosty.- zrobiła młynka oczami.- Lubisz jeździć na desce?
- Kocham.
- Lubisz grać w pintball'a?- takich pytań bym się nie spodziewał.
- Też kocham, a ty?
- To są jedne z moich ulubionych sportów jak i piłka nożna i koszykówka.- odparła.
- Jesteś inna niż wszystkie dziewczyny, które znam.- powiedziałem.
- Ale w złym, czy w dobrym sensie?- zapytała.
- Dobrym. Mało jest takich dziewczyn jak ty. Sory, że zapytam, masz chłopaka? Jak nie chcesz, nie musisz mi odpowiadać.- odparłem.
- Nie mam.- powiedziała i w tym momencie dyrektorka wyszła na środek sali.
- Drodzy uczniowie! Witam was po przerwie wakacyjnej w nowym roku szkolnym. Pierwszą rzeczą jaką chciałabym zrobić, to przedstawić wam naszą nową uczennicę. Powitajcie gorąco Nathalie Blues. Chodź tutaj.- powiedziała pani, a niebiesko włosa wstała i podeszła do dyrektorki.- Opowiedz nam coś o sobie.
- Ale co dokładnie? To skąd pochodzę i co robię po szkole?- powiedziała do pani bez mikrofonu przy ustach, więc ledwo ją usłyszałem. Dyrektorka przytaknęła.
- No więc nazywam się Nath. Mam dziewiętnaście lat. Pochodzę z polski, dlatego mam taki dziwny akcent. Po szkole ćwiczę karate, nogę i kosza. Jestem skate'rką...- na te słowa większość osób (czyt. wszyscy chłopacy ze szkoły) zaczęła klaskać z radości, że znalazła się dziewczyna jeżdżąca na desce.- Ciszej, bo nie skończę.- Natychmiast wszyscy się uciszyli.- Lubię grać w pintball'a...- znowu nie dokończyła, bo przerwały jej oklaski.- Siadać i się zamknąć.- warknęła.- Lubię też rysować. Hmmm... Urodziny mam trzynastego września... To chyba wszystko.- oddała mikrofon dyrektorce.
Odprowadzona oklaskami usiadła na swoje miejsce. Dalsza część apelu była znacznie nudniejsza. O bezpieczeństwie i zasadach BHP i tak dalej.
- Teraz idźcie do swoich klas po plany lekcji.- powiedziała pani.
Wszyscy wstali i ruszyli do wyjścia. Czekałem na chłopaków.
- Ej Niall... gdzie jest sala 513?- dobiegł mnie głos Nath.
- Poczekaj chwile, to pójdziemy razem. My też mamy w tej sali.- odparłem.
- O matko... ten idiota znowu mi spokoju nie da...- zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie gniewnie.
- Jesteśmy.- powiedział Liam, który właśnie do nas podszedł z resztą chłopaków.
- To idziemy.- oznajmiłem i ruszyliśmy do sali.
~ Nath ~
Dotarliśmy właśnie do klasy. Wszyscy pozajmowali miejsce. Jedyne wolne, które zostało było obok Niall'a. Westchnęłam niechętnie i ruszyłam w tamtą stronę.
- Niall... mogę tu usiąść?- zapytałam niepewnie.
- Jasne.- odparł.
- Czemu siedziałeś sam? Przecież z twoją sławą każdy chciałby mieć to miejsce zajęte.- zapytałam z lekkim sarkazmem.
- Bo wiedziałem, że nie będziesz miała gdzie usiąść. Nikogo oprócz nas nie znasz, a wiedziałem, że raczej z Louis'em byś nie chciała siedzieć.- powiedział.
- Czyli przeznaczyłeś to miejsce dla mnie? Jejku dziękuję ci. Gdyby nie ty, to pewnie bym siedziała na ziemi.- powiedziałam sarkastycznie.
- Ehh...a ty nadal swoje.- uśmiechnął się.
- Dzień dobry dzie... młodzieży.- poprawiła się nauczycielka.- Po rozdaniu planów lekcji będziecie mogli iść do domu.
Pani ruszyła wzdłuż ławek i rozdawała plany. Trochę długo to trwało, bo klasa liczy około trzydziestu osób. Gdy już wszystkich obskoczyła ruszyłam do swojej szafki. Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam moją torbę. Sprawdziłam czy wszystko w niej jest i czy aby coś nie zostało w środku. Zamknęłam szafkę.
- No hej.- powiedział do mnie Niall, który stał za żelaznymi drzwiczkami.
- Hej.- odpowiedziałam beznamiętnie.
- Co robisz?- zapytał.
- A jak myślisz? Biorę swoje rzeczy z szafki. Tak trudno się domyślić?- spytałam.
- Nie. Trochę głupie pytanie zadałem. Moja szafka jest tuż obok twojej.- uśmiechnął się figlarnie.
- O matko! Niesamowity Niall ma obok mnie szafkę. Chyba się popłaczę ze szczęścia.- powiedziałam sarkastycznie.
- Oj już nie bądź taka. Idziemy na tą kawę, czy ciacho?- zapytał.
- Mhm... ciastko....- odparłam niechętnie.
Muszę iść do kawiarni z gościem, którego z tego całego Łan Srajrekszyn nienawidzę najardziej. Chwyciłam swoją deskę w rękę. I szłam za nim, aż do sportowego BMW.
- Ładne cacko.- spojrzałam na samochód.
- Dzięki.- odparł.- Zapraszam panią do środka.
Otworzył mi drzwi jak jakiś gentelman. Usiadłam na bardzo wygodnym fotelu. Mógłby mi nawet służyć jako łóżko. Blondyn usiadł za kierownicą i ruszył. Po pięciu, może dziesięciu minutach jazdy znaleźliśmy się pod Starbucks'em. Usiedliśmy na dworze z racji tego, że jeszcze było ciepło. Po chwili podszedł do nas kelner.
- Poproszę szarlotkę, tiramisu, krówkę, ciasto orzechowe, drożdżówkę i shake'a waniliowego.- powiedział Blondyn.
- Ja poproszę shake'a waniliowego i krówkę.- poprosiłam.
Kelner zapisał wszystko na kartce i odszedł od naszego stolika. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
- Przepraszam na chwilę.- powiedziałam do Blondyna i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.- Halo?
- Hej siostra!
- No hej, hej, czego chcesz?
- Gdzie jesteś?
- W Starbucks'ie. No mów po co dzwonisz, bo jestem zajęta.- spojrzałam przepraszająco na Niall'a.
- Zajęta to jest toaleta. Tata powiedział, że masz szybko wracać, bo jedziemy dzisiaj do AQUA PARKU!- ostatnie słowa tak wrzasnął, że nawet Blondyn usłyszał.
- A mogę zabrać ze sobą kolegę?- zapytałam.
- Czekaj chwilę. Taaaaatooooo!!!- znów rozległ się donośny krzyk z słuchawki.- Czy Nathalie może zabrać kolegę?- skrzywiłam się, gdy usłyszałam swoje pełne imię.- Możesz. Dobra ja kończę. Pa!
- Na razie.- kliknęłam czerwoną słuchawkę.- Chcesz jechać ze mną, moim tatą i bratem do aqua parku?- zwróciłam się do Blondyna.
- Jeśli jest możliwość odpowiedzi na tak, to tak.- zaśmiał się lekko.
- To jak zjemy idziemy do mnie.- oznajmiłam.- A i te wszystkie ciastka, które zamówiłeś mają być zjedzone w czasie, w którym ja będę jadła to jedno.- powiedziała,
- Tak jest sir*.- (*-czytaj ser. tego słowa używa się np. zwracając do generała armii.) powiedział.
Po chwili kelner przyniósł nasze zamówienia. O dziwo Blondyn zjadł wszystkie porcje w czasie, w którym ja jadłam jedną. Shake'i wzięliśmy w rękę i ruszyliśmy do mnie. Chłopak zaparkował po drugiej stronie ulicy. Wysiadłam z samochodu i przeszłam na drugą stronę. Blondyn kroczył tuż obok mnie.
- Jestem!- krzyknęłam.
- To się pakuj, a potem podjedziemy do tego twojego kolegi by się spakował.- powiedział z kuchni tata.
Zdjęłam buty. Blondyn poszedł w moje ślady. Ledwo przekroczyłam próg salonu, a mój brat się na mnie rzucił poczochrał włosy i zaczął łaskotać. Niall zaczął chichotać, ale po chwili nie mógł wytrzymać. Ja też się śmiałam i do tego jeszcze piszczałam.
- Jack przestań! Proszę! Oddechu mi już braknie. Brzuch mnie boli.- krzyczałam, ale on mnie nadal łaskotał.- Jack proszę! Zrobię co tylko chcesz, ale przestań!- właśnie zaczęły mi lecieć łzy śmiechu. Na szczęście przestał.
- Co zechcę powiadasz. W takim razie sprzątasz mi pokój przez tydzień.- powiedział z triumfalnym uśmiechem.
- Znowu to samo... Czy ty nie potrafisz dbać o porządek?- zaczęłam narzekać.
- Nie.- uśmiechnął się szyderczo.
- Ehh... no dobra. Zapomniałabym! Niall to jest mój brat bliźniak Jack. Jack to jest ten kolega, o którym ci wspominałam przez telefon Niall.- powiedziałam na jednym tchu i szybko pobiegłam na górę. Zaczęłam szukać mojego stroju. Usłyszałam z dołu mój telefon. Zbiegłam szybko na dół, ale było za późno, bo Jack już go odebrał.
- Halo? Tak. Stoi obok mnie. Już daję.- powiedział mój brat i z szyderczym uśmiechem oddał mi telefon.
- Halo?
- Nati!
- Nikodem? Skąd masz mój numer?- zapytałam po polsku.
- Anka mi dała. Co u ciebie słychać?- spytał.
- Nic ciekawego. Teraz zbieram się do aqua parku z Jack'iem, tatą i Niall'em tym wiesz z One Direction.- Blondyn na swoje imię spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Tym Niall'em?! Muszę to powiedzieć Ance. Znasz całe One Dierection?- zapytał.
- Tak jest jeszcze Liam, Zayn, Harry i Louis. Szczerze to Louis mnie najbardziej wkurza, ale Niall'a nienawidzę, więc nie wiem czemu go zaprosiłam do tego aqua parku. Ale się cieszę, że on nie zna polskiego.- zaśmiałam się.
- No. Miło cię było słyszeć, a teraz się szykuj i skołuj autografy dla Anki, bo ona mnie zabije gdybym ci tego nie powiedział. Na razie!
- Pa.- pożegnałam się i rozłączyłam.
- O co chodziło z moim imieniem?- zapytał Blondyn.
- Chwaliłam mu się, że jedziesz ze mną do aqua parku.- powiedziałam sarkastycznie.
- Nath, bądź milsza dla gości.- skarcił mnie mój tata.
- Mhm.- zrobiłam młynka oczami, a Niall się zaśmiał.
Ruszyłam na górę, a chłopak za mną weszłam do pokoju. Przewróciłam chyba każdy ciuch w mojej szafce i nie znalazłam mojego stroju.
- Jack! Gdzie jest mój kostium?!- krzyknęłam do brata.
- Eee... Ja... ja nie wiem!- odkrzyknął, on coś ściemnia.
- Jack mam twoje PSP!- po tych słowach natychmiast przybiegł, a Niall cały czas patrzył co robię.
- Oddawaj.- powiedział.
- Jak powiesz gdzie jest mój kostium.- spojrzałam triumfalnie obracając w rękach urządzenie.
- W szufladzie. Tej z łyżkami.- gdy powiedział ''tej z łyżkami'' momentalnie na mojej twarzy pojawiło się przerażenie.
- I-i-idź go sta-stamtąd w-wy-wyciągnij.- powiedziałam z trzęsącymi rękoma.
- A obiecujesz, że oddasz mi psp?- zapytał, a ja energicznie pokiwałam głową na tak.
Zbiegł na dół i po chwili wrócił z moim kostiumem. Dokonaliśmy wymiany. Weszłam do łazienki, która była wbudowana w moim pokoju. Wyszłam w samym kostiumie:
~ Niall ~
Zagwizdałem na jej widok, gdy wyszła z łazienki w samym kostiumie.
- Nie podniecaj się tak.- powiedziała sarkastycznie, a ja się zaśmiałem.
- Trudno się nie podniecać, gdy jest czym.- ponownie się zaśmiałem, a ona się... zarumieniła?- O... widzę, że sprawiam, że się rumienisz.- powiedziałem zawadiacko się uśmiechając.
- Nie rumienie się.- odparła stanowczo.
- Każdy wie swoje.- zmroziła mnie spojrzeniem.
- A jeśli się zarumieniłam to co z tego? Większość dziewczyn pod wpływem komplementu i to do tego od chłopaka się rumieni.- powiedziała cicho.
- A gdyby ci tak Louis powiedział?- zapytałem.
- To w najlepszym wypadku bym go kopnęła.- odpowiedziała.
- Racja.- odparłem.
- Chodź teraz musimy jechać, by ciebie spakować zanim się rozmyślę.- powiedziała.
- Let's go to my home!- krzyknąłem i zeszliśmy na dół.
- Tato spotkamy się na miejscu.- cmoknęła go w policzek i wyszliśmy z domu.
- Może jednak nie jesteś aż tak chłodna jak myślałem.- powiedziałem.
- Dlaczego tak uważasz?- zapytała i wsiedliśmy do auta.
- Bo pocałowałaś swojego tatę w policzek. Masz w sobie trochę miłości.- odparłem.
- Ale to jest typowo rodzinna miłość. Nigdy nie zakochałam się w chłopaku. Nawet nie zauroczyłam.- była odwrócona twarzą do okna i wpatrywała się w ulice i budynki za nim.
- To znaczy, że nigdy nie miałaś chłopaka?- zapytałem ze zdziwieniem.
- Tak.- odparła.
- Niall! Wstawaj! Bo na pierwszy dzień szkoły się przez ciebie spóźnimy!- Liam zaczął się drzeć.
- Jeszcze pięć minut, mamo.- mamroczę nieprzytomnie.
- Po pierwsze jestem Liam, a nie mama, a po drugie jak za dziesięć minut nie zjawisz się na dole, to schowam twoje wszystkie słodycze.- na te słowa gwałtownie poderwałem się do góry.
- Będę za dziesięć minut, tylko nic nie rób z moim żarciem!- krzyknąłem i ruszyłem do łazienki się ubrać. Założyłem to z racji tego, że musiałem być na galowo:
Szybkim ruchem chwyciłem plecak i zbiegłem na dół. Na moje nieszczęście poślizgnąłem się i wywaliłem. Sturlałem się po schodach, a reszta zaczęła się śmiać.
- Auaa... Zamknijcie się.- warknąłem i wstałem, ale oni nadal się śmiali.- Nie wiem jak wy, ale ja wychodzę. Sam se kurde pojadę, bo z wami się nie da.- wyszedłem trzaskając drzwiami. Wszedłem do auta i ruszyłem z piskiem opon. Po piętnastu minutach drogi byłem już pod szkołą. Wysiadłem z samochodu i już mnie oblazł wianuszek dziewczyn.
- Sory nie mam dzisiaj humoru, może później.- powiedziałem wymijająco i poszedłem w stronę szkoły. Podszedłem do swojej szafki. Wykręciłem kod i wsadziłem tam niepotrzebne rzeczy. Dzisiaj mieliśmy mieć tylko apel, więc nikt nie brał plecaka. Ruszyłem korytarzem w stronę sali gimnastycznej. Już chciałem ominąć zakręt, ale w kogoś uderzyłem. Była do niebiesko włosa dziewczyna.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię.- spojrzała na mnie gniewnie.
- To była jedna z moich ulubionych koszulek...- powiedziała wyciągając chusteczki z plecaka.
- Masz jakiś dziwny akcent.- mruknąłem.
- Hmmm... może to dla tego, że nie jestem stąd. Naprawdę nikt by na to nie wpadł.- odparła z sarkazmem.
- A skąd jesteś?- zapytałem.
- Na pewno nie stąd... Na co ci ta wiedza? Książkę piszesz czy jak...?- plama z jej koszulki prawie zniknęła.
- Nie, po prostu chce wiedzieć.- odparłem.
- Dla twojej świadomości jestem Polką i mam na imię Nath. Coś jeszcze ci jest potrzebne, by się odczepić?- zapytała chłodno.
- Pójdziesz ze mną po szkole na kawę?- odpowiedziałem jej pytaniem.
- Po co?- wyraźnie się zdziwiła.
- W ramach rekompensaty za bluzkę.- odparłem.
- Ehhh... Muszę?- zapytała, a ja przytaknąłem.- No dobra. To o której?
- Od razu po szkole będę czekał przed bramą.- powiedziałem.
- Dobra. Ja muszę iść zmienić tą koszulkę. Na razie.- odparła.
- Do zobaczenia.- odprowadzałem ją wzrokiem, ale się zatrzymała i na chwilę odwróciła.
- Mam jeszcze dwa pytania... Pierwsze jak ty masz w ogóle na imię, a drugie gdzie jest damska toaleta?- zapytała.
- Jestem Niall. Przez korytarz prosto. Ostatnie drzwi po lewej.- odparłem, a dziewczyna ruszyła w wyznaczonym przeze mnie kierunku.
- Dziwna jakaś.- odezwał się Lou stojący za mną.
- Czemu?- zapytałem.
- Nie piszczała, nie prosiła o autograf. Nic, nawet nie wiedziała jak masz na imię.- powiedział.
- Nie każdy jest naszym fanem.- wzruszyłem ramionami i udałem się na salę.
- Ale niebieskie włosy? I taka jakaś opryskliwa była. Co ona szacunku do ludzi niema czy jak?- tym razem odezwał się Zayn.
- Żebyś wiedział, że nie mam.- powiedziała Nath, która właśnie biegła w stronę sali.
- Nath zaczekaj!- krzyknąłem za nią, a dziewczyna niechętnie się zatrzymała.
- Co?- zapytała zniecierpliwiona.
- Ty wiesz w ogóle gdzie jest sala gimnastyczna?- chwilę się zastanowiła.
- Nie. Kurde jednak mogłam wziąć ten plan szkoły.- zrobiła face palm'a.
- Z chęcią cię zaprowadzimy.- powiedział Liam.
- Wystarczy, że powiecie jak tam dojść.- odparła.
- No chodź pójdziesz z nami.- tym razem odezwał się Harry.
- Ale ja was nawet nie znam. No z wyjątkiem blondyna.- wskazała na mnie.
- Jak to nas nie znasz? Kojarzysz One Direction?- zapytał Zayn.
- Aaa... to stąd wydawaliście mi się znajomi.- odparła.
- Widzisz! Czyli jednak nas znasz.- powiedział Lou.
- Ty jesteś Louis? Dobrze zgaduję?- zapytała.
- Tak to ja.- odparł dumnie.
- Nie chcę was urazić, ale nie jestem fanką. Nie znoszę waszej muzyki. I przede wszystkim nie przepadam za... dobra ten fakt już pominę. Możemy iść już na tą salę? Miałam się pośpieszyć, bo dyra mnie prosiła.- powiedziała szybko.
- Dobra.- odpowiedzieliśmy chórem i ruszyliśmy we wcześniej wyznaczonym kierunku.
- A czemu masz taki dziwny akcent?- ponownie zapytał Lou.
- A czemu jesteś taki głupi? Może nie jestem stąd...- powiedziała opryskliwie.
- O! A skąd jesteś?- nie dawał za wygraną pasiasty.
- O! Wiesz tak się składa, że z innego kraju. Jezuuu... Daj mi spokój co?- powiedziała.
- A jak nie?- zapytał.
- A jak nie, to tak ci skopię tą twoją śliczną mordkę, że biologiczna matka cię nie pozna.- powiedziała zbyt pewnie, jakby naprawdę miała taki zamiar.
- Przynajmniej uważasz, że jestem śliczny.- odparł triumfalnie.
- Możemy iść szybciej? Ten idiota mnie zaczyna wkurzać.- spojrzała na mnie błagalnie, a ja się zaśmiałem.
- Jasne.- przyśpieszyliśmy kroku.
- EJ!!! Ja nie jestem idiotą, a jeśli już to ślicznym idiotą.- powiedział Lou.
- Taa... Wmawiaj sobie... Teraz z tego waszego ''zespołu'' są dwie osoby na pierwszym miejscu mojej czarnej listy. Strzeż się idioto.- spojrzała na Louisa, a ten miał lekko przerażony wyraz twarzy.
- A kto z nas jeszcze jest na tym pierwszym miejscu?- zapytałem.
- Boże... Musisz się tak o wszystko pytać?- spytała.
- Wiem, że jestem idealny, ale nie wiedziałem, że zakwalifikowałem się do rangi Boga.- powiedziałem triumfalnie.
- Kiedy wreszcie dojdziemy do tej sali?- zapytała.
- Już jesteśmy.- odpowiedziałem.
- Nareszcie! Dziękuję!- przytuliła mnie szybko i z impetem wbiegła do sali.
- No to widzę, że masz następną adoratorkę. Musisz przyznać, że jest śliczna.- powiedział Zayn.
- Ta, może jeszcze się z nią umówię.- odparłem sarkastycznie.
- Czemu nie, fajna jest.- tym razem powiedział Lou.
Przewróciłem oczami i wszedłem do sali. Usiadłem na krześle. Wszystkie inne miejsca były już zajęte oprócz tego po mojej lewej. Próbowałem odszukać Nath, ale w żadnym rzędzie nie mogłem znaleźć niebieskiej czupryny. Po chwili zobaczyłem jak odchodzi od dyrektorki i szuka miejsce. Dojrzała to obok mnie. Potem zobaczyła nas. Przewróciła oczami i ruszyła w naszą stronę, a dokładniej krzesła, które stało obok mnie. Usiadła wygodnie, ale nic nie powiedziała. Postanowiłem przerwać tą ciszę.
- Czemu farbujesz się na niebiesko?- zapytałem.
- Bo to mój ulubiony kolor.- odpowiedziała.
- Czemu ubierasz się emo?- spytałem.
- Bo lubię.- odparła.
- Czemu jesteś taka chłodna?- nie dawałem za wygraną.
- Bo taki jest mój charakter.- o dziwo nie powiedziała nic w stylu ''Coś jeszcze?'' lub ''Czego się tak wypytujesz?''
- Czemu ukrywasz emocje?- ponownie zapytałem.
- Bo dobrze mi to wychodzi.- odpowiedziała.
- Czemu nas nie lubisz?- spytałem.
- Pomyłka. Nie, że nie lubię was, tylko nie lubię waszej muzy. A co do was to nie mam okazji was polubić, bo nawet was nie znam.- no tym to mnie zdziwiła.- Teraz moja kolej na zadawanie pytań.
- To pytaj.- odparłem.
- Czemu farbujesz się na blond?- zapytała.
- O, czyli jednak się nami interesujesz. Bo mi bardziej do twarzy.- odpowiedziałem.
- Nie interesuję się wami, tylko masz ciemne odrosty.- zrobiła młynka oczami.- Lubisz jeździć na desce?
- Kocham.
- Lubisz grać w pintball'a?- takich pytań bym się nie spodziewał.
- Też kocham, a ty?
- To są jedne z moich ulubionych sportów jak i piłka nożna i koszykówka.- odparła.
- Jesteś inna niż wszystkie dziewczyny, które znam.- powiedziałem.
- Ale w złym, czy w dobrym sensie?- zapytała.
- Dobrym. Mało jest takich dziewczyn jak ty. Sory, że zapytam, masz chłopaka? Jak nie chcesz, nie musisz mi odpowiadać.- odparłem.
- Nie mam.- powiedziała i w tym momencie dyrektorka wyszła na środek sali.
- Drodzy uczniowie! Witam was po przerwie wakacyjnej w nowym roku szkolnym. Pierwszą rzeczą jaką chciałabym zrobić, to przedstawić wam naszą nową uczennicę. Powitajcie gorąco Nathalie Blues. Chodź tutaj.- powiedziała pani, a niebiesko włosa wstała i podeszła do dyrektorki.- Opowiedz nam coś o sobie.
- Ale co dokładnie? To skąd pochodzę i co robię po szkole?- powiedziała do pani bez mikrofonu przy ustach, więc ledwo ją usłyszałem. Dyrektorka przytaknęła.
- No więc nazywam się Nath. Mam dziewiętnaście lat. Pochodzę z polski, dlatego mam taki dziwny akcent. Po szkole ćwiczę karate, nogę i kosza. Jestem skate'rką...- na te słowa większość osób (czyt. wszyscy chłopacy ze szkoły) zaczęła klaskać z radości, że znalazła się dziewczyna jeżdżąca na desce.- Ciszej, bo nie skończę.- Natychmiast wszyscy się uciszyli.- Lubię grać w pintball'a...- znowu nie dokończyła, bo przerwały jej oklaski.- Siadać i się zamknąć.- warknęła.- Lubię też rysować. Hmmm... Urodziny mam trzynastego września... To chyba wszystko.- oddała mikrofon dyrektorce.
Odprowadzona oklaskami usiadła na swoje miejsce. Dalsza część apelu była znacznie nudniejsza. O bezpieczeństwie i zasadach BHP i tak dalej.
- Teraz idźcie do swoich klas po plany lekcji.- powiedziała pani.
Wszyscy wstali i ruszyli do wyjścia. Czekałem na chłopaków.
- Ej Niall... gdzie jest sala 513?- dobiegł mnie głos Nath.
- Poczekaj chwile, to pójdziemy razem. My też mamy w tej sali.- odparłem.
- O matko... ten idiota znowu mi spokoju nie da...- zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie gniewnie.
- Jesteśmy.- powiedział Liam, który właśnie do nas podszedł z resztą chłopaków.
- To idziemy.- oznajmiłem i ruszyliśmy do sali.
~ Nath ~
Dotarliśmy właśnie do klasy. Wszyscy pozajmowali miejsce. Jedyne wolne, które zostało było obok Niall'a. Westchnęłam niechętnie i ruszyłam w tamtą stronę.
- Niall... mogę tu usiąść?- zapytałam niepewnie.
- Jasne.- odparł.
- Czemu siedziałeś sam? Przecież z twoją sławą każdy chciałby mieć to miejsce zajęte.- zapytałam z lekkim sarkazmem.
- Bo wiedziałem, że nie będziesz miała gdzie usiąść. Nikogo oprócz nas nie znasz, a wiedziałem, że raczej z Louis'em byś nie chciała siedzieć.- powiedział.
- Czyli przeznaczyłeś to miejsce dla mnie? Jejku dziękuję ci. Gdyby nie ty, to pewnie bym siedziała na ziemi.- powiedziałam sarkastycznie.
- Ehh...a ty nadal swoje.- uśmiechnął się.
- Dzień dobry dzie... młodzieży.- poprawiła się nauczycielka.- Po rozdaniu planów lekcji będziecie mogli iść do domu.
Pani ruszyła wzdłuż ławek i rozdawała plany. Trochę długo to trwało, bo klasa liczy około trzydziestu osób. Gdy już wszystkich obskoczyła ruszyłam do swojej szafki. Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam moją torbę. Sprawdziłam czy wszystko w niej jest i czy aby coś nie zostało w środku. Zamknęłam szafkę.
- No hej.- powiedział do mnie Niall, który stał za żelaznymi drzwiczkami.
- Hej.- odpowiedziałam beznamiętnie.
- Co robisz?- zapytał.
- A jak myślisz? Biorę swoje rzeczy z szafki. Tak trudno się domyślić?- spytałam.
- Nie. Trochę głupie pytanie zadałem. Moja szafka jest tuż obok twojej.- uśmiechnął się figlarnie.
- O matko! Niesamowity Niall ma obok mnie szafkę. Chyba się popłaczę ze szczęścia.- powiedziałam sarkastycznie.
- Oj już nie bądź taka. Idziemy na tą kawę, czy ciacho?- zapytał.
- Mhm... ciastko....- odparłam niechętnie.
Muszę iść do kawiarni z gościem, którego z tego całego Łan Srajrekszyn nienawidzę najardziej. Chwyciłam swoją deskę w rękę. I szłam za nim, aż do sportowego BMW.
- Ładne cacko.- spojrzałam na samochód.
- Dzięki.- odparł.- Zapraszam panią do środka.
Otworzył mi drzwi jak jakiś gentelman. Usiadłam na bardzo wygodnym fotelu. Mógłby mi nawet służyć jako łóżko. Blondyn usiadł za kierownicą i ruszył. Po pięciu, może dziesięciu minutach jazdy znaleźliśmy się pod Starbucks'em. Usiedliśmy na dworze z racji tego, że jeszcze było ciepło. Po chwili podszedł do nas kelner.
- Poproszę szarlotkę, tiramisu, krówkę, ciasto orzechowe, drożdżówkę i shake'a waniliowego.- powiedział Blondyn.
- Ja poproszę shake'a waniliowego i krówkę.- poprosiłam.
Kelner zapisał wszystko na kartce i odszedł od naszego stolika. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
- Przepraszam na chwilę.- powiedziałam do Blondyna i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.- Halo?
- Hej siostra!
- No hej, hej, czego chcesz?
- Gdzie jesteś?
- W Starbucks'ie. No mów po co dzwonisz, bo jestem zajęta.- spojrzałam przepraszająco na Niall'a.
- Zajęta to jest toaleta. Tata powiedział, że masz szybko wracać, bo jedziemy dzisiaj do AQUA PARKU!- ostatnie słowa tak wrzasnął, że nawet Blondyn usłyszał.
- A mogę zabrać ze sobą kolegę?- zapytałam.
- Czekaj chwilę. Taaaaatooooo!!!- znów rozległ się donośny krzyk z słuchawki.- Czy Nathalie może zabrać kolegę?- skrzywiłam się, gdy usłyszałam swoje pełne imię.- Możesz. Dobra ja kończę. Pa!
- Na razie.- kliknęłam czerwoną słuchawkę.- Chcesz jechać ze mną, moim tatą i bratem do aqua parku?- zwróciłam się do Blondyna.
- Jeśli jest możliwość odpowiedzi na tak, to tak.- zaśmiał się lekko.
- To jak zjemy idziemy do mnie.- oznajmiłam.- A i te wszystkie ciastka, które zamówiłeś mają być zjedzone w czasie, w którym ja będę jadła to jedno.- powiedziała,
- Tak jest sir*.- (*-czytaj ser. tego słowa używa się np. zwracając do generała armii.) powiedział.
Po chwili kelner przyniósł nasze zamówienia. O dziwo Blondyn zjadł wszystkie porcje w czasie, w którym ja jadłam jedną. Shake'i wzięliśmy w rękę i ruszyliśmy do mnie. Chłopak zaparkował po drugiej stronie ulicy. Wysiadłam z samochodu i przeszłam na drugą stronę. Blondyn kroczył tuż obok mnie.
- Jestem!- krzyknęłam.
- To się pakuj, a potem podjedziemy do tego twojego kolegi by się spakował.- powiedział z kuchni tata.
Zdjęłam buty. Blondyn poszedł w moje ślady. Ledwo przekroczyłam próg salonu, a mój brat się na mnie rzucił poczochrał włosy i zaczął łaskotać. Niall zaczął chichotać, ale po chwili nie mógł wytrzymać. Ja też się śmiałam i do tego jeszcze piszczałam.
- Jack przestań! Proszę! Oddechu mi już braknie. Brzuch mnie boli.- krzyczałam, ale on mnie nadal łaskotał.- Jack proszę! Zrobię co tylko chcesz, ale przestań!- właśnie zaczęły mi lecieć łzy śmiechu. Na szczęście przestał.
- Co zechcę powiadasz. W takim razie sprzątasz mi pokój przez tydzień.- powiedział z triumfalnym uśmiechem.
- Znowu to samo... Czy ty nie potrafisz dbać o porządek?- zaczęłam narzekać.
- Nie.- uśmiechnął się szyderczo.
- Ehh... no dobra. Zapomniałabym! Niall to jest mój brat bliźniak Jack. Jack to jest ten kolega, o którym ci wspominałam przez telefon Niall.- powiedziałam na jednym tchu i szybko pobiegłam na górę. Zaczęłam szukać mojego stroju. Usłyszałam z dołu mój telefon. Zbiegłam szybko na dół, ale było za późno, bo Jack już go odebrał.
- Halo? Tak. Stoi obok mnie. Już daję.- powiedział mój brat i z szyderczym uśmiechem oddał mi telefon.
- Halo?
- Nati!
- Nikodem? Skąd masz mój numer?- zapytałam po polsku.
- Anka mi dała. Co u ciebie słychać?- spytał.
- Nic ciekawego. Teraz zbieram się do aqua parku z Jack'iem, tatą i Niall'em tym wiesz z One Direction.- Blondyn na swoje imię spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Tym Niall'em?! Muszę to powiedzieć Ance. Znasz całe One Dierection?- zapytał.
- Tak jest jeszcze Liam, Zayn, Harry i Louis. Szczerze to Louis mnie najbardziej wkurza, ale Niall'a nienawidzę, więc nie wiem czemu go zaprosiłam do tego aqua parku. Ale się cieszę, że on nie zna polskiego.- zaśmiałam się.
- No. Miło cię było słyszeć, a teraz się szykuj i skołuj autografy dla Anki, bo ona mnie zabije gdybym ci tego nie powiedział. Na razie!
- Pa.- pożegnałam się i rozłączyłam.
- O co chodziło z moim imieniem?- zapytał Blondyn.
- Chwaliłam mu się, że jedziesz ze mną do aqua parku.- powiedziałam sarkastycznie.
- Nath, bądź milsza dla gości.- skarcił mnie mój tata.
- Mhm.- zrobiłam młynka oczami, a Niall się zaśmiał.
Ruszyłam na górę, a chłopak za mną weszłam do pokoju. Przewróciłam chyba każdy ciuch w mojej szafce i nie znalazłam mojego stroju.
- Jack! Gdzie jest mój kostium?!- krzyknęłam do brata.
- Eee... Ja... ja nie wiem!- odkrzyknął, on coś ściemnia.
- Jack mam twoje PSP!- po tych słowach natychmiast przybiegł, a Niall cały czas patrzył co robię.
- Oddawaj.- powiedział.
- Jak powiesz gdzie jest mój kostium.- spojrzałam triumfalnie obracając w rękach urządzenie.
- W szufladzie. Tej z łyżkami.- gdy powiedział ''tej z łyżkami'' momentalnie na mojej twarzy pojawiło się przerażenie.
- I-i-idź go sta-stamtąd w-wy-wyciągnij.- powiedziałam z trzęsącymi rękoma.
- A obiecujesz, że oddasz mi psp?- zapytał, a ja energicznie pokiwałam głową na tak.
Zbiegł na dół i po chwili wrócił z moim kostiumem. Dokonaliśmy wymiany. Weszłam do łazienki, która była wbudowana w moim pokoju. Wyszłam w samym kostiumie:
~ Niall ~
Zagwizdałem na jej widok, gdy wyszła z łazienki w samym kostiumie.
- Nie podniecaj się tak.- powiedziała sarkastycznie, a ja się zaśmiałem.
- Trudno się nie podniecać, gdy jest czym.- ponownie się zaśmiałem, a ona się... zarumieniła?- O... widzę, że sprawiam, że się rumienisz.- powiedziałem zawadiacko się uśmiechając.
- Nie rumienie się.- odparła stanowczo.
- Każdy wie swoje.- zmroziła mnie spojrzeniem.
- A jeśli się zarumieniłam to co z tego? Większość dziewczyn pod wpływem komplementu i to do tego od chłopaka się rumieni.- powiedziała cicho.
- A gdyby ci tak Louis powiedział?- zapytałem.
- To w najlepszym wypadku bym go kopnęła.- odpowiedziała.
- A co ja w sobie takiego mam, że mnie nie kopniesz?- chyba coraz mniej podoba jej się ta gra.
- Mamy przynajmniej jedną wspólną cechę.- odparła.
- Jaką?- zdziwiła mnie taka odpowiedź.
- Oboje farbujemy włosy.- właśnie skończyła się ubierać:
- Mamy przynajmniej jedną wspólną cechę.- odparła.
- Jaką?- zdziwiła mnie taka odpowiedź.
- Oboje farbujemy włosy.- właśnie skończyła się ubierać:
- Racja.- odparłem.
- Chodź teraz musimy jechać, by ciebie spakować zanim się rozmyślę.- powiedziała.
- Let's go to my home!- krzyknąłem i zeszliśmy na dół.
- Tato spotkamy się na miejscu.- cmoknęła go w policzek i wyszliśmy z domu.
- Może jednak nie jesteś aż tak chłodna jak myślałem.- powiedziałem.
- Dlaczego tak uważasz?- zapytała i wsiedliśmy do auta.
- Bo pocałowałaś swojego tatę w policzek. Masz w sobie trochę miłości.- odparłem.
- Ale to jest typowo rodzinna miłość. Nigdy nie zakochałam się w chłopaku. Nawet nie zauroczyłam.- była odwrócona twarzą do okna i wpatrywała się w ulice i budynki za nim.
- To znaczy, że nigdy nie miałaś chłopaka?- zapytałem ze zdziwieniem.
- Tak.- odparła.
- To znaczy, że... TY JESTEŚ DZIEWICĄ?!- prawie krzyknąłem.
- Nie wiesz? Błonę dziewiczą przebiłam tamponem z braku innych pomysłów.- odpowiedziała sarkastycznym, wkurzonym tonem i spojrzała na mnie gniewnie.
- Przepraszam... wymsknęło mi się...- odparłem speszony.
- Spoko, każdemu się zdarza.- powiedziała nadzwyczaj spokojnie.
- Ja naprawdę cię przepraszam, nie powinienem tego mówić...- odpowiedziałem.
- Mam prośbę...- zaczęła.
- Jaką?- byłem ciekaw o co chce mnie poprosić.
- Jak się zakocham... przedstawię ci tą osobę, a ty... powiesz mi czy ona jest dla mnie odpowiednia... dobrze?- ona mnie zadziwia coraz bardziej...
- Dlaczego akurat ja, a nie na przykład twój brat?- zapytałem.
- Bo... w sumie nie wiem... ale zgadzasz się?- spytała.
- Tak, jasne. Już jesteśmy. Wchodzisz do środka czy czekasz w aucie?- ponownie zadałem pytanie. Droga trwała krótko, tylko pięć minut. Ej przecież my mieszkamy na tej samej ulicy, tylko ona na początku, a my dziesięć może piętnaście minut drogi pieszo od niej.
- Jasne, że wysiadam, chcę zobaczyć jak mieszkasz.- odpowiedziała.
- A... i żebyś się nie przestraszyła ja mieszkam z chłopakami, mam na myśli, że z resztą zespołu.- powiedziałem.
- Mieszkacie razem? To nie jest ciut gejowskie?- zaśmiała się, ale dała spokój.
- Nie...- odparłem i weszliśmy do środka.
- HARRY ODDAWAJ MI MOJE MARCHEWKI!!!- rozległ się krzyk Tomlinsona.
- JEŚLI ODDASZ MI MOJE BANANY!!!- Nath prawie płakała ze śmiechu. Uspokoiła się i weszła za mną głębiej do domu.
- Chłopaki przyprowadziłem gościa, ogarnijcie się jakoś.- oznajmiłem i automatycznie wszyscy spojrzeli w moją stronę.
- O! JAGÓDKA!!!- krzyknęli równocześnie Harry i Louis.
- Jaka jagódka?- zapytałem zdezorientowany.
- No ona.- wskazali na Nath.
- Jestem Nath, a nie jagódka.- powiedziała sarkastycznie.
- Chcesz coś do picia?- zapytał Liam.
- Herbatę, jeśli macie.- odparła.
- Się robi. ZAYN!!! CHODŹ SIĘ PRZYITAĆ Z GOŚCIEM!!!- krzyknął i poszedł do kuchni.
- O! Jagódka przyszła.- powiedział Brunet schodząc ze schodów.
- Czemu jagódka?- powiedziała jakby szukała litości.
- Bo masz niebieskie włosy.- odparłem po chwili namysłu.
- Zayn podaj jej herbatę.- odezwał się z kuchni Liam.
~ Nath ~
Fajna ta ich chata. Przyzwoicie urządzona. Weszłam do kuchni. Chciałam wziąć moją herbatę, ale w kubku była łyżka.
- Ej n-n-niech ktoś wy-wy-wyjmie t-t-tą ły-łyżkę.- powiedziałam przerażonym głosem.
- Czemu co w niej nie tak?- Zayn wziął ją do rąk i podszedł do mnie.
- AAAA!!!- pisnęłam i wytrąciłam mu ją z ręki, a sama schowałam się za Blondyna łapiąc go za barki.
- Nath... ty boisz się łyżek?- zapytali Harry, Louis, Zayn i Niall razem., a ja energicznie przytaknęłam.
- Jesteś drugą osobą, która ma tą fobię.- powiedział Niall, a ja spostrzegłam, że nadal go trzymam.
- Znacie kogoś jeszcze?- zapytałam z nadzieją w głosie.
- Ja się boję łyżek.- powiedział Liam, który właśnie zmywał naczynia.
- Serio? A jak to się stało, że się ich boisz? Masz to od małego, czy od niedawna? Co czujesz, gdy masz do czynienia z ły-łyżką?- zaczęłam go zasypywać pytaniami, a chłopaki parsknęli śmiechem.- No co?
- Teraz Lam już nie będzie musiał się nam zwierzać ze swoich koszmarów.- spojrzałam na nich oburzona.
- A właśnie! Nath ty masz urodziny trzynastego września?- zapytał mnie Liam.
- Tak, a co?- zapytałam zdziwiona.
- Może chciałabyś mieć urodziny wyprawiane z Niall'em, o ile nikomu z obecnie tu zebranych to nie przeszkadza.- powiedział.
- TAAAAK!!!- krzyknęła cała czwórka.
- No... dobra, a kiedy on ma urodziny?- zapytałam.
- Tego samego dnia co ty.- odparł, a ja zakrztusiłam się herbatą.- Podnieś ręce do góry!- krzyknął przerażony Liam i zaczął mnie klepać po plecach. Po chwili mi przeszło.
- O nie! Zapomniałam! Niall zbieraj się! Mój tata pewnie już się niecierpliwi!- gadałam jak nakręcona.
~ Niall ~
Pobiegłem z impetem na górę. Nath trochę wolniej poszła za mną.
- Jesteś z Irlandii?- zapytała mnie, gdy zobaczyła flagę nad moim łóżkiem.
- Tak. Jak chcesz to cię kiedyś zabiorę.- powiedziałem szybko pakując swoje rzeczy do torby.
- Dlaczego taki jesteś dla mnie, skoro ja jestem dla ciebie taka opryskliwa i nie miła?- zapytała.
- Taki, to znaczy jaki?- nie zrozumiałem o co jej chodzi.
- Taki sympatyczny, uprzejmy, życzliwy no po prostu taki miły.- powiedziała.
- Ja się tylko staram.- odparłem.
- Czemu... czemu nie jesteś sobą?- zapytała.
- Bo media by ze mnie zrobiły badboy'a, którego w zespole zgrywa Zayn.- odpowiedziałem.
- Ah... zapomniałam o twojej wielkiej sławie... Nie wyglądasz na badboya.- powiedziała.
- Bo nie mogę.- odparłem.- Chodźmy już, bo twój tata będzie wkurzony, albo obaj nabiorą jakiś podejrzeń.- dokończyłem.
- Co?! To chodźmy jeszcze szybciej, czekam na dworze!- krzyknęła i po chwili słyszałem tylko trzask drzwi wyjściowych.
- Co ty jej zrobiłeś, że tak uciekła.- zapytał Harry, który właśnie stanął w drzwiach.
- Powiedziałem, że jej brat i tata nabiorą podejrzeń co do naszego pobytu u nas, a ona pobiegła na dół i kazała mi się jeszcze bardziej śpieszyć, więc teraz przepraszam, ale wychodzę.- powiedziałem i wyminąłem go.
- To na razie.- mruknął i tyle go widziałem.
- No nareszcie co tak długo?!- powiedziała zniecierpliwiona.
- Nie pytaj tylko wsiadaj.- odparłem.
- Jedź.- powiedziała cicho, a ja ruszyłem.
- Do którego aqua parku jedziemy?- zapytałem po dziesięciu minutach.
- Do tego przy Big Ben'ie.- odparła.
- Spoko... Ej, a tak w ogóle to czemu twój brat nie był dzisiaj w szkole?- spytałem.
- Nie wiem jak go spotkam, to go zapytam i jutro ci powiem.- odpowiedziała.
- Jesteśmy.- oznajmiłem.
- Wow... to nie jest aqua park tylko wodne miasto, ile to wszystko zajmuje powierzchni... godne podziwu. O! Zobacz tam jest Jack i mój tata.- powiedziała i ruszyła w ich stronę, a ja za nią.
- Mówiłem, że przyjedzie w ciągu pięciu minut.- powiedział jej brat i wyciągnął znacząco rękę.
- Tym razem miałeś farta.- mruknął jej tata i dał mu dwadzieścia funtów.
- To dziwne... cały czas mam farta? Wygrywam każdy zakład i to nie tylko z tobą.- powiedział Jack.
- Właśnie dlatego ja nigdy się z nim nie zakładam.- mruknęła Nath i weszliśmy przez bramki.
- SPÓJRZCIE TAM, TO NIALL HORAN!!!- pisnęła jakaś dziewczyna i wokół mnie pojawił się wianuszek fanek, a Nath się zaśmiała.
- Sory dziewczyny, ale on przyszedł odpocząć od rozdawania autografów i robienia zdjęć, więc łaskawie mi go oddajcie, bo przyszedł tu ze mną.- oznajmiła niebiesko włosa i wyciągnęła mnie z tego tłumu za rękę, a ja usłyszałem zawiedzione głosy.
- Dzięki, jestem twoim dłużnikiem.- powiedziałem.
- Kiedyś to wykorzystam.- odparła uśmiechając się cwaniacko.
- Już się boję.- rzekłem.
- To dobrze... przepraszam.- powiedziała zerkając na nasze złączone dłonie.
- Za co?- zapytałem, a ona natychmiast mnie puściła.- Aaa... rozumem, ale nadal nie wiem dlaczego przepraszasz.- dokończyłem.
- Tak jakoś.- wzruszyła ramionami.
- Dobra Nath, idź do swojej szatni, a my zaopiekujemy się twoim chłopakiem.- powiedział Jack, a dziewczyna mimo swej bardzo bladej cery zbladła jeszcze bardziej.
- To nie mój chłopak, tylko... kolega.- powiedziała lekko się czerwieniąc i zniknęła za drzwiami damskiej szatni.
- Jesteś jej chłopakiem?- zwrócił się do mnie.
- Nie. To i tak by nie miało sensu, bo znamy się jeden dzień, poza tym ona nie jest w moim typie.- próbowałem mieć jak najbardziej obojętny głos, ale mi nie wyszło.
- Mhm.- mruknął sarkastycznie.
Weszliśmy do szatni. Szukałem szafki z takim samym numerkiem jak na kluczu. Po chwili ją znalazłem. Szybko się przebrałem. O dziwo nie obowiązują tu czepki więc nie musiałem się martwić o fryzurę. Co ja gadam?! Od kiedy ja się martwię o włosy?! Dobra... Wyszedłem z szatni drzwiami prowadzącymi na basen, który trzeba przepłynąć, lub przejść, by dostać się na drugą stronę. Zobaczyłem dobrze mi już znane niebieskie włosy.
- No hej.- powiedziałem, a dziewczyna podskoczyła.
- Hej.- odparła trochę ponuro.
- Przestraszyłem cię?- zapytałem.
- Nie, zaskoczyłeś, bo nie usłyszałam jak podpłynąłeś, podszedłeś czy Bóg wie co jeszcze.- powiedziała jeszcze bardziej ponuro.
- Co taka ponura?- spytałem.
- Co cię to obchodzi?- odparła pytaniem.
- Nie wściekaj się tak. Ehh... te kobiety.- powiedziałem kiwając głową na boki, a ona się na mnie gniewnie spojrzała.
- Trzepnąć cię?- zapytała wkurzona.
- Jesteś piękna, gdy się złościsz wiesz?- odpowiedziałem pytaniem.
- Tak, tak...- odparła, a ja się spojrzałem na nią dziwnie.- No co? Doktor kazał przytakiwać jeśli ktoś gada od rzeczy.- powiedziała, a ja się zaśmiałem.
- No nie wkurzaj się... Złość piękności szkodzi.- odparłem.
- To znaczy, że jestem piękna jak się złoszczę, ale to mi szkodzi? Pomyśl czasem, a potem mów.- powiedziała sarkastycznie.
- No weź co ty okres masz, że takie humory strzelasz?- znowu zmroziła mnie spojrzeniem.
- Mama cię kultury nie nauczyła? Boże... z kim ja się zadaję.- powiedziała patrząc z litością w górę.
- No jak to z kim, z Bogiem, co nie?- odparłem, a ona zrobiła młynka oczami.
- Ciasno mi, a wiesz czemu?- zapytała.
- Czemu?
- Bo twoje wielkie, nadęte ego przyciska mnie do barierki.- odparła.
- Ehh... No już uśmiechnij się.- powiedziałem.
- A co będę z tego miała?- zapytała.
- Buziaka w policzek?- spytałem cwaniacko się uśmiechając.
- Powtórz, bo nierówno się oplułeś.- odparła, a ja parsknąłem śmiechem.
- No to co byś chciała, by się uśmiechnąć?- zapytałem.
- Wystarczyło by to, gdybyś odsunął się ode mnie na jakieś... hmm... no nie wiem... z dwadzieścia metrów?- powiedziała sarkastycznie.
- To nie jest realne. Jest coś jeszcze co chciałabyś, aby się uśmiechnąć?- spytałem.
- Nie... O już wiem! Załatw mi od was wszystkich autograf, bo Ania mnie zabiję, a sama was nie poprosi.- odparła.
- Kim jest Ania?- zapytałem.
- To moja koleżanka z Polski i wasza fanka. Nie rozumem jak można kogoś lubić nawet go nie znając...- powiedziała.
- A który z nas jest jej ulubieńcem?- zaciekawiłem się.
- Jeśli dobrze pamiętam, to dwa czuby, których nie lubię najbardziej, czyli ty i Louis.- odparła.
- Dlaczego mnie nie lubisz?- zapytałem.
- Boże... co ja zrobiłam źle, że ten dureń mnie męczy.- powiedziała szukając litości.
- Po pierwsze nie jestem durniem, tylko Bogiem Niallerem, a po drugie jestem ciekawy jaka jest twoja opinia.- odparłem.
- Nie lubię ludzi, którzy zadają dużo pytań lub są Louisem Tomlinsonem. Starczy? Tak, to teraz mógłbyś się łaskawie odczepić?- zapytała.
- Nie mogę.- powiedziałem.
- A to czemu?- spytała.
- Bo chcę cię poznać.- odparłem.
- Wiesz już dużo rzeczy o mnie, co ty jeszcze chcesz?- właśnie weszliśmy do basenu na dworze i rozbłysnął blask fleszy.- Weź im powiedz, żeby robili tylko tobie zdjęcia, albo zrobili duże piksele na mojej twarzy, bo jakoś nie uśmiecha mi się występowanie na pierwszych stronach gazet.- powiedziała.
- Myślisz, że oni mnie posłuchają? Znasz nas, zna cię cały świat.- odparłem drwiąco.
- To po co ja was poznawałam...- westchnęła i już się nie przejmowała zdjęciami.
- Ej Nath, chodź ze mną na tą zjeżdżalnię.- zawołał za nami Jack.
- Oczywiście! Zrobię wszystko byleby się oderwać od fotoreporterów i tych innych gówien.- powiedziała i ruszyła za bratem.
~ Nath ~
W co ja się wpakowałam. Mogłam się nie zgadzać na to głupie ciastko i nie zapraszać go do aqua parku. Po co ja go w ogóle ze sobą wzięłam?! Przecież ja gościa nienawidzę, a teraz jeszcze moje i jego zdjęcia będą w gazetach. Czym ja sobie zasłużyłam na takie życie?
- ...Nath?- z moich rozmyślań wytrącił mnie dobrze znany głos mojego brata.
- Co...? Zamyśliłam się.- powiedziałam.
- Myślałaś o Niall'u co?- poruszał znacząco brwiami.
- Taa... mhm...- zrobiłam młynka oczami.
- Jedź pierwsza.- rozkazał.
- Sam se jedź.- odparłam, a on zjechał.
- Czemu nie zjeżdżasz?- dobiegł mnie głos blond durnia za plecami.
- Bo czekam aż ty zjedziesz.- odparłam znudzonym tonem.
- Czemu?- nie dawał za wygraną.
- Nie zadawaj tyle pytań tylko zjeżdżaj, bo mi się zimno robi.- prawie krzyknęłam.
- Dobra, czekam na dole.- odpowiedział i zjechał.
- Ale ja wcale nie chcę byś czekał...- powiedziałam sama do siebie i też zjechałam.
- O! Jesteś wreszcie! Jak było?- zapytali równocześnie.
- Zajebiście! Co wy wszyscy tyle pytań zadajecie, nie możecie się chociaż na pięć jakże boskich minut zamknąć?!- prawie wykrzyczałam.
- Co ona ma okres czy jak...?- słyszałam jak Jack zwraca się do Niall'a.
- Dla twojej świadomości nie, nie mam okresu.- powiedziałam oburzona i wyszłam z basenu, by spróbować się choć troszkę opalić, co przy mojej skórze jest niewykonalne. Słyszałam pluski wody i krzyki chłopaków. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Dziwne zasnęłam, ale wiem co dzieje się w około. Nagle poczułam, że mi zimno i mokro. Gwałtownie się podniosłam tym samym uderzając w metalowe pudełko, które trzymali Niall i Jack.
- Auaa...- potarłam bolące miejsce i zmroziłam ich spojrzeniem.
- Niall... W NOGI!!!- krzyknął mój brat i po chwili byli z powrotem w basenie.
- Debile...- mruknęłam.
- EJ!!!- krzyknęli, gdy to usłyszeli, a ja się zaśmiałam.
- Jack, gdzie jest tata? Zimno mi się robi i nie chce mi się tu siedzieć.- powiedziałam pocierając dłońmi ramiona.
- Teraz ci cieplej?- zapytał Niall wychodząc z basenu i obejmując mnie ręką.
- Lodowato.- powiedziałam i strzepnęłam jego ramię.
- Królowa śniegu.- rzekł.
- Zgredek się odezwał.- odparłam, a Jack wybuchł gromkim śmiechem.
- No już dobra. Chodźcie zakochańce.- zmierzyłam mojego brata wzrokiem rządnym mordu, a potem poczułam, że zaczynam się czerwienić. O nie! Nie ma tak dobrze! To już trzeci raz tego dnia!
- Spieprzaj.- rzuciłam i poszłam w stronę wyjścia.
- Oj nie wkurzaj się tak, tylko żartowałem.- powiedział Jack.
- Gdyby ten żart był śmieszny to byś się nie usprawiedliwiał słownie. Jeśli już masz gadać jakieś dowcipy, żarty, kawały czy Bóg wie co jeszcze to chociaż postaraj się by były choć odrobinę śmieszne.
- Ej siostra co cię dzisiaj ugryzło?- zapytał mój brat.
- W domu ci powiem, bo teraz to już mi naprawdę zimno i chciałabym... APSIK!!!... ehhh... wrócić.- odpowiedziałam.
- Dobra, chodź Niall wracamy, bo jak ona się przeziębi to mi spokoju nie da.- powiedział Jack.
Zaśmiałam się pod nosem. Blondyn stanął po mojej lewej, a mój brat po mojej prawej stronie. Szliśmy przyklejeni do siebie, co sprawiło, że przestałam się aż tak trząść z zimna. Weszłam do swojej szatni. Teraz wcierałam w siebie balsam waniliowo-czekoladowy. Ubrałam się do końca w te same ciuchy co wcześniej, bo na moje nieszczęście nie wzięłam nic cieplejszego. Wyszłam i zobaczyłam już chłopaków i mojego tatę.
- Ugh... jak zimno. Jest lato, a zimno jak cholera... Jack masz bluzę?- zapytałam brata.
- Sory na mnie nie licz, gdybym wiedział, że ci będzie zimno to bym wziął.- odparł, a ja westchnęłam i potarłam ramiona.
- Masz moją.- zwrócił się do mnie Blondyn.
- Dziękuję.- odparłam i odebrałam od niego ciuch.- Ale ona cieplutka.- zaśmiałam się chicho, a chłopaki po prostu z beki nie mogli.- No i z czego tak rżycie?- zapytałam.
- Wyglądasz... hahah... jakbyś zaraz... haha... miała w niej... hahhaa... utonąć...- powiedział przez śmiech Jack, a ja zrobiłam młynka oczami.
- To skoro ci tak zimno, to zapraszam was na gorącą czekoladę.- odezwał się tata.
- TAAAK!!!- krzyknął Jack tak, że kilku przechodniów się obejrzało, a ja odruchowo trochę się skuliłam.
- Ja nie będę się narzucał...- zaczął Niall, ale nie dane mu było skończyć.
- Niall... dobrze pamiętam?- na te słowa Blondyn przytaknął.- To nie problem, żebyś z nami pojechał. Chodź, będzie fajnie.- dokończył.
- No dobrze.- powiedział chłopak.
- To jak teraz jedziemy? Tak jak wcześniej czy ja i Nath się zamieniamy?- zapytał się Jack.
- Mi jest obojętnie z kim pojadę, dużego wyboru nie mam i tu będę jechać z facetem i tu będę jechać z facetem.- odparłam znudzonym tonem.
- Ja jadę z tatą. A i żeby nie było, że nie powiedzieliśmy, jedziemy do Starbucks'a- powiedział mój brat i puścił oczko do Blondyna.
- No dobra, w takim razie chodź chłopcze o farbowanej blond czuprynie.- powiedziałam do Niall'a i ruszyliśmy do jego auta.
~ Jack ~
- Niall, to bardzo miły chłopak, jak na pierwszy rzut oka.- powiedział tata.
- Pytanie tylko dlaczego Nath, go tak nienawidzi.- odparłem.
- Może jej ubrudził ulubioną koszulkę. Zauważyłeś chyba, że wróciła w innej niż wyszła.- podsumował.
- Racja. On by się nadawał na chłopaka Nath.- odpowiedziałem.
- Ale ona chyba za nim nie przepada co? Poza tym to nie jest jeden z tego zespołu, czekaj to był... Tokio Hotel.- zaśmiałem się.
- One Direction.- poprawiłem go.
- Brzmi bardzo podobnie.- próbował się usprawiedliwić.
- Spoko, przecież nie musisz tego wiedzieć.- odparłem.
Dojechaliśmy pod kawiarnię. Tuż obok nas zaparkował Niall. Nath wysiadła jak zwykle w swoim dziwnym humorze.
~ Niall ~
Weszliśmy do kawiarenki. Zajęliśmy stolik z dwoma kanapami ustawionymi naprzeciwko siebie. Ja i Nath usiedliśmy pod oknem, Jack obok mnie, a jej tata obok niej. Nagle rozległ się dźwięk sms'a. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i odczytałem wiadomość.
''Spójrz przez okno
Zayn''
Zrobiłem tak jak kazał. Ujrzałem całą czwórkę. Pomachałem nieśmiało. Nath to zauważyła i odruchowo się odwróciła. Chłopaki ją zobaczyli i ich usta zaczęły się układać w słowa ''jagódka''. Czyli mamy dla Nath przezwisko. Znowu dźwięk wiadomości, tylko tym razem do niebiesko-włosej. Odczytała i na jej twarzy teraz malowało się zdziwienie pomieszane z przerażeniem i lekką irytacją oraz wściekłością.
- Ja muszę iść. Simon do mnie napisał, że chce się pilnie spotkać. Nie wiem czego chce, ale widocznie to ważne, skoro do mnie napisał.- powiedziała.
- Ale jeszcze nawet nie dostałaś swojej czekolady.- odparł jej tata.
- Ktoś z was ją wypije, ja naprawdę muszę iść. Pa, pa.- cmoknęła swojego tatę w policzek i szybkim krokiem wyszła z kawiarni.
~ Nath ~
Czego on ode mnie chce. Rzadko gdzieś wychodzę z rodziną, a właśnie siedziałam z nimi. On zawsze wszystko psuje.
- Czemu jesteś w bluzie Niall'a?- zapytał mnie ktoś z tyłu, zatrzymałam się i obróciłam, był to Liam, a za nim szła reszta.
- A czemu mam się tobie tłumaczyć? Sory, nie mam czasu, śpieszę się na spotkanie.- powiedziałam i ruszyłam dalej przed siebie.
- Idziesz się spotkać z chłopakiem?- tym razem spytał Harry.
- Po pierwsze nie mam chłopaka, a po drugie idę się spotkać z trenerem, który znowu rozpieprza mi rodzinny wypad.- powiedziałam wkurzona, przez co bardziej przyśpieszyłam.
- To może chociaż dasz nam swój numer?- zapytał Hazza.
- No... dobra, ale szybko. Dam temu kto najszybciej wyciągnie telefon i sobie przepiszecie.- chwyciłam komórkę Liam'a i pospiesznie wpisałam ciąg cyfr.- A i jeszcze jedno, Louis nie może dostać mojego numeru.
- Daczego?- spytał oburzony Tomlinson.
- A tak jakoś bez powodu, wiesz?- odparłam sarkastycznie.- Niall'owi też nie dawajcie.- rzuciłam i już prawie biegłam w stronę London Eye Park.
- Już jesteś. Chyba ci nie przeszkodziłem.- powiedział do mnie pan Rich.
- Owszem przeszkodził mi pan. Więc o co chodzi?- zapytałam.
- Niedługo są zawody i chciałbym cię na nie wysłać, ale nie byłaś wczoraj na treningu, więc koniecznie musiałem porozmawiać z tobą dzisiaj, bo zawody już pojutrze.- odparł.
- O rany... zapomniałam o wczoraj, przepraszam i z chęcią pojadę na te zawody.- powiedziałam.
- To wszystko, co mam ci do przekazania. Do zobaczenia jutro.- pożegnał się i odszedł.
- Którędy ja mam wracać... zadzwonię po tatę.- wybrałam numer, ale nie odebrał.
Zadzwoniłam do Jack'a, ale on też nie odebrał. Znowu zaczęło mi się robić zimno i do tego zaczęło padać. Usłyszałam dźwięk sms'a. Spojrzałam na wyświetlacz i odczytałam wiadomość.
''Jack zostawił telefon w domu, a twojemu tacie się rozładował. Obaj się o ciebie martwią. Napisz gdzie jesteś, zaraz po ciebie przyjadę.
Niall''
Odpisałam mu gdzie jestem i usiadłam na ławce trzęsąc się z zimna. Podsunęłam kolana pod brodę i próbowałam jak najciaśniej opatulić się bluzą Blondyna. Dopiero teraz poczułam zapach jego perfum. Są po prostu nieziemskie. Nie rozumiem dlaczego zawsze ci, którzy najbardziej wkurzają są najmilsi i najfajniej pachną... Po chwili zobaczyłam znajomy mi już samochód. Podeszłam i wsiadłam do środka.
- Biedactwo... cała mokra jesteś, chora będziesz.- powiedział troskliwie i ruszył.
- Nie obchodzi cię to, że twoja bluza też jest mokra?- zapytałam.
- Bardziej mnie obchodzi twoje zdrowie, niż jakaś bluza. Zawsze mogę sobie kupić nową i będzie po sprawie, a zdrowia nowego się nie da kupić.- odparł, a ja się uśmiechnęłam pod nosem.- Widzę, że się uśmiechasz.- powiedział, a ja się lekko zaśmiałam.
- Boże... jak ja wyglądam... nie boisz się jeździć z takim potworem?- powiedziałam spoglądając w lusterko.
- Jakoś nie bardzo, czemu miałbym się bać dziewczyny, która wygląda jak zmokła kura.- zaśmialiśmy się oboje.- Jej! Udało mi się ciebie rozśmieszyć.- a te słowa zaśmiałam się jeszcze bardziej.
- Niall gdzie ty jedziesz? Przed chwilą minęliśmy mój dom.- powiedziałam.
- Twój tata powiedział, że mam cię zabrać do nas i Jack też przyjdzie, tylko mam mu podać adres.- odparł.
- No dobra, ale ja chciałabym się przebrać w coś suchego, bo nie chce być przeziębiona.- mruknęłam.
- Dam ci jakąś koszulkę i dresy chyba, że wolisz, bym do Jack'a napisał, aby coś ci przyniósł.- odpowiedział.
- Opcja z dresami pasuje, ale jakoś wolę swoje ciuchy, więc jeśli to nie byłby dla ciebie problem, to napisz do niego, by mi przyniósł ciuchy.- powiedziałam.
- Dobra, a teraz chodź.- odparł i weszliśmy do domu.
- Cześć Jagódko!- krzyknęli z salonu chłopcy.
- Skoro ja jestem ''jagódka'', to wy jesteście wkurzającymi robakami próbującymi mnie zjeść.- odparłam, a oni się zaśmiali. Po chwili dobiegł nas dźwięk dzwonka do drzwi. Niall poszedł otworzyć, a ja stanęłam za nim.
- Hej. Wow siostra! Wyglądasz jak zmokła kura!- krzyknął od progu Jack, a z salonu znowu słychać było śmiech.
- Masz dla mnie te ciuchy?- zapytałam, gdy już się rozebrał.
- Tak, ale chyba nie trafiłem z kolorem i fasonem, jak tak na ciebie patrzę.- spojrzałam na niego dziwnie i zajrzałam do siatki.
- CZY CIEBIE DO RESZTY POJEBAŁO?!- krzyknęłam tak, że pewnie sąsiedzi też usłyszeli.- Różowa sukienka w kwiatki?! Skąd ty to wziąłeś?!- pytałam podnosząc głos, a chłopaki stanęli za mną i przyglądali się całej akcji.
- No z twojej szafki.- powiedział.
- Od kiedy ja mam coś takiego w szafie...?- powiedziałam podkreślając słowo ''takiego''.
- To twój brat? Wyglądacie identycznie, tylko ty jesteś blada, masz niebieskie włosy i nie jestem pewien, ale chyba jesteś dziewczyną.- powiedział Louis.
- Walnąć cię?- spojrzałam na niego, on spojrzał na Jack'a, a Jack potrząsał głową na nie.
- Przepraszam, ale nie skorzystam z propozycji.- odparł.
- Wiesz co Niall, może jednak pożyczę od ciebie te dresy, bo nie mam zamiaru ubierać się w to coś.- powiedziałam.
~ Niall ~
- Dobra, to chodź.- powiedziałem, a dziewczyna poszła za mną do mojego pokoju.
- Nie masz przypadkiem rzeczy za małych na siebie co?- zapytała, a ja pokiwałem głową na boki.
- Może nie będzie aż tak duże jak ta bluza, bo ona jest dwa rozmiary większa niż mam.- odparłem.
- Dziękuję, po raz kolejny mnie ratujesz.- powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
- Nie ma za co.- odparłem czerwieniąc się i odruchowo dotknąłem miejsca, na którym przed chwilą były jej usta.- Proszę.- podałem jej ciuchy.
- O czyżbym sprawiła, że się rumienisz?- zaśmiała się.- Gdzie jest łazienka?
- Tutaj.- wskazałem na drzwi obok szafy.
- Każdy w was ma własny pokój i łazienkę? Wypas.- powiedziała i weszła do pomieszczenia.
Rozłożyłem się na łóżku i czekałem, aż wyjdzie. Zacząłem przeglądać twittera w telefonie. Włączyła się jakaś reklama, na której był napis i wstawione moje zdjęcie jak razem z Jack'iem ochlapuję Nath wodą z wiadra.
''Czy Niall Horan ze sławnego zespołu One Direction ma nową dziewczynę? Kim jest niebiesko włosa piękność, z którą nasz Blondynek był w Aqua Parku? A może to po prostu kolejna znajoma ze szkoły? Wkrótce się tego dowiemy. Jedyne informacje jakie zebraliśmy na jej temat są na naszej stronie internetowej''
Nie wiedziałem, że to się tak szybko rozniesie... Usłyszałem szczęk klucza w zamku, więc wyłączyłem wszystko i schowałem telefon do kieszeni. Po chwili dziewczyna wyszła ubrana w moje ciuchy. Mimo, że to męski zestaw ubrań to ona i tak wyglądała dziewczęco. Tak jak myślałem ubrania nie były mocno za duże, tylko trochę. Zawiązała sznurek spodni tak, by jej nie spadały. Zeszliśmy na dół. Postanowiliśmy, że obejrzymy jakiś horror. Włączyłem jeden z moich ulubionych, a za razem najstraszniejszych. Usiedliśmy po kolei od lewej: Liam, Zayn, Harry, Jack, Louis, Nath i ja. Jeszcze zanim zaczął się film skoczyłem do kuchni po sześć gigantycznych misek popcornu, 4 Coca-Cole i chyba z dziesięć paczek żelków. Nath skrzywiła się na widok Coli.
- Ej Niall weź przynieś coś niegazowanego, bo Nath nie lubi gazowanego.- powiedział Jack.
- Nie lubisz gazowanego?!- wszyscy ją zapytaliśmy w tym samym czasie.
- No i co w tym złego... Jezuuu...- powiedziała znudzonym tonem.
- Złego nic, ale dziwna jesteś...- powiedział Lou, a dziewczyna dała mu mocnego kuksańca w bok.
Przyniosłem dwa niegazowane soki. Film się zaczął. Mimo że znam już cały na pamięć to lubię go oglądać. Ja Nath i Tommo jedliśmy popcorn z jednej miski, a reszta podzieliła się na dwójki i wzięła następne naczynia. Akcja horroru zaczęła się coraz bardziej rozkręcać. W pewnym momencie ja i Nath w tym samym czasie chcieliśmy wziąć popcorn i wyszło tak, że ona położyła swoją drobną dłoń na moją, po czym speszona szybko ją cofnęła. Nasze spojrzenia się spotkały, ale po chwili znów było jak wcześniej i oglądaliśmy film, nie przejmując się tym co się przed chwilą stało. Po chwili poczułem na drugiej ręce zimny dotyk. Zobaczyłem, że Nath ściska moją dłoń i lekko się trzęsie. Spojrzałem na telewizor i zrozumiałem dlaczego tak zrobiła. Na ekranie właśnie pojawił się jeden ze straszniejszych momentów. Lekko zacisnąłem palce, a dziewczyna posłała mi wdzięczne spojrzenie. Po chwili Lou pisnął ze strachu i wtulił się w Nath.
- Louis debilu odczep się ode mnie. Przytulaj się do Jack'a!- zaśmiałem się.
Chłopak nie zareagował, więc niebiesko włosa dała spokój. Cały czas trzymała moją rękę. Pod koniec filmu jej uścisk się obluzował. Spojrzałem na nią, a ona spała. Muszę przyznać rację Zayn'owi jest naprawdę śliczna. Reszta też już spała oprócz Liam'a, który pomógł mi wszystkich pozanosić do pokoi. Jack'a zostawiliśmy na kanapie, ale nie wiedzieliśmy co zrobić z Nath.
- Weź ją do siebie. Bo spędziłeś z nią najwięcej czasu.- powiedział Liam.
- Dobra. Rano będziesz mógł się pożalić jej z koszmaru o łyżkach.- zaśmiałem się i poszedłem z niebiesko włosą na rękach do mojego pokoju.
Ma bardzo twardy sen. Ściągnąłem jej spodnie, by lepiej jej się spało, po czym sam się rozebrałem położyłem obok i zasnąłem.
- Nie wiesz? Błonę dziewiczą przebiłam tamponem z braku innych pomysłów.- odpowiedziała sarkastycznym, wkurzonym tonem i spojrzała na mnie gniewnie.
- Przepraszam... wymsknęło mi się...- odparłem speszony.
- Spoko, każdemu się zdarza.- powiedziała nadzwyczaj spokojnie.
- Ja naprawdę cię przepraszam, nie powinienem tego mówić...- odpowiedziałem.
- Mam prośbę...- zaczęła.
- Jaką?- byłem ciekaw o co chce mnie poprosić.
- Jak się zakocham... przedstawię ci tą osobę, a ty... powiesz mi czy ona jest dla mnie odpowiednia... dobrze?- ona mnie zadziwia coraz bardziej...
- Dlaczego akurat ja, a nie na przykład twój brat?- zapytałem.
- Bo... w sumie nie wiem... ale zgadzasz się?- spytała.
- Tak, jasne. Już jesteśmy. Wchodzisz do środka czy czekasz w aucie?- ponownie zadałem pytanie. Droga trwała krótko, tylko pięć minut. Ej przecież my mieszkamy na tej samej ulicy, tylko ona na początku, a my dziesięć może piętnaście minut drogi pieszo od niej.
- Jasne, że wysiadam, chcę zobaczyć jak mieszkasz.- odpowiedziała.
- A... i żebyś się nie przestraszyła ja mieszkam z chłopakami, mam na myśli, że z resztą zespołu.- powiedziałem.
- Mieszkacie razem? To nie jest ciut gejowskie?- zaśmiała się, ale dała spokój.
- Nie...- odparłem i weszliśmy do środka.
- HARRY ODDAWAJ MI MOJE MARCHEWKI!!!- rozległ się krzyk Tomlinsona.
- JEŚLI ODDASZ MI MOJE BANANY!!!- Nath prawie płakała ze śmiechu. Uspokoiła się i weszła za mną głębiej do domu.
- Chłopaki przyprowadziłem gościa, ogarnijcie się jakoś.- oznajmiłem i automatycznie wszyscy spojrzeli w moją stronę.
- O! JAGÓDKA!!!- krzyknęli równocześnie Harry i Louis.
- Jaka jagódka?- zapytałem zdezorientowany.
- No ona.- wskazali na Nath.
- Jestem Nath, a nie jagódka.- powiedziała sarkastycznie.
- Chcesz coś do picia?- zapytał Liam.
- Herbatę, jeśli macie.- odparła.
- Się robi. ZAYN!!! CHODŹ SIĘ PRZYITAĆ Z GOŚCIEM!!!- krzyknął i poszedł do kuchni.
- O! Jagódka przyszła.- powiedział Brunet schodząc ze schodów.
- Czemu jagódka?- powiedziała jakby szukała litości.
- Bo masz niebieskie włosy.- odparłem po chwili namysłu.
- Zayn podaj jej herbatę.- odezwał się z kuchni Liam.
~ Nath ~
Fajna ta ich chata. Przyzwoicie urządzona. Weszłam do kuchni. Chciałam wziąć moją herbatę, ale w kubku była łyżka.
- Ej n-n-niech ktoś wy-wy-wyjmie t-t-tą ły-łyżkę.- powiedziałam przerażonym głosem.
- Czemu co w niej nie tak?- Zayn wziął ją do rąk i podszedł do mnie.
- AAAA!!!- pisnęłam i wytrąciłam mu ją z ręki, a sama schowałam się za Blondyna łapiąc go za barki.
- Nath... ty boisz się łyżek?- zapytali Harry, Louis, Zayn i Niall razem., a ja energicznie przytaknęłam.
- Jesteś drugą osobą, która ma tą fobię.- powiedział Niall, a ja spostrzegłam, że nadal go trzymam.
- Znacie kogoś jeszcze?- zapytałam z nadzieją w głosie.
- Ja się boję łyżek.- powiedział Liam, który właśnie zmywał naczynia.
- Serio? A jak to się stało, że się ich boisz? Masz to od małego, czy od niedawna? Co czujesz, gdy masz do czynienia z ły-łyżką?- zaczęłam go zasypywać pytaniami, a chłopaki parsknęli śmiechem.- No co?
- Teraz Lam już nie będzie musiał się nam zwierzać ze swoich koszmarów.- spojrzałam na nich oburzona.
- A właśnie! Nath ty masz urodziny trzynastego września?- zapytał mnie Liam.
- Tak, a co?- zapytałam zdziwiona.
- Może chciałabyś mieć urodziny wyprawiane z Niall'em, o ile nikomu z obecnie tu zebranych to nie przeszkadza.- powiedział.
- TAAAAK!!!- krzyknęła cała czwórka.
- No... dobra, a kiedy on ma urodziny?- zapytałam.
- Tego samego dnia co ty.- odparł, a ja zakrztusiłam się herbatą.- Podnieś ręce do góry!- krzyknął przerażony Liam i zaczął mnie klepać po plecach. Po chwili mi przeszło.
- O nie! Zapomniałam! Niall zbieraj się! Mój tata pewnie już się niecierpliwi!- gadałam jak nakręcona.
~ Niall ~
Pobiegłem z impetem na górę. Nath trochę wolniej poszła za mną.
- Jesteś z Irlandii?- zapytała mnie, gdy zobaczyła flagę nad moim łóżkiem.
- Tak. Jak chcesz to cię kiedyś zabiorę.- powiedziałem szybko pakując swoje rzeczy do torby.
- Dlaczego taki jesteś dla mnie, skoro ja jestem dla ciebie taka opryskliwa i nie miła?- zapytała.
- Taki, to znaczy jaki?- nie zrozumiałem o co jej chodzi.
- Taki sympatyczny, uprzejmy, życzliwy no po prostu taki miły.- powiedziała.
- Ja się tylko staram.- odparłem.
- Czemu... czemu nie jesteś sobą?- zapytała.
- Bo media by ze mnie zrobiły badboy'a, którego w zespole zgrywa Zayn.- odpowiedziałem.
- Ah... zapomniałam o twojej wielkiej sławie... Nie wyglądasz na badboya.- powiedziała.
- Bo nie mogę.- odparłem.- Chodźmy już, bo twój tata będzie wkurzony, albo obaj nabiorą jakiś podejrzeń.- dokończyłem.
- Co?! To chodźmy jeszcze szybciej, czekam na dworze!- krzyknęła i po chwili słyszałem tylko trzask drzwi wyjściowych.
- Co ty jej zrobiłeś, że tak uciekła.- zapytał Harry, który właśnie stanął w drzwiach.
- Powiedziałem, że jej brat i tata nabiorą podejrzeń co do naszego pobytu u nas, a ona pobiegła na dół i kazała mi się jeszcze bardziej śpieszyć, więc teraz przepraszam, ale wychodzę.- powiedziałem i wyminąłem go.
- To na razie.- mruknął i tyle go widziałem.
- No nareszcie co tak długo?!- powiedziała zniecierpliwiona.
- Nie pytaj tylko wsiadaj.- odparłem.
- Jedź.- powiedziała cicho, a ja ruszyłem.
- Do którego aqua parku jedziemy?- zapytałem po dziesięciu minutach.
- Do tego przy Big Ben'ie.- odparła.
- Spoko... Ej, a tak w ogóle to czemu twój brat nie był dzisiaj w szkole?- spytałem.
- Nie wiem jak go spotkam, to go zapytam i jutro ci powiem.- odpowiedziała.
- Jesteśmy.- oznajmiłem.
- Wow... to nie jest aqua park tylko wodne miasto, ile to wszystko zajmuje powierzchni... godne podziwu. O! Zobacz tam jest Jack i mój tata.- powiedziała i ruszyła w ich stronę, a ja za nią.
- Mówiłem, że przyjedzie w ciągu pięciu minut.- powiedział jej brat i wyciągnął znacząco rękę.
- Tym razem miałeś farta.- mruknął jej tata i dał mu dwadzieścia funtów.
- To dziwne... cały czas mam farta? Wygrywam każdy zakład i to nie tylko z tobą.- powiedział Jack.
- Właśnie dlatego ja nigdy się z nim nie zakładam.- mruknęła Nath i weszliśmy przez bramki.
- SPÓJRZCIE TAM, TO NIALL HORAN!!!- pisnęła jakaś dziewczyna i wokół mnie pojawił się wianuszek fanek, a Nath się zaśmiała.
- Sory dziewczyny, ale on przyszedł odpocząć od rozdawania autografów i robienia zdjęć, więc łaskawie mi go oddajcie, bo przyszedł tu ze mną.- oznajmiła niebiesko włosa i wyciągnęła mnie z tego tłumu za rękę, a ja usłyszałem zawiedzione głosy.
- Dzięki, jestem twoim dłużnikiem.- powiedziałem.
- Kiedyś to wykorzystam.- odparła uśmiechając się cwaniacko.
- Już się boję.- rzekłem.
- To dobrze... przepraszam.- powiedziała zerkając na nasze złączone dłonie.
- Za co?- zapytałem, a ona natychmiast mnie puściła.- Aaa... rozumem, ale nadal nie wiem dlaczego przepraszasz.- dokończyłem.
- Tak jakoś.- wzruszyła ramionami.
- Dobra Nath, idź do swojej szatni, a my zaopiekujemy się twoim chłopakiem.- powiedział Jack, a dziewczyna mimo swej bardzo bladej cery zbladła jeszcze bardziej.
- To nie mój chłopak, tylko... kolega.- powiedziała lekko się czerwieniąc i zniknęła za drzwiami damskiej szatni.
- Jesteś jej chłopakiem?- zwrócił się do mnie.
- Nie. To i tak by nie miało sensu, bo znamy się jeden dzień, poza tym ona nie jest w moim typie.- próbowałem mieć jak najbardziej obojętny głos, ale mi nie wyszło.
- Mhm.- mruknął sarkastycznie.
Weszliśmy do szatni. Szukałem szafki z takim samym numerkiem jak na kluczu. Po chwili ją znalazłem. Szybko się przebrałem. O dziwo nie obowiązują tu czepki więc nie musiałem się martwić o fryzurę. Co ja gadam?! Od kiedy ja się martwię o włosy?! Dobra... Wyszedłem z szatni drzwiami prowadzącymi na basen, który trzeba przepłynąć, lub przejść, by dostać się na drugą stronę. Zobaczyłem dobrze mi już znane niebieskie włosy.
- No hej.- powiedziałem, a dziewczyna podskoczyła.
- Hej.- odparła trochę ponuro.
- Przestraszyłem cię?- zapytałem.
- Nie, zaskoczyłeś, bo nie usłyszałam jak podpłynąłeś, podszedłeś czy Bóg wie co jeszcze.- powiedziała jeszcze bardziej ponuro.
- Co taka ponura?- spytałem.
- Co cię to obchodzi?- odparła pytaniem.
- Nie wściekaj się tak. Ehh... te kobiety.- powiedziałem kiwając głową na boki, a ona się na mnie gniewnie spojrzała.
- Trzepnąć cię?- zapytała wkurzona.
- Jesteś piękna, gdy się złościsz wiesz?- odpowiedziałem pytaniem.
- Tak, tak...- odparła, a ja się spojrzałem na nią dziwnie.- No co? Doktor kazał przytakiwać jeśli ktoś gada od rzeczy.- powiedziała, a ja się zaśmiałem.
- No nie wkurzaj się... Złość piękności szkodzi.- odparłem.
- To znaczy, że jestem piękna jak się złoszczę, ale to mi szkodzi? Pomyśl czasem, a potem mów.- powiedziała sarkastycznie.
- No weź co ty okres masz, że takie humory strzelasz?- znowu zmroziła mnie spojrzeniem.
- Mama cię kultury nie nauczyła? Boże... z kim ja się zadaję.- powiedziała patrząc z litością w górę.
- No jak to z kim, z Bogiem, co nie?- odparłem, a ona zrobiła młynka oczami.
- Ciasno mi, a wiesz czemu?- zapytała.
- Czemu?
- Bo twoje wielkie, nadęte ego przyciska mnie do barierki.- odparła.
- Ehh... No już uśmiechnij się.- powiedziałem.
- A co będę z tego miała?- zapytała.
- Buziaka w policzek?- spytałem cwaniacko się uśmiechając.
- Powtórz, bo nierówno się oplułeś.- odparła, a ja parsknąłem śmiechem.
- No to co byś chciała, by się uśmiechnąć?- zapytałem.
- Wystarczyło by to, gdybyś odsunął się ode mnie na jakieś... hmm... no nie wiem... z dwadzieścia metrów?- powiedziała sarkastycznie.
- To nie jest realne. Jest coś jeszcze co chciałabyś, aby się uśmiechnąć?- spytałem.
- Nie... O już wiem! Załatw mi od was wszystkich autograf, bo Ania mnie zabiję, a sama was nie poprosi.- odparła.
- Kim jest Ania?- zapytałem.
- To moja koleżanka z Polski i wasza fanka. Nie rozumem jak można kogoś lubić nawet go nie znając...- powiedziała.
- A który z nas jest jej ulubieńcem?- zaciekawiłem się.
- Jeśli dobrze pamiętam, to dwa czuby, których nie lubię najbardziej, czyli ty i Louis.- odparła.
- Dlaczego mnie nie lubisz?- zapytałem.
- Boże... co ja zrobiłam źle, że ten dureń mnie męczy.- powiedziała szukając litości.
- Po pierwsze nie jestem durniem, tylko Bogiem Niallerem, a po drugie jestem ciekawy jaka jest twoja opinia.- odparłem.
- Nie lubię ludzi, którzy zadają dużo pytań lub są Louisem Tomlinsonem. Starczy? Tak, to teraz mógłbyś się łaskawie odczepić?- zapytała.
- Nie mogę.- powiedziałem.
- A to czemu?- spytała.
- Bo chcę cię poznać.- odparłem.
- Wiesz już dużo rzeczy o mnie, co ty jeszcze chcesz?- właśnie weszliśmy do basenu na dworze i rozbłysnął blask fleszy.- Weź im powiedz, żeby robili tylko tobie zdjęcia, albo zrobili duże piksele na mojej twarzy, bo jakoś nie uśmiecha mi się występowanie na pierwszych stronach gazet.- powiedziała.
- Myślisz, że oni mnie posłuchają? Znasz nas, zna cię cały świat.- odparłem drwiąco.
- To po co ja was poznawałam...- westchnęła i już się nie przejmowała zdjęciami.
- Ej Nath, chodź ze mną na tą zjeżdżalnię.- zawołał za nami Jack.
- Oczywiście! Zrobię wszystko byleby się oderwać od fotoreporterów i tych innych gówien.- powiedziała i ruszyła za bratem.
~ Nath ~
W co ja się wpakowałam. Mogłam się nie zgadzać na to głupie ciastko i nie zapraszać go do aqua parku. Po co ja go w ogóle ze sobą wzięłam?! Przecież ja gościa nienawidzę, a teraz jeszcze moje i jego zdjęcia będą w gazetach. Czym ja sobie zasłużyłam na takie życie?
- ...Nath?- z moich rozmyślań wytrącił mnie dobrze znany głos mojego brata.
- Co...? Zamyśliłam się.- powiedziałam.
- Myślałaś o Niall'u co?- poruszał znacząco brwiami.
- Taa... mhm...- zrobiłam młynka oczami.
- Jedź pierwsza.- rozkazał.
- Sam se jedź.- odparłam, a on zjechał.
- Czemu nie zjeżdżasz?- dobiegł mnie głos blond durnia za plecami.
- Bo czekam aż ty zjedziesz.- odparłam znudzonym tonem.
- Czemu?- nie dawał za wygraną.
- Nie zadawaj tyle pytań tylko zjeżdżaj, bo mi się zimno robi.- prawie krzyknęłam.
- Dobra, czekam na dole.- odpowiedział i zjechał.
- Ale ja wcale nie chcę byś czekał...- powiedziałam sama do siebie i też zjechałam.
- O! Jesteś wreszcie! Jak było?- zapytali równocześnie.
- Zajebiście! Co wy wszyscy tyle pytań zadajecie, nie możecie się chociaż na pięć jakże boskich minut zamknąć?!- prawie wykrzyczałam.
- Co ona ma okres czy jak...?- słyszałam jak Jack zwraca się do Niall'a.
- Dla twojej świadomości nie, nie mam okresu.- powiedziałam oburzona i wyszłam z basenu, by spróbować się choć troszkę opalić, co przy mojej skórze jest niewykonalne. Słyszałam pluski wody i krzyki chłopaków. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Dziwne zasnęłam, ale wiem co dzieje się w około. Nagle poczułam, że mi zimno i mokro. Gwałtownie się podniosłam tym samym uderzając w metalowe pudełko, które trzymali Niall i Jack.
- Auaa...- potarłam bolące miejsce i zmroziłam ich spojrzeniem.
- Niall... W NOGI!!!- krzyknął mój brat i po chwili byli z powrotem w basenie.
- Debile...- mruknęłam.
- EJ!!!- krzyknęli, gdy to usłyszeli, a ja się zaśmiałam.
- Jack, gdzie jest tata? Zimno mi się robi i nie chce mi się tu siedzieć.- powiedziałam pocierając dłońmi ramiona.
- Teraz ci cieplej?- zapytał Niall wychodząc z basenu i obejmując mnie ręką.
- Lodowato.- powiedziałam i strzepnęłam jego ramię.
- Królowa śniegu.- rzekł.
- Zgredek się odezwał.- odparłam, a Jack wybuchł gromkim śmiechem.
- No już dobra. Chodźcie zakochańce.- zmierzyłam mojego brata wzrokiem rządnym mordu, a potem poczułam, że zaczynam się czerwienić. O nie! Nie ma tak dobrze! To już trzeci raz tego dnia!
- Spieprzaj.- rzuciłam i poszłam w stronę wyjścia.
- Oj nie wkurzaj się tak, tylko żartowałem.- powiedział Jack.
- Gdyby ten żart był śmieszny to byś się nie usprawiedliwiał słownie. Jeśli już masz gadać jakieś dowcipy, żarty, kawały czy Bóg wie co jeszcze to chociaż postaraj się by były choć odrobinę śmieszne.
- Ej siostra co cię dzisiaj ugryzło?- zapytał mój brat.
- W domu ci powiem, bo teraz to już mi naprawdę zimno i chciałabym... APSIK!!!... ehhh... wrócić.- odpowiedziałam.
- Dobra, chodź Niall wracamy, bo jak ona się przeziębi to mi spokoju nie da.- powiedział Jack.
Zaśmiałam się pod nosem. Blondyn stanął po mojej lewej, a mój brat po mojej prawej stronie. Szliśmy przyklejeni do siebie, co sprawiło, że przestałam się aż tak trząść z zimna. Weszłam do swojej szatni. Teraz wcierałam w siebie balsam waniliowo-czekoladowy. Ubrałam się do końca w te same ciuchy co wcześniej, bo na moje nieszczęście nie wzięłam nic cieplejszego. Wyszłam i zobaczyłam już chłopaków i mojego tatę.
- Ugh... jak zimno. Jest lato, a zimno jak cholera... Jack masz bluzę?- zapytałam brata.
- Sory na mnie nie licz, gdybym wiedział, że ci będzie zimno to bym wziął.- odparł, a ja westchnęłam i potarłam ramiona.
- Masz moją.- zwrócił się do mnie Blondyn.
- Dziękuję.- odparłam i odebrałam od niego ciuch.- Ale ona cieplutka.- zaśmiałam się chicho, a chłopaki po prostu z beki nie mogli.- No i z czego tak rżycie?- zapytałam.
- Wyglądasz... hahah... jakbyś zaraz... haha... miała w niej... hahhaa... utonąć...- powiedział przez śmiech Jack, a ja zrobiłam młynka oczami.
- To skoro ci tak zimno, to zapraszam was na gorącą czekoladę.- odezwał się tata.
- TAAAK!!!- krzyknął Jack tak, że kilku przechodniów się obejrzało, a ja odruchowo trochę się skuliłam.
- Ja nie będę się narzucał...- zaczął Niall, ale nie dane mu było skończyć.
- Niall... dobrze pamiętam?- na te słowa Blondyn przytaknął.- To nie problem, żebyś z nami pojechał. Chodź, będzie fajnie.- dokończył.
- No dobrze.- powiedział chłopak.
- To jak teraz jedziemy? Tak jak wcześniej czy ja i Nath się zamieniamy?- zapytał się Jack.
- Mi jest obojętnie z kim pojadę, dużego wyboru nie mam i tu będę jechać z facetem i tu będę jechać z facetem.- odparłam znudzonym tonem.
- Ja jadę z tatą. A i żeby nie było, że nie powiedzieliśmy, jedziemy do Starbucks'a- powiedział mój brat i puścił oczko do Blondyna.
- No dobra, w takim razie chodź chłopcze o farbowanej blond czuprynie.- powiedziałam do Niall'a i ruszyliśmy do jego auta.
~ Jack ~
- Niall, to bardzo miły chłopak, jak na pierwszy rzut oka.- powiedział tata.
- Pytanie tylko dlaczego Nath, go tak nienawidzi.- odparłem.
- Może jej ubrudził ulubioną koszulkę. Zauważyłeś chyba, że wróciła w innej niż wyszła.- podsumował.
- Racja. On by się nadawał na chłopaka Nath.- odpowiedziałem.
- Ale ona chyba za nim nie przepada co? Poza tym to nie jest jeden z tego zespołu, czekaj to był... Tokio Hotel.- zaśmiałem się.
- One Direction.- poprawiłem go.
- Brzmi bardzo podobnie.- próbował się usprawiedliwić.
- Spoko, przecież nie musisz tego wiedzieć.- odparłem.
Dojechaliśmy pod kawiarnię. Tuż obok nas zaparkował Niall. Nath wysiadła jak zwykle w swoim dziwnym humorze.
~ Niall ~
Weszliśmy do kawiarenki. Zajęliśmy stolik z dwoma kanapami ustawionymi naprzeciwko siebie. Ja i Nath usiedliśmy pod oknem, Jack obok mnie, a jej tata obok niej. Nagle rozległ się dźwięk sms'a. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i odczytałem wiadomość.
''Spójrz przez okno
Zayn''
Zrobiłem tak jak kazał. Ujrzałem całą czwórkę. Pomachałem nieśmiało. Nath to zauważyła i odruchowo się odwróciła. Chłopaki ją zobaczyli i ich usta zaczęły się układać w słowa ''jagódka''. Czyli mamy dla Nath przezwisko. Znowu dźwięk wiadomości, tylko tym razem do niebiesko-włosej. Odczytała i na jej twarzy teraz malowało się zdziwienie pomieszane z przerażeniem i lekką irytacją oraz wściekłością.
- Ja muszę iść. Simon do mnie napisał, że chce się pilnie spotkać. Nie wiem czego chce, ale widocznie to ważne, skoro do mnie napisał.- powiedziała.
- Ale jeszcze nawet nie dostałaś swojej czekolady.- odparł jej tata.
- Ktoś z was ją wypije, ja naprawdę muszę iść. Pa, pa.- cmoknęła swojego tatę w policzek i szybkim krokiem wyszła z kawiarni.
~ Nath ~
Czego on ode mnie chce. Rzadko gdzieś wychodzę z rodziną, a właśnie siedziałam z nimi. On zawsze wszystko psuje.
- Czemu jesteś w bluzie Niall'a?- zapytał mnie ktoś z tyłu, zatrzymałam się i obróciłam, był to Liam, a za nim szła reszta.
- A czemu mam się tobie tłumaczyć? Sory, nie mam czasu, śpieszę się na spotkanie.- powiedziałam i ruszyłam dalej przed siebie.
- Idziesz się spotkać z chłopakiem?- tym razem spytał Harry.
- Po pierwsze nie mam chłopaka, a po drugie idę się spotkać z trenerem, który znowu rozpieprza mi rodzinny wypad.- powiedziałam wkurzona, przez co bardziej przyśpieszyłam.
- To może chociaż dasz nam swój numer?- zapytał Hazza.
- No... dobra, ale szybko. Dam temu kto najszybciej wyciągnie telefon i sobie przepiszecie.- chwyciłam komórkę Liam'a i pospiesznie wpisałam ciąg cyfr.- A i jeszcze jedno, Louis nie może dostać mojego numeru.
- Daczego?- spytał oburzony Tomlinson.
- A tak jakoś bez powodu, wiesz?- odparłam sarkastycznie.- Niall'owi też nie dawajcie.- rzuciłam i już prawie biegłam w stronę London Eye Park.
- Już jesteś. Chyba ci nie przeszkodziłem.- powiedział do mnie pan Rich.
- Owszem przeszkodził mi pan. Więc o co chodzi?- zapytałam.
- Niedługo są zawody i chciałbym cię na nie wysłać, ale nie byłaś wczoraj na treningu, więc koniecznie musiałem porozmawiać z tobą dzisiaj, bo zawody już pojutrze.- odparł.
- O rany... zapomniałam o wczoraj, przepraszam i z chęcią pojadę na te zawody.- powiedziałam.
- To wszystko, co mam ci do przekazania. Do zobaczenia jutro.- pożegnał się i odszedł.
- Którędy ja mam wracać... zadzwonię po tatę.- wybrałam numer, ale nie odebrał.
Zadzwoniłam do Jack'a, ale on też nie odebrał. Znowu zaczęło mi się robić zimno i do tego zaczęło padać. Usłyszałam dźwięk sms'a. Spojrzałam na wyświetlacz i odczytałam wiadomość.
''Jack zostawił telefon w domu, a twojemu tacie się rozładował. Obaj się o ciebie martwią. Napisz gdzie jesteś, zaraz po ciebie przyjadę.
Niall''
Odpisałam mu gdzie jestem i usiadłam na ławce trzęsąc się z zimna. Podsunęłam kolana pod brodę i próbowałam jak najciaśniej opatulić się bluzą Blondyna. Dopiero teraz poczułam zapach jego perfum. Są po prostu nieziemskie. Nie rozumiem dlaczego zawsze ci, którzy najbardziej wkurzają są najmilsi i najfajniej pachną... Po chwili zobaczyłam znajomy mi już samochód. Podeszłam i wsiadłam do środka.
- Biedactwo... cała mokra jesteś, chora będziesz.- powiedział troskliwie i ruszył.
- Nie obchodzi cię to, że twoja bluza też jest mokra?- zapytałam.
- Bardziej mnie obchodzi twoje zdrowie, niż jakaś bluza. Zawsze mogę sobie kupić nową i będzie po sprawie, a zdrowia nowego się nie da kupić.- odparł, a ja się uśmiechnęłam pod nosem.- Widzę, że się uśmiechasz.- powiedział, a ja się lekko zaśmiałam.
- Boże... jak ja wyglądam... nie boisz się jeździć z takim potworem?- powiedziałam spoglądając w lusterko.
- Jakoś nie bardzo, czemu miałbym się bać dziewczyny, która wygląda jak zmokła kura.- zaśmialiśmy się oboje.- Jej! Udało mi się ciebie rozśmieszyć.- a te słowa zaśmiałam się jeszcze bardziej.
- Niall gdzie ty jedziesz? Przed chwilą minęliśmy mój dom.- powiedziałam.
- Twój tata powiedział, że mam cię zabrać do nas i Jack też przyjdzie, tylko mam mu podać adres.- odparł.
- No dobra, ale ja chciałabym się przebrać w coś suchego, bo nie chce być przeziębiona.- mruknęłam.
- Dam ci jakąś koszulkę i dresy chyba, że wolisz, bym do Jack'a napisał, aby coś ci przyniósł.- odpowiedział.
- Opcja z dresami pasuje, ale jakoś wolę swoje ciuchy, więc jeśli to nie byłby dla ciebie problem, to napisz do niego, by mi przyniósł ciuchy.- powiedziałam.
- Dobra, a teraz chodź.- odparł i weszliśmy do domu.
- Cześć Jagódko!- krzyknęli z salonu chłopcy.
- Skoro ja jestem ''jagódka'', to wy jesteście wkurzającymi robakami próbującymi mnie zjeść.- odparłam, a oni się zaśmiali. Po chwili dobiegł nas dźwięk dzwonka do drzwi. Niall poszedł otworzyć, a ja stanęłam za nim.
- Hej. Wow siostra! Wyglądasz jak zmokła kura!- krzyknął od progu Jack, a z salonu znowu słychać było śmiech.
- Masz dla mnie te ciuchy?- zapytałam, gdy już się rozebrał.
- Tak, ale chyba nie trafiłem z kolorem i fasonem, jak tak na ciebie patrzę.- spojrzałam na niego dziwnie i zajrzałam do siatki.
- CZY CIEBIE DO RESZTY POJEBAŁO?!- krzyknęłam tak, że pewnie sąsiedzi też usłyszeli.- Różowa sukienka w kwiatki?! Skąd ty to wziąłeś?!- pytałam podnosząc głos, a chłopaki stanęli za mną i przyglądali się całej akcji.
- No z twojej szafki.- powiedział.
- Od kiedy ja mam coś takiego w szafie...?- powiedziałam podkreślając słowo ''takiego''.
- To twój brat? Wyglądacie identycznie, tylko ty jesteś blada, masz niebieskie włosy i nie jestem pewien, ale chyba jesteś dziewczyną.- powiedział Louis.
- Walnąć cię?- spojrzałam na niego, on spojrzał na Jack'a, a Jack potrząsał głową na nie.
- Przepraszam, ale nie skorzystam z propozycji.- odparł.
- Wiesz co Niall, może jednak pożyczę od ciebie te dresy, bo nie mam zamiaru ubierać się w to coś.- powiedziałam.
~ Niall ~
- Dobra, to chodź.- powiedziałem, a dziewczyna poszła za mną do mojego pokoju.
- Nie masz przypadkiem rzeczy za małych na siebie co?- zapytała, a ja pokiwałem głową na boki.
- Może nie będzie aż tak duże jak ta bluza, bo ona jest dwa rozmiary większa niż mam.- odparłem.
- Dziękuję, po raz kolejny mnie ratujesz.- powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
- Nie ma za co.- odparłem czerwieniąc się i odruchowo dotknąłem miejsca, na którym przed chwilą były jej usta.- Proszę.- podałem jej ciuchy.
- O czyżbym sprawiła, że się rumienisz?- zaśmiała się.- Gdzie jest łazienka?
- Tutaj.- wskazałem na drzwi obok szafy.
- Każdy w was ma własny pokój i łazienkę? Wypas.- powiedziała i weszła do pomieszczenia.
Rozłożyłem się na łóżku i czekałem, aż wyjdzie. Zacząłem przeglądać twittera w telefonie. Włączyła się jakaś reklama, na której był napis i wstawione moje zdjęcie jak razem z Jack'iem ochlapuję Nath wodą z wiadra.
''Czy Niall Horan ze sławnego zespołu One Direction ma nową dziewczynę? Kim jest niebiesko włosa piękność, z którą nasz Blondynek był w Aqua Parku? A może to po prostu kolejna znajoma ze szkoły? Wkrótce się tego dowiemy. Jedyne informacje jakie zebraliśmy na jej temat są na naszej stronie internetowej''
Nie wiedziałem, że to się tak szybko rozniesie... Usłyszałem szczęk klucza w zamku, więc wyłączyłem wszystko i schowałem telefon do kieszeni. Po chwili dziewczyna wyszła ubrana w moje ciuchy. Mimo, że to męski zestaw ubrań to ona i tak wyglądała dziewczęco. Tak jak myślałem ubrania nie były mocno za duże, tylko trochę. Zawiązała sznurek spodni tak, by jej nie spadały. Zeszliśmy na dół. Postanowiliśmy, że obejrzymy jakiś horror. Włączyłem jeden z moich ulubionych, a za razem najstraszniejszych. Usiedliśmy po kolei od lewej: Liam, Zayn, Harry, Jack, Louis, Nath i ja. Jeszcze zanim zaczął się film skoczyłem do kuchni po sześć gigantycznych misek popcornu, 4 Coca-Cole i chyba z dziesięć paczek żelków. Nath skrzywiła się na widok Coli.
- Ej Niall weź przynieś coś niegazowanego, bo Nath nie lubi gazowanego.- powiedział Jack.
- Nie lubisz gazowanego?!- wszyscy ją zapytaliśmy w tym samym czasie.
- No i co w tym złego... Jezuuu...- powiedziała znudzonym tonem.
- Złego nic, ale dziwna jesteś...- powiedział Lou, a dziewczyna dała mu mocnego kuksańca w bok.
Przyniosłem dwa niegazowane soki. Film się zaczął. Mimo że znam już cały na pamięć to lubię go oglądać. Ja Nath i Tommo jedliśmy popcorn z jednej miski, a reszta podzieliła się na dwójki i wzięła następne naczynia. Akcja horroru zaczęła się coraz bardziej rozkręcać. W pewnym momencie ja i Nath w tym samym czasie chcieliśmy wziąć popcorn i wyszło tak, że ona położyła swoją drobną dłoń na moją, po czym speszona szybko ją cofnęła. Nasze spojrzenia się spotkały, ale po chwili znów było jak wcześniej i oglądaliśmy film, nie przejmując się tym co się przed chwilą stało. Po chwili poczułem na drugiej ręce zimny dotyk. Zobaczyłem, że Nath ściska moją dłoń i lekko się trzęsie. Spojrzałem na telewizor i zrozumiałem dlaczego tak zrobiła. Na ekranie właśnie pojawił się jeden ze straszniejszych momentów. Lekko zacisnąłem palce, a dziewczyna posłała mi wdzięczne spojrzenie. Po chwili Lou pisnął ze strachu i wtulił się w Nath.
- Louis debilu odczep się ode mnie. Przytulaj się do Jack'a!- zaśmiałem się.
Chłopak nie zareagował, więc niebiesko włosa dała spokój. Cały czas trzymała moją rękę. Pod koniec filmu jej uścisk się obluzował. Spojrzałem na nią, a ona spała. Muszę przyznać rację Zayn'owi jest naprawdę śliczna. Reszta też już spała oprócz Liam'a, który pomógł mi wszystkich pozanosić do pokoi. Jack'a zostawiliśmy na kanapie, ale nie wiedzieliśmy co zrobić z Nath.
- Weź ją do siebie. Bo spędziłeś z nią najwięcej czasu.- powiedział Liam.
- Dobra. Rano będziesz mógł się pożalić jej z koszmaru o łyżkach.- zaśmiałem się i poszedłem z niebiesko włosą na rękach do mojego pokoju.
Ma bardzo twardy sen. Ściągnąłem jej spodnie, by lepiej jej się spało, po czym sam się rozebrałem położyłem obok i zasnąłem.



Natalia! I will kill you! Jak mogłaś tak skończyć?! Mam nadzieję, że Katherine się pojawi w dwójce! Sorry, że mnie nie było na skype od wtorku, ale byłam u babci. A tam trudno z netem...
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM DO SB: www.kathyvlue.blogspot.com :)
Nathalie! Jeśli za niedługo nie dodasz dwójki, I WILL KILL YOU... Strzeż się... :) :) xDD
OdpowiedzUsuń