piątek, 7 listopada 2014

5. To znaczy, że...?

* 2 i pół tygodnia później. *

~ Nath ~

Zostały tylko 4 dni do ściągnięcia bandaży. Już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę ''wolna''.
- Dość wczesną mamy porę nie sądzisz?- spojrzałam na zegarek, który wskazywał 5.38 rano.
- No raczej... Nie spałem najlepiej, a ty?- spytał.
- Nie najgorzej, aczkolwiek mogłoby być lepiej.- odparłam i usłyszałam dzwonek do drzwi.- Kto to może być o tej porze...? Otworzysz?- zrobiłam słodkie oczka do brata.
- Przecież po to żyję, prawda?- zapytał retorycznie.
Usłyszałam jak otwiera drzwi, a potem dobiegły mnie odgłosy przyciszonej, nerwowej rozmowy. Nic nie rozumiałam, mimo że mam bardzo, bardzo dobry słuch. Udało mi się tylko określić, że nie licząc mojego brata są jeszcze 4 inne osoby. Zastanawiałam się, czemu szepczą, skoro nikt nie śpi, a tata jest w biurze. Po chwili dobiegł mnie głos zamknięcia drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam wchodzących do salonu chłopaków z 1D, ale (co mnie bardzo zaskoczyło) bez Blondyna.
- Cześć chłopaki. Gdzie zgubiliście Niall'a?- spytałam uśmiechając się.
- My przyszliśmy właśnie w tej sprawie...- podrapał się po głowie Zayn.
- Jak to? Coś mu się stało?- spochmurniałam.
- Eee... Można tak powiedzieć...- mruknął Liam, a ja się spojrzałam na nich wyczekująco.
- Wyjaśni mi to ktoś?- zapytałam.
- Eghem... Opowiem ci teraz pewną historię, ale słuchaj jej bardzo uważnie...- nie dałam skończyć Harry'emu.
- Nie mam czasu na jakieś debilne historie, gadajcie co jest grane?- prawie krzyknęłam.
- Spokojnie, nie spinaj się tak. Więc sprawa wygląda jasno Niall się w tobie zakochał, ale wiedział, że nie odwzajemniasz jego uczuć, dlatego postanowił ci o tym nie mówić. Później Kath i Katy wpadły na jakże ''genialny'' pomysł sabotowania cię. Więc nasz Loczek postanowił się im zrewanżować, bo sprawa dotyczyła również jego. On też wpadł na świetny pomysł z ''byciem parą'' i pojechał objaśnić to tobie. Tego owego dnia Niall wrócił późno do domu, smutny, przybity i nie dało się go rozśmieszyć. Nawet filmu nie chciał z nami oglądać. Zamknął się po prostu w pokoju i w ogóle nie wychodził, do nikogo się nie odzywał, do szkoły też nie chodził. Nie przychodził na spotkania, nie widywał się z wytwórnią. On nawet nie jadł, co było prawie niemożliwe. Mówiliśmy, że jest chory. Nie wiedzieliśmy co się z nim dzieje dopóki Hazz nie obwieścił nam swojego planu. Liam'owi udało się z nim pogadać, a następnego dnia on się najzwyczajniej w świecie rozpłynął. Zniknął. Nadal nie wrócił. Nie odbiera telefonu, nie ma z nim żadnego kontaktu. Więc przyszliśmy do ciebie mając w nadziei, że ty coś wymyślisz.- wyjaśnił Louis.
- Że jak?! Wy żartujecie tak?- spytałam z niedowierzaniem i wstałam.
- Czy ja wyglądam jakbym żartował?- spytał mnie Lou ze zbyt poważną jak na niego miną.
- Ale... Boże ten chłopak jest niemożliwy... Pewnie to chciał wtedy ukryć... Że się we mnie zakochał... Ale dlaczego padło na mnie? Nie jestem ani ładna, ani mądra, ani utalentowana, ani  nawet nie staram się przyzwoicie zachowywać. Poza tym, kto by chciał chodzić z tak tłustą osobą jak ja?- gadałam sama do siebie krążąc wokół stolika. Podszedł do mnie Harry i podciągnął moją koszulkę.- C-c-co ty robisz debilu?!- krzyknęłam, a on natychmiast puścił moją bluzkę.
- Gdzie ty do cholery jasnej masz jakiś tłuszcz?- zapytał.
- No wszędzie, nie udawaj, że nie widzisz.- odparłam.
- Czyli rozumiem, że w twoim mniemaniu tłusta osoba, to taka, której pępek jest przyklejony do kręgosłupa tak?- zadrwił Louis.
- Zamknij się, albo pożałujesz, że się urodziłeś.- spojrzałam na niego z mordem w oczach.
- Spokojnie, nie ma powodu do kłótni. My już musimy spadać, bo mamy spotkanie, ale jak tylko coś wymyślisz daj znać.- powiedział Liam i wyszli.
- Boże dlaczego ty mi tak życie komplikujesz...- powiedziałam do siebie i pobiegłam do swojego pokoju, nie chciałam, żeby Jack widział, że płaczę.
Usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Poczułam, że się unoszę, rozejrzałam się na boki i zobaczyłam, że różne inne rzeczy też się unoszą. ''Czyli nie potrafię kontrolować tego, gdy jestem smutna... Nie... nie gdy jestem smutna, to musi być co innego...'' Oglądałam moje bandaże. Moje palce już i tak są wyleczone od dwóch tygodni, więc po co mi te głupie opatrunki? Kolejny plus moich nadprzyrodzonych zdolności szybka regeneracja kości i ran. Jest jeszcze mnóstwo tych moich ''medżików'', gdyby ludzie wiedzieli, że je mam byłabym wszechmogąca (nie będę opisywać innych zdolności, a jest ich bardzo dużo, ale będzie o tym w kolejnych rozdziałach). Mniejsza o to. Jak mogę myśleć o sobie, kiedy Niall gdzieś zniknął. Boże jaka ze mnie egoistka... Zaczęłam cicho szlochać i spuściłam głowę w dół.

~ Jack ~

Wchodząc na górę usłyszałem jak Nath płacze. Zaskoczyło mnie to, bo ona niewiarygodnie rzadko płacze. Uchyliłem jej drzwi bez pukania. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że w jej pokoju niemal wszystko lewitowało, razem z nią siedzącą na uniesionym łóżku. Gdy już się otrząsnąłem, wszedłem po cichu do środka. Nie licząc dnia, w którym przyszedłem oddać jej kostium nie byłem tu odkąd się wprowadziliśmy. Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo zmienił się jej pokój, a co się z tym wiąże również ona. Wdrapałem się na łóżko obok niej. Dopiero teraz mnie zauważyła. (Cała rozmowa przebiegała po polsku.)
- Hej.- powiedziała drżącym szeptem.
- Cześć.- odpowiedziałem jej cicho.
- Po co przyszedłeś?- spytała nadal tym samym tonem.
- Żeby cię uświadomić, że nie jesteś sama.- odparłem.
- Jak to?- spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Nie rozumiem, o czym mówisz...
- Chodzi o to, że nie chcę żebyś myślała, że cię nie kocham, czy coś... Zawsze chciałem być dobrym bratem, ale byłem zazdrosny i... Jest mi przykro, że wolałabyś, aby Niall był twoim bratem, a nie ja, ale rozumiem...- wyjaśniłem.
- Przepraszam... Skąd o tym wiesz?- zapytała.
- Ja też jestem dzieckiem słynnej Veronic Nathalie Blues.- powiedziałem.
- To znaczy, że ty też...- nie dałem jej skończyć.
- Tak i myślałem, że jestem jedyny, może więc nasze moce po prostu nie są tak silne, bo zostały rozdzielone.- dałem sugestie.
- Albo są tak samo silne, ale jeśli będziemy współpracować będą silniejsze, a co za tym idzie możemy...
- Odnaleźć Niall'a- powiedzieliśmy oboje.
- Tylko jak to zrobić...?- zamyśliłem się.
- Wiesz no nasze łącze empatyczne i telepatyczne wygasło po śmierci mamy, tak jakby to ona była źródłem tej mocy, co w sumie by się zgadzało, ale czasem słyszałam twoje myśli. Na przykład kiedy tata się dowiedział, że jak byliśmy w pierwszej klasie podstawówki, kopnąłeś nauczycielkę... Po tej kłótni  wtedy słyszałam takie jakby urywki twoich rozmyślań, jakbyś oczekiwał wsparcia, ale niezbyt chciał to okazywać.- powiedziała.
- Wow... To jest po prostu niesamowite... Między nami są jeszcze dwie więzi...- odparłem.
- Jakie?- spytała.
- Pierwsza, to rodzinna, a druga bliźniacza. Przez nią właśnie powinniśmy się porozumiewać, ale jakoś nasze kontakty nigdy nie były dobre...- wyjaśniłem.
- W takim razie... Chyba zgodzisz się ze mną, że... że czas to zmienić.- spojrzała na minie oczami pełnymi... nadziei?
- Tak, zgadzam się z tym.- odparłem.
- Dziwne jest to, że mogę czytać każdemu w myślach, ale na świecie istnieją tylko dwie osoby, które mogą odczytać moje myśli, z czego z jedną mogę się komunikować bez słów, a druga po prostu ma taki dar jak ja.- powiedziała.
- Kto?- zdziwiłem się.
- Niall i ty.- odparła i znów spuściła głowę.
- Naprawdę? Niall jest taki jak my?- zapytałem z niedowierzaniem.
- Nie, ale on... On jakimś nieprawdopodobnym sposobem wzbudził we mnie swoje zaufanie i nawiązałam z nim więź telepatyczną.- wytłumaczyła.
- To nieźle. On teraz jest na świecie jedyną osobą, która wie o naszych... Przepraszam twojej mocy.- poprawiłem się.
- Ale niedługo będzie wiedział też o twojej, więc nie przesadzaj.- na jej twarzy na ułamek sekundy przetoczył się cień uśmiechu.
- Więc jak go znajdziemy?- spytałem.
- Może najpierw spróbuje do niego zadzwonić, jeśli nie odbierze, wtedy pomyślimy o czymś innym.- odparła i (telekinetycznie) wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Blondyna. Włączyła na głośnomówiący. Po dwóch sygnałach włączyła się poczta głosowa.
- Odrzucił połączenie...- powiedziałem nieco zaniepokojony.
- Coś mi mówi, że on chce chociaż przez jeden dzień odetchnąć...- odparła zrezygnowanym tonem.
- Miejmy tylko nadzieje, że nic sobie nie zrobił...- mruknąłem.
- Szkoda, że nie jestem optymistką, tylko pesymistką...- westchnęła.
- Nath muszę iść, umówiłem się z tatą, że wpadnę do niego o szóstej, bo prosił. Pamiętaj, że cię kocham.- pocałowałem ją w czoło i poszedłem na dół.
Ubrałem się, wziąłem kanapkę wcześniej przeze mnie zrobioną i wyszedłem na zewnątrz. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w stronę głównego biurowca ojca.

~ Niall~

Czułem się strasznie odrzucając połączenie od Nath, a jeszcze straszniej się czułem, bo w ogóle zadzwoniła. Potrzebuję chwili odetchnienia. Muszę przemyśleć parę spraw. Mam nadzieję, że nasze łącze telepatyczne nie sięgnie aż tu i mam też nadzieję, że nikt nie wpadnie na to, by tu przyjechać. Zadzwoniłem do drzwi, które po krótkiej chwili się otworzyły.
- Niall, skarbie jak ja cię dawno nie widziałam.- powiedziała moja mama i mnie przytuliła.
- Ja też tęskniłem.- odparłem.
- Wejdź. Jak długo u nas zostaniesz?- spytała.
- Dopóki nie zechcesz, abym wyszedł, albo wcześniej, bo widzisz mam problem... z dziewczyną.- podrapałem się po tyle głowy wchodząc do salonu.
- Czy jakaś znowu złamała ci serce?- zatroskała się mama.
- Nie... Chodzi o to, że ja się w niej zakochałem, ale ona nie odwzajemnia tego. W szkole takie dwie dziewczyny ją sabotowały, bo przejęła władzę i Harry, żeby za ich zemstę się na nich zemścić postanowił stworzyć fikcyjny związek z tą dziewczyną, a gdy to usłyszałem, to myślałem, że mi serce pęknie...- opowiedziałem.
- A jak ona ma na imię?- spytała mama.
- Nathalie, Nathalie Blues.- westchnąłem na wspomnienie o niebieskowłosej.
- Taka co ma niebieskie włosy?- zapytała.
- Tak, znasz ją?- zdziwiłem się.
- Nie osobiście. Przyleciała tu pół roku temu razem z ojcem i bratem. Rozdawała jedzenie i potrzebne rzeczy biedniejszym rodzinom i osobom.- wyjaśniła.
- Nic mi o tym nie powiedziała...- zamyśliłem się. Rozległ się szczęk otwieranych drzwi, a do salonu wszedł ojciec.
- Niall, synu, co cię sprowadza do domu?- zapytał i uścisnął mnie.
- Cześć tato.- odparłem.
- To czemu przyjechałeś?- usiadł na fotelu na przeciwko mnie.
- Problemy sercowe?- oznajmiłem nieco pytająco.
- Ach... Rozumiem.- powiedział w półuśmiechu.
- Mógłbym pójść na górę? Dawno tam nie byłem...- spojrzałem na schody.
- Oczywiście! Nawet nie pytaj, przecież to nadal twój dom synku.- mama uśmiechnęła się ciepło, co mi też nieco poprawiło humor.
- Dobrze mamo.- odpowiedziałem i ruszyłem na górę.
- A nie jesteś głodny po podróży?- krzyknęła za mną troskliwie moja rodzicielka.
- Nie mam apetytu.- oznajmiłem i wszedłem dalej.
- Z Niall'em jest coś nie tak, nie uważasz?- usłyszałem przyciszony głos mamy.
- Sam mówił, że sprawy sercowe... Chłopak jest po prostu chory z miłości...- podsumował tata, a ja otworzyłem drzwi do swojego starego pokoju.
Zawsze gdy przyjeżdżałem do domu zastawałem mój kąt w nienaruszonym stanie. Błękitne ściany, duży, stary telewizor, kilka plakatów The Beatles, zawsze pościelone łóżko i zero kurzu. Tak samo poukładane książki, płyty, gry... Wszystko było takie jak zawsze z wyjątkiem jednego... Mianowicie brakowało tu młodego chłopaka z wielkimi marzeniami. Coś leżącego na biurku przykuło moją uwagę. Podszedłem bliżej. Sądzę, że moja mama zapomniała czegoś wziąć, gdy ścierała kurze. Było to kilka białych kartek. Poodwracałem  je na drugą stronę i to co tam zobaczyłem prawie zwaliło mnie z nóg. To były zdjęcia Nath i mnie (osobno). Przyglądałem się dokładnie fotografiom próbując znaleźć coś co je łączy i udało mi się. Było to identyczne tło z tyłu po prawej była niższa ode mnie o 2 głowy dziewczyna, w przypadku niebieskowłosej była tylko o 1 głowę niższa. Ten sam uśmiech, ta sama koszulka, to samo tło, ten sam układ postaci, aczkolwiek żadne ze zdjęć nie wyglądało na podrobione, a ja pamiętam tą dziewczynę. Przeprowadziła się do Dublinu z Kansas. Nagle poczułem, że mój telefon wibruje. Wyjąłem go i spojrzałem na wyświetlacz. Znowu Nath. Odebrałem i położyłem się na łóżku z telefonem przy uchu.
- Jack, powiedz mi co ja mam zrobić?- usłyszałem jej szloch w słuchawce.- Znowu odrzucił połączenie.
- Daj mu spokój, on musi odetchnąć. Sława też daje w kość.- odparł jej brat.
- Ale ty nie rozumiesz, że to przeze mnie on zniknął? Martwię się o niego... Boje się, że przez moją głupotę on coś sobie zrobi.- zaczęła trochę głośniej płakać.
- Po pierwsze to nie twoja wina, że się w tobie zakochał, jak to Louis powiedział, po drugie Niall to mądry i wyrozumiały chłopak, po prostu musi odpocząć od tego wszystkiego. Sądzę, że dobrze mu zrobi ten wyjazd. Zapomnij o nim, przynajmniej dopóki nie wróci.- powiedział Jack.
- Ale Jack jak ja mam o nim zapomnieć? Ja naprawdę się boję o niego... Boje się, że przeze mnie coś sobie zrobi, albo już nigdy się do mnie nie odezwie, albo odejdzie z One Direction, albo jeszcze wiele innych rzeczy... Martwię się o niego, bo to mój przyjaciel, rozumiesz?- zapytała szlochając.
- Jesteś pewna, że on nie jest dla ciebie kimś więcej? Wiesz, do tej pory Ania i Nikodem byli twoimi najlepszymi przyjaciółmi, ale o nich nigdy się AŻ tak nie martwiłaś.- zaakcentował jej brat.
Masz na myśli, że się w nim zauroczyłam?- spytała lekko zdziwiona.
- Mam na myśli, że się w nim zakochałaś. Jeszcze nigdy nie traktowałaś tak żadnego chłopaka. Poza tym zobacz Niall zniknął, a ciebie nie widziałem płaczącej odkąd dowiedziałaś się, że mama nigdy nie wróci. Przez bliźniacze łącze czuję twój smutek i rozumiem co czujesz, ale nie martw się o niego. On potrzebuje tego... Tej chwili spokoju, musi przemyśleć kilka spraw, pogadać z kimś komu może się zwierzyć, na przykład z mamą. Sądzę, że pojechał do rodziny.- wyjaśnił Jack.
- Do rodziny...- powtórzyła cicho Nath - No jasne! Niall jest w Irlandii, dlatego nigdzie go nie ma... Naprawdę sądzisz, że jestem w nim zakochana?- spytała.
- W stu procentach.- odpowiedział
- To znaczy, że co mam z nim iść na randkę?- zdziwiła się.
- No wiesz... Jak dwie osoby czują do siebie to samo, to wydaje mi się, że wypadałoby, abyś poszła z nim na randkę. Żeby się chociaż dowiedział jaka jesteś zrzędliwa.- na te słowa Nath się zaśmiała.
- A jak nam się nie uda? A jak coś spieprzę i już się nie będziemy przyjaźnić?- zapytała.
- Boże jaka ty jesteś uparta... Chociaż raz pomyśl optymistycznie. "Oczywiście najmądrzejszy braciszku, ty zawsze masz rację, pewnie będzie tak jak mówisz."- powiedział udając dziewczęcy głos.
- Ha ha, bardzo śmieszne... Ale masz rację, powinnam spróbować... Mam nadzieję tylko, że nic nie popsuje naszych więzi... Nie chciałabym z nim stracić kontaktu...- odpowiedziała.
- Spokojnie mała, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.- zapewnił ją brat.
- Ale nadal nie rozumiem dlaczego gdy się dowiedziałam, że Niall zniknął to wszystkie rzeczy zaczęły się unosić... Znaczy wiem, że to przez moją moc, ale nie wiem jakim uczuciem była kierowana, bo na pewno nie smutkiem... To musi być coś innego.- westchnęła.
- Może napisz do niego, że się martwisz, albo coś... Kto wie...- po tych słowach szybko się rozłączyłem, bo zrozumiałem, że Nath zaraz będzie sięgać po telefon.
- To znaczy, że ona mnie kocha...?- zapytałem po cichu sam siebie i uśmiechnąłem się na samą myśl o tym.
Po chwili dostałem sms'a.




Pomyślałem chwilę i odpisałem.

Nie odpisała na moją wiadomość, ale domyśliłem się, że się zdziwiła, bo odpisałem. Odłożyłem telefon na szafkę nocną i z pozycji półsiedzącej zsunąłem się. Włożyłem ręce pod głowę i zacząłem przyglądać się sufitowi. Po chwili usłyszałem dźwięk wiadomości. Sięgnąłem po telefon i odczytałem.




Ponownie odłożyłem komórkę i zasnąłem, bo byłem dość zmęczony po podróży.

* 3 dni później *

~ Nath ~

- Harry... Twój plan się chyba nie uda...- westchnęłam.
- Jak to?- zdziwił się Loczek.
- No bo ja... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Bo ty co?- zapytał zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Bo ja chyba kocham Niall'a.- powiedziałam niesłyszalnie.
- Ty co?- spytał.
- Chyba zakochałam się w Niall'u...- powiedziałam cicho.
- Ale i tak mogłabyś zrealizować ze mną ten plan. To jedyny sposób by zemścić się tak dosadnie na Kath.- odparł.
- A Katy? Ty jej nie interesujesz.- spojrzałam na niego.
- Z tego co wiem, to ona lubi Louis'a.- zamyślił się Harry.
- To co najpierw mam udawać, że jestem z tobą, a potem z nim? Albo, że tworzymy jakiś chory trójkąt? Wezmą was za bi, a potem pokaże się to w prasie, Harry to nie wypali...- mruknęłam.
- Racja, to nie wypali, wymyślę coś innego... Już bez pakowania się w fikcyjne związki.- powiedział.
- No ok. Pomyślałam sobie, że to są dziewczyny typu ''pięknisia'', prawda?- spytałam.
- Tak, a co? Masz jakiś plan?- zainteresował się.
- Tak, ale na zrealizowanie go potrzebny jest mi przynajmniej miesiąc. Czy one są w klubie cheerleader'ek?- zadałam pytanie.
- Tak. Chyba nie zamierzasz...- spojrzał na mnie.
- Owszem zamierzam.- uśmiechnęłam się triumfalnie.
- A umiesz dopingować? Po to one są.- powiedział.
- Mam dziesięć pierwszych miejsc, za najlepszą cheerleader'kę. Skarbie, mnie nikt nie podskoczy.- podniosłam prawy kącik ust do góry.
- To ty musisz być nie źle wygimnastykowana...- zamyślił się.
- A co, wątpisz w moje siły?- spytałam zadziornie.
- Boje się powiedzieć tak, więc powiem nie.- zaśmialiśmy się.
- A co u reszty chłopaków? Tak właściwie to gdzie oni są?- zdziwiłam się.
- Sam chciałbym to wiedzieć.- odparł.
- Już nie mogę się doczekać, aż jutro mi ściągną te głupie bandaże. Pierwszą rzeczą, którą zrobię będzie pójście na boisko. Mam taką chcicę na zagranie w koszykówkę, że aż się w głowie nie mieści...- powiedziałam.
- Umiesz grać w kosza?- zapytał zdziwiony.
- Oj Harry, Harry, Harry... Złotko ja potrafię wszystko.- powiedziałam z nieco uwodzącym akcentem.
- To dziwne...- mruknął.
- Ale co?- spytałam.
- Potrafię uwierzyć w to, że umiesz wszystko.- zaśmiałam się.
- Znamy się prawie miesiąc, a ty jeszcze nie byłeś u mnie w pokoju.- powiedziałam.
- Rzeczywiście.- oznajmił.
- Chodź, obejrzysz sobie moje królestwo.- skinęłam głową, by poszedł za mną.
- Nie źle.- powiedział rozglądając się po pomieszczeniu.- Jesteś figurową łyżwiarką i akrobatką?- zapytał patrząc na stroje w gablotach.
- Byłam.- odparłam zerkając w tę samą stronę trochę przygnębionym tonem.
- Przepraszam, nie chciałem poruszać ciężkich tematów.- podrapał się po tyle głowy.
- Nic się nie stało, miałeś prawo zapytać.- posłałam mu smutny uśmiech.
- Czemu zaczęłaś uprawiać takie sporty, jeśli mogę o to zapytać...
- Przez moją mamę. Ona... Też była akrobatką i cherleader'ką. Dzięki swojej populacji w szkole przez całe uczęszczanie do liceum i na studiach była prowadzącą samorządu. Do tego wygrywała wszystkie nagrody za królową balu. Była niesamowita... Trzy lata po naszych narodzinach...- zaczęłam a Harry zakaszlał.
- Przepraszam, jakoś nie mogę się przyzwyczaić, że jesteście bliźniakami.- wyjaśnił.
- Dużo osób tak ma... A więc trzy lata po naszych narodzinach... Mama miała wypadek i no wiesz... zmarła. Od tamtej pory postanowiłam, że chcę być taka jak ona. Wszystko mi się udało z wyjątkiem urody... Zdobywałam pierwsze miejsca za łyżwiarstwo i akrobatykę, ale to nie dawało mi spokoju... Chciałam ją pomścić wygranymi, ale to mnie tylko przytłaczało. Może nie wyglądam na wrażliwą, ale tak nie jest... Gdybyś spędził ze mną cały tydzień non stop, tak jak było z Niall'em wiedziałbyś jaka jestem naprawdę. Chodź, coś ci pokażę.- powiedziałam i weszłam do mojej garderoby.
- Chcesz mi pokazać swoje ciuchy?- spytał.
- Nie do końca.- odparłam i wzięłam tą samą sukienkę, którą miesiąc temu pokazywałam Irlandczykowi.
- Ładna sukienka.- skomplementował.
- To prawda.- odwróciłam ją tyłem, gdzie była duża dziura i zaschnięta, niesprana plama krwi.
- To twoja sukienka?- spytał, a ja skinęłam głową na tak.- Co się stało?
- Dwa miesiące temu w wakacje... Wystartowałam w zawodach akrobatycznych... Gdy nadszedł czas zakończenia saltem w tył mojego występu, wszystko było dobrze, dopóki nie stanęłam z powrotem na nogi. Byłam na takiej rurce... - wskazałam rurkę, na której wisiały moje ubrania.- Na takiej rurce, tylko, że dziesięć metrów nad ziemią... No więc jak już mówiłam miałam zrobić salto w tył i zakończyłabym mój występ. Gdy stanęłam z powrotem na nogi, metal pękł. Ja spadając w dół zahaczyłam plecami o jego ostry koniec, a skutki tego były takie, że podarłam i poplamiłam sukienkę, na plecach mam dwódziestocentymetrową bliznę i mam lęk wysokości.. Gdy dalej spadałam walnęłam głową o drewniany statyw, byłam nieprzytomna i miałam chwilowe wstrząśnienie mózgu. Tak naprawdę to boję się tego, że znów mogłabym przeżyć taki upadek, tylko, że tym razem mogłabym się już nie obudzić...- opowiedziałam i przetarłam pojedynczą łzę spływającą po moim policzku i odwiesiłam sukienkę na jej miejsce, gdy to robiłam mój wzrok znów natknął się na plamę, tym razem już nie powstrzymałam płaczu.
- Emm... Chcesz zostać sama?- spytał Loczek widząc mój stan.
- Nie, nie idź. Jack też tak robi... Jak widzi, że płaczę to od razu się wycofuje...- odpowiedziałam.
- Potrzebujesz kogoś, komu możesz się zwierzyć.- powiedział.

~ Harry ~

- To prawda, tylko, że oprócz Niall'a nikogo takiego ostatnio nie miałam, a teraz zniknął i...- nie dokończyła, tylko bardziej się rozpłakała.
- Oj Jagódko nie płacz...- powiedziałem, podszedłem do niej i położyłem jej rękę na ramieniu, a ona się we mnie wtuliła.
- Tylko, że to moja wina... Niall zniknął przeze mnie... Zniknął dlatego, że nie zauważyłam, co do mnie czuje... Zniknął, bo... Zniknął, bo zakochał się w nieodpowiedniej osobie... Niall zniknął, bo zakochał się we mnie...- zaczęła coraz mocniej płakać, a ja ją objąłem.
- Jagódko, to nie twoja wina... On mówił, że potrzebował chwili spokoju... Wysłał nam wszystkim wiadomość, że jest u rodziny. Wyjechał, bo musi odpocząć od codziennego życia.- powiedziałem.
- Nie Harry... On wyjechał. bo musi odpocząć ode mnie...- odparła szlochając, a ja dopiero po chwili zrozumiałem, że mówiła prawdę.
- Czuję się jakbym występował w brazylijskim melodramacie...- mruknąłem, a ona się cicho zaśmiała przez łzy. 
- Dziękuję, że nie poszedłeś... Potrzebowałam kogoś... Kogoś silniejszego ode mnie.- wyjaśniła, odszedłem od niej kawałek, by spojrzeć jej w oczy, złapałem ją lekko za ramiona, a ona utkwiła wzrok we mnie. Przez chwilę czułem jakby wwiercała mi się w mózg...
- Ty nie potrzebujesz kogoś silniejszego... Ty potrzebujesz kogoś, kto się tobą zaopiekuje. Kto będzie się o ciebie martwił i troszczył. Twojego taty nie ma przy tobie, twój brat cię ignorował, straciłaś mamę... Jesteś tym wszystkim przytłoczona, dlatego tylko niektórym udaje się przebić przez twoją osłonę i dotrzeć do prawdziwej ciebie... Ty potrzebujesz kogoś, kto cię kocha... Kto cię naprawdę szczerze kocha... Potrzebujesz Niall'a, a on potrzebuje ciebie.- wyjaśniłem.
- Chyba... Chyba masz rację...- powiedziała, a ja otarłem jej łzy, bo sama nie mogła tego zrobić.
- Nie płacz już, wszystko będzie dobrze.- uśmiechnąłem się, co ona też uczyniła.
- Gdybym powiedziała ci mój sekret miałabym pewność, że nikomu nie wygadasz?- spojrzała mi w oczy.
- Masz moje słowo.- przyłożyłem prawą dłoń do klatki piersiowej, a drugą uniosłem.
- Przysięgasz?- spytała i znowu poczułem jakby wwiercała się w mój umysł.
- Przysięgam.- odpowiedziałem.
- Ja mam... Mam moc...- powiedziała.
- Co to znaczy?- spytałem.
- No... Potrafię czytać w myślach i podnosić rzeczy wolą umysłu i kontrolować czyiś umysł...- wyjaśniła.
- Żartujesz?- spojrzałem na nią z niedowierzaniem i strachem.
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała?- spytała z lekkim uśmiechem, ale nie wyglądała jakby zmyślała.
- W takim razie udowodnij.- powiedziałem triumfalnym tonem.
- Pomyśl o czymś... O czymkolwiek.- odparła, a ja zacząłem myśleć o puszce farby koloru karaibskiego błękitu, mimo że nie wiem jak wygląda, po prostu gdzieś słyszałem tą nazwę.
- Już.- odpowiedziałem, a ona się uśmiechnęła.
- Myślisz  o puszce farby koloru karaibskiego błękitu, mimo że nie wiesz jak wygląda, ale gdzieś słyszałeś tą nazwę.- wytrzeszczyłem na nią oczy.
- To musi być po prostu zbieg okoliczności... To o czym teraz myślę?- spytałem i pomyślałem o tym, że bardzo seksownie wygląda w tych leginsach.
- Dzięki. Myślisz, że seksownie wyglądam w tych leginsach.- wyszczerzyła zęby.
- Boże, ja się ciebie boje!- prawie krzyknąłem.
- Nie wiedziałam, że już zakwalifikowałam się do rangi Boga.- zaśmiała się.
- Wow... Jesteś naprawdę niesamowita. Nie myślałaś o tym, aby pójść do "Mam Talent''?- zapytałem.
- Wiem co będę robić w życiu i nie było tam tego typu programów...- wzruszyła ramionami.
- Nie zdziwiłbym się, gdybyś potrafiła do tego przepowiadać przyszłość...- powiedziałem.
- A wiesz, że potrafię?- spytała.- Ale nie lubię tego robić, wolę żyć nie wiedząc co się stanie...
- Ty jesteś jakimś medium.- zaśmiałem się.- Ktoś jeszcze o tym wie?- zadałem pytanie.
- Mój brat i Niall. Zawiózłbyś mnie do szpitala?- odpowiedziała.
- Jasne, nie ma sprawy... Chodź.- wyszedłem, a ona zaraz za mną.
- Emm... Harry pomógłbyś mi...?- spytała.
- A w czym?- odparłem pytaniem.
- Muszę zakluczyć dom, a nie mogę nawet wziąć kluczy...- powiedziała robiąc trochę głupkowatą minę.
- Już się robi.- zakluczyłem za nią dom. Otworzyłem jej drzwi, by mogła wejść do samochodu, po czym sam do niego wsiadłem.
- Wiesz gdzie jest najbliższy szpital prawda?- zapytała.
- Znam centrum Londynu jak własną kieszeń.- uśmiechnąłem się do niej. Nagle usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyjąłem go z kieszeni nie patrząc kto dzwoni.- Halo?
- Hej Harry jest może obok ciebie Nath?- zapytał Niall, co mnie bardzo zdziwiło.
- Hej... Jest, ale czemu dzwonisz do mnie, a nie do niej?- zdziwiłem się.
- Dzwoniłem do niej, ale nie odebrała, więc zadzwoniłem do jej brata, a on powiedział, że do niej przyszedłeś, więc dzwonię do ciebie.- wyjaśnił.
- Aha... Dobra masz, już ci ją daję. To do ciebie.- zwróciłem się do zaskoczonej dziewczyny.
- Halo?- powiedziała niepewnie do słuchawki.- Tak, hej Niall. Nie, rozładował się, a nie mogłam znaleźć ładowarki. W samochodzie. Do szpitala. Tak. Nie no co ty...- zaśmiała się lekko.- Kiedy przyjedziesz? Bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. Nie. Bo to nie jest rozmowa na telefon. Opowiem ci jak wrócisz. Wszyscy za tobą tęsknią, a w szczególności Anne.- z jej ust wydobył się cichy chichot.- Tak, tak ja też. No dobra... Tylko wracaj szybko. Daję ci Harry'ego.- skończyła rozmawiać i oddała mi telefon.
- To jak, kiedy wracasz?- spytałem.
- Nie wiem, posiedzę tu jeszcze parę dni.- odparł.
- Skoro tak chcesz to spoko, tylko Paul się trochę wkurza, że cię nie ma, ale jest dobrze. Radzisz sobie jakoś?- zadałem pytanie.
- Tak odkąd przyjechałem jest lepiej. Mam tylko nadzieję, że jak wrócę to wszystko się ułoży...- powiedział.
- Staaary będzie dobrze, nie ma się o co martwić.- odpowiedziałem.
- Dobra, ja już muszę spadać. Na razie.
- Pa.- pożegnałem się i włożyłem telefon z powrotem do kieszeni.
Dojechaliśmy do szpitala. Nath zdjęli bandaże i wróciliśmy do jej domu. Potem Liam zadzwonił, że muszę się zbierać, bo mamy spotkanie. Pożegnałem się z dziewczyną i odjechałem w stronę studia. 

czwartek, 31 lipca 2014

4. Słodka tajemnica.

~ Niall ~

 Obudziłem się o 6.37. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że Nath jest do mnie odwrócona tyłem, ja ją obejmuję, a ona "przytula się" do moich rąk, bo ma je przyciśnięte dłońmi do swojego mostka. Delikatnie próbowałem wyjąć moje części ciała, ale bez skutku, a przecież muszę iść do szkoły, ale nie chcę jej budzić, bo wygląda słodko, gdy śpi. Spróbowałem jeszcze raz. Z niewielkimi problemami udało mi się. Robiłem wszystko jak najciszej. Wszedłem do łazienki, a potem do kabiny prysznicowej, w której były matowe, przyciemniane szyby, ale nie na całej powierzchni, tylko po środku, tak by zakrywały intymne części ciała. Odkręciłem wodę i zacząłem sobie nucić You & I. Po chwili usłyszałem otwieranie drzwi. Dzięki temu, że szyby u góry nie były matowe, mogłem zobaczyć, jak zaspana, rozczochrana nic nie ogarniająca Nath wchodzi do łazienki.
 - Cześć Niall.- powiedziała cichym, sennym głosem i stanęła na wprost umywalki, przed lustrem i zaczęła myć zęby.
Ja oniemiały stałem pod wyłączonym prysznicem i gapiłem się na nią z otwartą buzią. Ona jakby nigdy nic nadal myła zęby, nie ogarniając co się dzieje dookoła. Nagle jednak się wyprostowała. Spojrzała na moje odbicie w lustrze. Odwróciła się przodem do mnie i równie tak jak ja patrzyła oniemiała, tylko że ona miała szczoteczkę w buzi. Zaczęła się powoli wycofywać cały czas patrząc mi w oczy. Wolno wyszła z pomieszczenia i zamknęła drzwi, cały czas z tym samym wyrazem twarzy. Spojrzałem na moje odbicie w lustrze. Ocknąłem się, pokiwałem głową na boki i ponownie spuściłem wodę, domyślając się, że Nath poszła do innej łazienki. Spłukałem z siebie całą pianę, sięgnąłem po ręcznik, owinąłem się nim i wyszedłem z kabiny. Na szczęście wziąłem swoją szczoteczkę do zębów. Umyłem wcześniej wspomniane części jamy ustnej. Założyłem bokserki i wytarłem ręcznikiem włosy. Były rozczochrane, tak jak zawsze z resztą. Wyszedłem z łazienki. Na łóżku, po turecku siedziała już ubrana Nath i patrzyła w dół na swoje ręce. Oglądała je z każdej strony, obserwowała każdy najmniejszy szczegół swoich bandaży. Ubrałem się i usiadłem obok niej, na krawędzi łóżka. Między nami była niezręczna cisza, którą ona postanowiła przerwać.
- Niall... Ja... Przepraszam, że tak ci weszłam do łazienki... Ja niestety, ale tuż po obudzeniu nic nie ogarniam i wykonuje swoje codzienne, poranne czynności. Czyli od razu gdy wstanę, to idę do łazienki się umyć i rozczesać włosy. Dopiero po jakimś czasie budzę się z takiego jakby transu. Z resztą sam to widziałeś... Nie chcę, żebyś sobie o mnie źle pomyślał...- nie dałem jej skończyć, tylko po prostu ją przytuliłem.
- Nie szkodzi, rozumiem.- powiedziałem, a ona nadal lekko zszokowana odwzajemniła uścisk.
Potem objąłem ją ramieniem, a ona się o mnie opierała. Po raz pierwszy, gdy u niej jestem zacząłem się uważniej przyglądać jej pokojowi. Oprócz rysunków powieszonych na tablicy korkowej nad biurkiem wisiały tam też fragmenty jakiś gazet. Wszędzie był idealny porządek. Nad łóżkiem za moimi plecami, w takich jakby gablotkach wisiało pięć stroi.

Pierwszy do koszykówki:





Drugi do karate:






Trzeci do piłki nożnej:










Domyślam się, że czwarty jest do łyżwiarstwa figurowego, bo był razem z łyżwami:









Piąty nie wiem do czego, ale wygląda podobnie do tego figurowego:






- Do czego jest ten ostatni strój?- spytałem.
- Do... akrobatyki- powiedziała niemrawo, jakby się wstydziła.
- Wstydzisz się tego?- zadałem pytanie.
- Tak, bo to głupie, z resztą łyżwiarstwo figurowe też, dlatego z tym skończyłam.- odparła.
- Głupie?! To nie jest głupie, tylko wyjątkowe. Mało kto to potrafi. A czemu te stroje wiszą na tej ścianie?- zapytałem.
- Bo to są kostiumy, w których odnosiłam największe sukcesy. Mam jeszcze dużo stroi, z każdej tej kategorii, ale to właśnie w tych co tu wiszą szło mi najlepiej.- powiedziała i poszła do garderoby, a ja za nią.
- A kiedy skończyłaś z łyżwiarstwem i akrobatyką?- spytałem.
- Nie dawno... Znaczy łyżwy porzuciłam w lutym, potem już i tak lodowisko tam, gdzie ja mieszkałam zostało zamknięte, a z akrobatyką było trochę inaczej. Zostawiłam ją w wakacje miesiąc temu. Byłam na zawodach. Mój pokaz zaczynał się na ziemi, ale potem występowałam na dość wąskiej rurze, takiej jak to.- wskazała na rurkę, na której powieszone były inne stroje akrobatyczne.- Gdyby ta rura była metr nad ziemią to by było ok, ale ona była dziesięć metrów nad podłogą. Wtedy się tego nie bałam, ale od tamtego pamiętnego dla mnie upadku mam lęk wysokości i to.- podciągnęła koszulkę do góry i odwróciła się do mnie tyłem. Miała pionową bliznę na około dwadzieścia centymetrów.- Wtedy miałam też chwilowy wstrząs mózgu i przez tydzień byłam nieprzytomna. Miałam zrobić salto w powietrzu i wylądować z powrotem na rurze. Wszystko poszło zgodnie z planem tylko, że gdy stanęłam na metalu pękł. Ja spadając plecami zahaczyłam o ostry czubek rury, który powstał przy pęknięciu, a potem walnęłam głową o drewniany statyw. Od tamtej pory zawsze, gdy spojrzę na te stroje przypomina mi się ta historia. Tak naprawdę, to wcale nie uważam, że te sporty są głupie. Marzę o tym, by się przełamać i jeszcze raz wejść na lód i z powrotem wrócić do akrobatyki, ale strach przed tym, że mogłabym ponownie przeżyć tak ciężki upadek jest większy. Oczywiście na lodowisko wejdę, ale jako zwykły człowiek, a nie figurowa łyżwiarka. Dlatego też nie noszę nigdy dwuczęściowych strojów, bo nie chcę, by ktokolwiek widział moje plecy. Czasami jak tego dotknę, to powraca ten ból, ale to tylko czasami.- skończyła opowiadać i wzięła jeden ze stroi.





Był śliczny, przynajmniej jak na mój gust. Pokazała mi tył tego kostiumu i zrozumiałem, że to właśnie w nim stał się ten wypadek. Na plecach była wielka dziura. Część tyłu była pokryta niedopraną, wyblakłą krwią. Spojrzałem na Nath. Patrzyła smutno na sukienkę. Przez tą empatię, o której mi opowiadała czułem jej ból, cierpienie, a także tęsknotę. Siedziała na czymś w rodzaju ławeczki. Przysiadłem się do niej i objąłem. Ona wtuliła się we mnie.
- Moja mama... Ona zmarła na swoim występie akrobatycznym. Tak była akrobatką. Ja zaczęłam występować właśnie przez nią. Chciałam ją pomścić wygranymi z tych występów. Mam ich kilka, ale to nadal za mało według mnie. Chodź, pokażę ci coś.- wstała i ruszyła, a ja za nią. Weszliśmy do tego ukrytego pokoju, który ona nazywała swoją narnią. Kliknęła jeden z przycisków na biurku i prostokątny kawałek ściany się odsunął ukazując dwie gabloty. Jedna wielkości małej szafki magazynowej z kolei druga wielkości ogromnego kredensu.- To są moje nagrody, a to mojej mamy.- powiedziała najpierw wskazując na mniejszą gablotę, a potem na większą.- Jak widzisz moja mama ma znacznie więcej wygranych niż ja. Ona, gdy była w moim wieku w szkole zdobyła także wszystkie nagrody, na królową dosłownie każdego balu jaki tam był. Zobacz. To ona po skończeniu studiów. Miała 26 lat. Dwa lata później urodziłam się ja i Jack. Ona nadal występowała jako akrobatka. Kiedy mieliśmy 3 lata. Pojechaliśmy z tatą na jej występ, który odbywał się na jakimś festynie blisko torów kolejowych. Występowała na ziemi. Zrobiła cztery salta w tył, niestety o jedno za dużo. Spadła na tory i jej noga się zaklinowała. Z daleka słychać już było pociąg. Ona nie mogła się wydostać. Podbiegli do niej jacyś mężczyźni i próbowali jej pomóc. Niestety za późno. Maszynista ich nie zauważył i rozjechał całą czwórkę.- powiedziała patrząc na zdjęcie swojej mamy. Zobaczyłem, że po jej policzku spływa łza.
Otarłem ją i przytuliłem dziewczynę do siebie. Mimo, że milion pytań cisnęło mi się na język, to jednak o nic nie pytałem. Wiedziałem, że to dla niej ciężka chwila i że zadanie pytania w tym momencie, to jedna z głupszych rzeczy jaką mógłbym zrobić. Pozwoliłem jej się wypłakać w moją ulubioną koszulkę. Pomyślałem sobie, że to wszystko przeze mnie, bo zapytałem o ten ostatni strój. ''Niall to nie twoja wina. Musiałam się komuś wygadać. Teraz jest mi znacznie lepiej niż było zanim zapytałeś  o ten strój'' odezwał się jej głos w mojej  głowie. Przytuliła mnie nieco mocniej i oderwała się ode mnie. Uśmiechnęła się, co ja odwzajemniłem. Wytarłem jej mokre policzki, objąłem ramieniem i poszliśmy na górę. Spojrzałem na zegarek. Była godzina 10.38, a do szkoły miałem na 9.35. Odpuszczę sobie dzisiaj i zostanę z Nath.
- O boże!!! Już w pół do jedenastej, a ty nie w szkole?!- zapytała prawie krzycząc.
- Pomyślałem sobie, że zostanę z tobą, by dotrzymać ci towarzystwa, jeśli oczywiście ci to nie przeszkadza.- podrapałem się po głowie.
- Dziękuję. To miło z twojej strony.- spojrzała na ziemię i się lekko uśmiechnęła pod nosem.- Wiesz co. Chodźmy coś zjeść, bo jestem tak głodna, że zaraz zjem ciebie.- zaśmiała się, a ja zacząłem uciekać.
- Nie dam się pożreć żywcem!!!- krzyknąłem i usłyszałem jej melodyjny śmiech. Dobiegłem do salonu i schowałem się za zasłoną.
- Hmmm... A gdzie on może być, mam ochotę na mięsko.- zaśmiała się, a ja o mały włos się nie powstrzymałem. Nagle zasłona, za którą stałem została odsłonięta.- A kuku!- krzyknęła i oboje zaczęliśmy się śmiać. Poszliśmy do kuchni.
- To co byś chciała na śniadanie?- zapytałem.
- A w czym się specjalizujesz?- spytała i oparła się o swoją zabandażowaną rękę.
- Lubisz naleśniki?- zadałem pytanie.
- Jeszcze jak.- odparła.
- To powiedz mi, gdzie są składniki i zabieram się do roboty.- posłałem jej uśmiech. Ona podała mi wszystkie składniki i po piętnastu minutach naleśniki po Niall'owemu były gotowe.
- Pycha. Jesteś genialny! W życiu nie jadłam tak dobrych naleśników.- powiedziała.
- Cieszę się, że ci smakują.- odparłem.
- Smakują? Niall to jest niebo w gębie, jesteś kulinarnym mistrzem.- zaśmialiśmy się i dalej jedliśmy naleśniki.
- Dzięki, że tak uważasz. Obiecuję, że jak zdejmą ci gipsy to cię nauczę przyrządzać niektóre dania, w tym również naleśniki.- posłałem jej uśmiech.
- Wolałabym, żebyś ty był moim bratem, a nie Jack.- oznajmiła.
- Dlaczego?- zdziwiłem się.
- No bo jesteś dla mnie miły, uprzejmy. Zajmujesz się mną. W ogóle to ty przez te kilka dni dowiedziałeś się o mnie więcej, niż on przez całe życie. Pocieszasz mnie, gdy jestem smutna. Jesteś przy mnie, gdy tego potrzebuje. Rozmawiasz ze mną, gdy muszę się wygadać. Ocierasz moje łzy, gdy płaczę. Lepiej gotujesz. Poza tym jesteś od niego znacznie przystojniejszy.- zaśmiałem się, gdy to powiedziała.
- Ja i przystojny, to rzeczy z dwóch różnych światów. Zayn, on jest przystojny, ale nie ja.- odparłem.
- Dlaczego tak myślisz?- zdziwiła się.
- No spójrz na moją twarz i jeszcze raz powiedz, że jestem przystojny.- spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać.- No widzisz?- powiedziałem z pretensją.
 - Niall to nie tak, masz bitą śmietanę na czole.- odparła przez śmiech, a ja zacząłem się wycierać ręcznikiem papierowym.
 - Teraz już nie jestem od bitej śmietany.- mruknąłem.
 - No i teraz jesteś przystojniejszy nawet od Zayn'a.- powiedziała, a ja parsknąłem śmiechem.
- Ty tak na serio?- zapytałem, a ona poważnie pokiwała głową na tak.
- Jak najbardziej.- uśmiechnęła się do mnie.
- A skąd mam mieć pewność, że nie kłamiesz?- spytałem zakładając ręce na klatce piersiowej i obróciłem się na krześle tyłem do niej.
- Ej no. Niall nie obrażaj się na mnie. Co mam zrobić, byś wiedział, że nie kłamię?- zapytała.
- Ja nie wiem.- odparłem.
Ona się nie odzywała. Postanowiłem być twardy i udawać, że nie ciekawi mnie co robi i nadal zgrywać obrażonego. Nagle zobaczyłem przede mną latający talerz z naleśnikami. Zamknąłem oczy. Przez chwilę nic się nie działo. Zaczęła mnie łaskotać. To był cios poniżej pasa, dosłownie. Zacząłem się śmiać i krzyczeć, by przestała. W końcu posłuchała mojej prośby. Usiadłem w tej samej pozycji co wcześniej i nadal byłem ''obrażony''. Po chwili poczułem, że dziewczyna mnie powoli obejmuje od tyłu. Z początku byłem trochę zaskoczony, ale nadal nie dawałem za wygraną.
- To jak wierzysz mi?- szepnęła mi do ucha.
- Nie.- uśmiechnąłem się triumfalnie.
- To co ja mam jeszcze zrobić?- spytała, a ja wstałem nachyliłem się lekko i wskazałem na mój policzek. Ona go pocałowała.
- Ok, teraz jestem skłonny ci uwierzyć.- zaśmialiśmy się oboje.
- Dziękuję za twą łaskę. To może obejrzymy jakiś film?- spytała.
- Ale ja wybieram.- uśmiechnąłem się do niej.
- No dobra, ale nie tak straszny jak wtedy.- zgodziła się.
Postanowiłem wziąć najstraszniejszy horror jaki znam. Powiedziała, że nie tak straszny, ale nie powiedziała, że nie może być straszniejszy. Na dworze było dość ciemno, bo na niebie były wręcz czarne chmury. '' No tak, piękna, londyńska pogoda... '' pomyślałem. Zasłoniłem okna. Po chwili Nath kazała mi odpalić film. Zrobiłem jak kazała i usiadłem obok niej. Seans od samego początku do samego końca miał same straszne sceny. Zaczęły się napisy początkowe, a na ekranie pojawił się zakrwiony mężczyzna z tasakiem w ręku goniący jakąś dziewczynę. Nath zrobiła pauzę i spojrzała na mnie a ja na nią.
- Przecież cię o coś poprosiłam.- powiedziała.
- Tak pamiętam, poprosiłaś żebym nie brał tak strasznego filmu jak wtedy, to wziąłem najstraszniejszy jaki znam. Nic nie mówiłaś o tym, że nie może być straszniejszy.- uśmiechnąłem się szyderczo.
- O ty nie dobry...- mruknęła.
- Wiesz w razie czego zawsze, gdy się przestraszysz to ja jestem do twojej dyspozycji.- wyszczerzyłem zęby.
- Chciałbyś, sama sobie poradzę, poza tym nie sądzę, abym bała się tego dennego horroru.- wytknęła mi język.
- To znaczy, że mogę już puścić?- spytałem.
- Dajesz.- odparła.
Nagle z telewizora słychać było przerażający pisk, a potem już nie tylko z telewizora. To Nath krzyknęła ze strachu. Spojrzałem na nią. Miała strach w oczach. Zrobiłem ''trik'' z ziewaniem i objąłem ją ramieniem, a ona natychmiast się we mnie wtuliła.
- Podobno...- nie dała mi dokończyć.
- Nic nie mów...- odparła i położyła swoją głowę na mojej klatce piersiowej.
Po jakiś piętnastu minutach wyłączyłem telewizor i tak jak Nath zasnąłem.

*W tym samym czasie dom 1D*

~Harry~

 Obmyślałem plan zemsty nad Kath. Pojechałem do Nath, by opowiedzieć jej wszystko i zapytać czy się zgadza. Zaparkowałem po drugiej stronie ulicy. Przeszedłem przez jezdnię i zapukałem do drzwi. Otworzył mi zaspany Niall, co mnie trochę zdziwiło.
- Hej stary, jest Nath?- zapytałem.
- Jasne, wchodź, tylko cicho.- odparł.
- Czemu?- zaciekawiłem się, ale gdy wszedłem do salonu zrozumiałem o co chodzi.
- Nath wstawaj, Harry do ciebie.- zaczął ją lekko szturchać.
- Powiedz mu, żeby przyszedł potem, a teraz daj mi spać...- wymamrotała przez sen.
- Smerfetko wstawaj, to bardzo ważne.- powiedziałem głośniej.
- Niech będzie, ale obiecuje że się zrewanżuję.- zaczęła się wiercić i spadła z kanapy. Jęcząc z bólu wstała.- Gadaj czego chcesz?
- No bo jest taka sprawa... Masz posłuchaj tego.- podałem jej mój telefon i puściłem wcześniej nagraną rozmowę między Kath i Katy.
-  Co za... Ugh... Na nie nie ma odpowiedniego słowa!- wykrzyknęła po wysłuchaniu nagrania.
- W życiu nie podejrzewałbym ich o coś takiego...- powiedział Niall.
- Chyba już wiem jaki masz plan, ale opowiedz mi o nim, bo nie wiem, czy dobrze myślę...- poprosiła.
- No więc mój plan jest taki. Gdy wrócisz do szkoły będziemy udawali parę, mam na myśli trzymanie się za ręce, całowanie w policzek i tak dalej. Co ty na to?-zapytałem z nadzieją w głosie.
- Zgoda, ale bez całowania w usta i jedyne ''czułe słówka'' na jakie się zgadzam to zdrobnianie imion i ewentualnie kochanie, ale to tylko ewentualnie.- odparła.
- Czyli za trzy tygodnie będziemy parą.- zaśmiałem się, a dziewczyna poszła w moje ślady.
Jedynie Niall się nie śmiał, tylko stał za Nath taki zamyślony i... Przygnębiony? Pożegnałem się z nimi i wyszedłem. Zobaczyłem dziewczynkę wpatrującą się we mnie i trzymającą kilka paczek ciastek. Była to ta sama, której Kath kazała mnie śledzić.
- Jakie masz smaki?- udawałem zainteresowanie słodyczami.
- Emmm... Orzechowy, miętowy i truskawkowy.- odparła.
- To poproszę dwa pudełka orzechowych.- powiedziałem i zapłaciłem.
- Emmm... Dasz mi swój autograf?- zapytała i słodko się uśmiechnęła.
- Jasne, dla kogo podpisać?- spytałem.
- Dla Emilly. - odparła podając mi różowy notesik.
- Dla Emilly.- powtórzyłem powoli.
- Dziękuję!- ponownie się uśmiechnęła i mnie przytuliła.
Wsiadłem do samochodu i odjechałem w stronę domu...

~Nath ~

Zauważyłam, że Niall jest jakiś przybity. Sama z resztą to poczułam przez łącze empatyczne. Przytuliłam go, by dodać mu trochę otuchy.
- Niall, co się dzieje?- spytałam.
- A co miało by się dziać?- odparł pytaniem na pytanie.
- Przecież widzę i czuję, że jesteś smutny i przybity. Mi możesz powiedzieć o co chodzi, wiesz, że nikomu nie wygadam- powiedziałam.
- To naprawdę nic takiego. Przypomniało mi się po prostu jak kiedyś zdechł mi chomik.- skłamał.
- Kłamiesz. Niall, możesz przede mną ukryć, to co chcesz tak bardzo ukrywać, ale nie dasz rady ukryć kłamstwa wobec mnie i uczuć. Skoro nie chcesz mówić, spoko poradzę sobie bez tego. Chodzi mi po prostu, że nie chcę, żebyś był smutny, bo jak ty jesteś smutny to ja też. Nie chcę wyjść na jakąś egoistkę, czy coś, ale boli mnie twój smutek i stosunek do mnie.- skończyłam moją wypowiedź i szybkim krokiem ruszyłam na górę, do mojego pokoju, ale w połowie drogi chłopak złapał mnie za przedramię i odwrócił do siebie. W jego oczach zobaczyłam łzy, którymi wywołał u mnie tę samą reakcję.- Niall zrozum, że ja chcę tylko, abyś był szczęśliwy.- powiedziałam szeptem.
Chłopak tylko mocno mnie przytulił. Wyczułam, że nie chciał przy mnie okazywać słabości. Ruszyłam do mojego pokoju, a on szedł tuż za mną. Usiadł na łóżku obok mnie. Z moją pomocą na kolanach Niall'a znalazła się gitara.
- To może tak lekcja dla rozluźnienia atmosfery?- zaproponowałam.
- Czemu nie, ale jak chcesz się uczyć, skoro masz bandaże?- spytał.
- Emmm... Wiem! Będę rysować wszystko co będziesz robił i zapisywać wszystko co będziesz mówił.- wymyśliłam.
- Nadal nie rozumiem jak chcesz to zrobić...- powiedział, a po chwili z biurka przyleciał przede mnie notes i dwa długopisy.
- Telekinetyka kochanie.- zaśmiałam się co Blondyn postanowił też uczynić.
- No więc to jest E-moll. Jeden z prostszych akordów, a to F-dur ten jest z kolei jednym z trudniejszych.- zaczął tłumaczyć, a ja za pomocą mojej ulubionej telekinetyki zaczęłam zapisywać i rysować na raz. Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- Zaczekaj tu.- zwróciłam się do Blondyna i zeszłam na dół by otworzyć drzwi.- O matko! A co wy tutaj robicie?!- wykrzyczałam po polsku na widok Anki i Nikodema.
- Chyba cię odwiedzamy prawda?- zaśmiał się Nick (to jego zdrobnienie i angielska wersja imienia).
- No tak, ale przecież jest szkoła i te inne pierdoły...- powiedziałam mocno ich ściskając.
- Mamy dla ciebie złą wiadomość...- powiedziała Anka, a ja posmutniałam.
- O co chodzi?- spytałam.
- Przeprowadzamy się do Londynu!!!- oboje krzyknęli.
- O matko!!! Na serio?!- nie wierzyłam w to co usłyszałam.
- Tak i będziemy mieszkać niedaleko ciebie, w każdym razie na tej samej ulicy.- powiedział Nick.
- Rany, to genialnie! Tak właściwie to wejdźcie, bo to głupio wygląda.- weszli, a ja zamknęłam drzwi.- A do jakiego liceum będziecie chodzić?- spytałam.
- O ile dobrze pamiętam, to Evelon High.- powiedziała Anka.
- Avalon. O  Jezu! Będziecie chodzić do tego co ja!- pisnęłam ze szczęścia.
- Nath, co się dzieje?- usłyszałam z góry głos Niall'a.
- Zejdź na dół, musisz kogoś poznać.- krzyknęłam po angielsku.
- O mój Boże!!! To Niall Horan!!! Dasz mi swój autograf?- zaczęła się drzeć po angielsku Ania, gdy tylko Blondyn dotknął podłogi.
- Jasne, to gdzie mam się podpisać?- spytał z uśmiechem.
- Tu, tu i tu.- wskazała na swoją rękę, potem na koszulkę, na której było mnóstwo autografów innych sław, a na końcu dała mu swój pamiętnik.- Tylko tutaj napisz też dla Ani.- była strasznie podekscytowana.
- Gotowe. Coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić?- spytał Niall lekko się śmiejąc.
- Zdjęcie! Ustawcie się i czekajcie. Muszę ustawić samowyzwalacz.- powiedziała. Niall objął mnie ramieniem, a ja jego i Nick'a, po chwili dołączyła do nas Ania, którą Blondyn również objął ramieniem.- Cheeeeeeeeees!- powiedziała i wszyscy wyszczerzyli ząbki.

~ Niall ~

Nie chciałem spędzać czasu z nimi. W tym momencie wolałem pobyć sam. Powiedziałem, że muszę już iść. Pożegnałem się z nimi i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do sklepu. Kupiłem śpiwór i mnóstwo jedzenia. Postanowiłem pojechać w moje miejsce i przemyśleć parę spraw. Gdy już byłem na polanie, ruszyłem przed siebie do zbudowanego przeze mnie kiedyś domku na drzewie. Niby tylko domek, ale chciałem żeby wyglądał dobrze. Budowałem go z pomocą dwóch budowlańców, ale projekt i wymierzanie desek należało do mnie.:



Wszedłem i uświadomiłem sobie, jak dawno tu nie byłem. Dawno nie potrzebowałem ciszy i spokoju. Rozglądałem się po wnętrzu, dotykałem ścian i mebli. Rozłożyłem śpiwór na łóżku polowym i położyłem się na nim. Dlaczego Harry musiał wybrać akurat taki pomysł? Dlaczego akurat bycie parą? Nie mógł się w jakiś inny sposób zemścić? Zastanawiałem się nad rozmową Kath i Katy. A co jeśli on to nagrał tylko po to żeby przynajmniej udawać, że jest z nią? Co jeśli zrobił to dla zwiększenia popularności? Gdy tylko zacząłem o tym myśleć zaczął mnie boleć brzuch. Poza tym Hazz nie jest taki mądry, by coś takiego wymyślić... Zjadłem batonika z mojej ulubionej firmy ''Wispa''. Wstałem i otworzyłem szafy. Było tu kilka moich ciuchów na wszelki wypadek na przykład taki jak teraz. Położyłem się z powrotem na łóżku i zamknąłem oczy. Chciałem zasnąć, by już nie myśleć o tym wszystkim. Po chwili odpłynąłem do krainy Morfeusza.

czwartek, 12 czerwca 2014

3. Teenage Dream

* Następnego Dnia *

~ Kath ~

Wstałam, umyłam się i wyszłam do szkoły nie jedząc śniadania. Szłam przez park. Dołączyła do mnie Katy.
- Hej.- uśmiechnęła się.
- No hej.- odwzajemniłam uśmiech.
- To jak chcemy się jej pozbyć, czy przyjąć do elity? Wiesz jej tata...- powiedziała.
- Jak na razie musimy ją trochę zmiękczyć, bo hmmm... jest zbyt chłodna.- odparłam.
- Myślisz, że ona się zmieni?- zapytała.
- Nie wiem. Wiem tylko, że lepiej nie poruszać przy niej tematu o jej mamie, bo ta dziewczyna po prostu nie zna litości jak ktoś ją wkurzy. Pamiętasz? Aurelię przycisnęła do ściany i tak na nią wrzasnęła, że pół szkoły słyszało. Teraz jest taki jakby podział, na tych, którzy się jej boją i na zakochanych i na tych, którzy chcą się z nią w jakiś sposób kumplować. My jesteśmy tymi od kumplowania. Dzięki niej będziemy miały jeszcze większą władzę w szkole. Miejmy nadzieję, że łatwo się nią manipuluje, to reszta pójdzie jak z płatka. Gorzej, gdyby manipulowanie nią było trudne, wtedy pomyślimy co dalej. Poza tym ona się zadaje z całym One Direction, a nas od początku czwartej klasy podstawówki nie zauważają. Co ona w sobie takiego ma, że ją zapraszają do siebie, a nas nie?!- prawie krzyknęłam.
- Ej spokojnie... Jeszcze będą błagać by tylko z nami pogadać.- uśmiechnęła się cwaniacko.
- Podoba mi się ten uśmiech. Opowiesz mi wszystko po szkole.- powiedziałam.
Weszłyśmy do szkoły i podeszłyśmy do naszych szafek. Wyjęłyśmy potrzebne rzeczy, włożyłyśmy niepotrzebne. Przejrzałam się w lusterku i poprawiłam usta błyszczykiem. Zamknęłam metalowe drzwiczki i razem z Katy poszłyśmy na stołówkę. Gdy weszłyśmy pierwsze co nam się rzuciło w oczy to nasz stolik zajęty przez Nath. ''Nie dość, że zadaje się z 1D to jeszcze zajmuje nasz stolik.'' pomyślałam i lekko rozzłoszczona ruszyłam w jej stronę.
- Ekhem...- odchrząknęłam.- To nasz stolik.- powiedziałam.
- Naprawdę? To pokaż mi gdzie to jest napisane.- odparła.
- No...- nie wiedziałam co powiedzieć.
- To jest stolik mojego taty, a nie wasz, ale jak chcecie, to siadajcie. Miejsca jest wystarczająco.- spojrzała na mnie.
- Dobra.- odparłam i usiadłam razem z Katy na przeciwko Nath.
- I weź się nie wściekaj, bo złość piękności szkodzi.- uśmiechnęła się Niebiesko włosa.
Sztucznie odwzajemniłam jej uśmiech. Wzięłam jogurt i łyżeczkę i z powrotem usiadłam do stołu. Zaczęłam rozmawiać z Katy nawet sama nie wiem o czym. Gestykulowałam rękami jak jakaś małpa. W pewnym momencie łyżka mi się wysunęła z rąk. Trafiła Nath w głowę i teraz miała na czole plamę od jogurtu. Siedziałam przerażona, bo nie wiedziałam co zrobi. Wzięła mokrą chusteczkę z plecaka i wytarła nią czoło. Rozejrzała się po stołówce. Teraz wszyscy na nią patrzeli i się śmiali. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wstała podeszła do pierwszego lepszego stolika i wsadziła głowę jakiegoś chłopaka w jego frytki z ketchupem.
- Takie śmieszne nie? Po prostu ubaw po pachy. Jeśli zaraz się nie przestaniecie śmiać, to z wami też tak będzie, albo nawet gorzej. WIĘC ZAMKNĄĆ JADACZKI, ALBO JA TO ZROBIĘ!- krzyknęła, ale jej twarz nadal nie wyrażała żadnych emocji, a mimo to wszyscy teraz siedzieli jak trusie.- Tak lepiej. Masz chusteczkę.- podała chłopakowi od frytek paczkę chusteczek i dumnym krokiem wyszła ze stołówki.
- Mam wszystko nagrane.- powiedział ktoś z innego stolika.
- Usuń to nagranie, bo nie będzie z tobą dobrze.- rozległ się stłumiony głos Nath zza drzwi.
- Jak to możliwe, że ona to usłyszała?- zapytała mnie Katy.
- Nie wiem. Może ma bardzo dobry słuch.- odparłam
Teraz wszędzie było słychać rozmowy o tym zajściu. Ja i rudowłosa też gadałyśmy.

~ Nath ~

Szłam korytarzem, do mojej szafki. Wyciągnęłam potrzebne rzeczy. Nagle coś w niej przykuło moją uwagę. Była to koperta. Dawno ich tu nie widziałam. Myślałam, że to znowu od jakiegoś mojego adoratora, ale nigdzie nie było podpisane ''Twój wielbiciel'' czy coś w tym stylu, więc zaciekawiona postanowiłam otworzyć. Zamknęłam szafkę i usiadłam na pobliskiej ławce. Wyciągnęłam kartkę z koperty. Pachniała męskimi perfumami. ''Czyli znowu jakiś facet...'' pomyślałam. Rozłożyłam list i zaczęłam czytać.
"Cześć Nath!

Nazywam się Mick. Chodzę do tej samej klasy co ty. Zazwyczaj siedzę z przodu, z moim bratem Zick'em. Jesteśmy bliźniakami. Słyszeliśmy od Horan'a, że robisz niezłe zdjęcia. Mam dla ciebie propozycję. My chcemy zostać modelami, a ty możesz się doskonalić w swoich zdolnościach. Jeśli chcesz się podjąć tego zadania, to przyjdź dzisiaj o 15.30 do Hyde parku chyba, że nie masz czasu to zadzwoń i ustalimy inny termin. Numer jest na drugiej stronie. Z góry dzięki.''

 Zaskoczył mnie taki list. ''Zabiję Horan'a'' pomyślałam. To może być tylko pretekst do spotkania, ale nie wiem co stracę, jeśli nie spróbuję. Włożyłam list do plecaka. Właśnie rozbrzmiał dzwonek na lekcję. ''Muzyka'' pomyślałam. Sprawdziłam w jakiej mamy sali. 634 naprawdę duża ta szkoła. Wjechałam windą na przedostatnie piętro. Chwilę szukałam klasy. Zgubiłam się. Chciałam zejść piętro niżej i sprawdzić czy tam nie ma sali muzycznej. Na moje nieszczęście poślizgnęłam się, ale nie upadłam na ziemię. Poczułam jak czyjeś silne ręce mnie podnoszą. Odwróciłam się przodem do mojego ''bohatera''. Był nim paskowaty debil...
- Dzięki.- mruknęłam niewyraźnie.
- Co? Przepraszam, ale nie dosłyszałem.- uśmiechnął się cwaniacko.
- Dzięki, że mnie złapałeś.- powiedziałam nieco głośniej.
- Nie ma za co. Zgubiłaś się prawda?- zapytał.
- Noo... tak trochę...- odparłam.
- Chodź.- ruszył w nieznaną mi stronę.
Po chwili doszliśmy do sali 634. Weszłam do klasy i wszystkie oczy spojrzały na mnie. Poczułam się trochę niekomfortowo, bo nie lubię być w centrum uwagi. Spuściłam głowę i ruszyłam na miejsce obok Niall'a. Nerwowo wypakowałam wszystkie rzeczy. Z pośpiechu spadł mi piórnik i powysypywały się z niego rzeczy. Weszłam pod stół i zaczęłam wszystko zbierać. Wychodząc spod blatu jak na złość musiałam w niego walnąć głową. Gdy już wszystko było ok, do sali wszedł muzyk.
- Dzień dobry.- powiedział i usiadł za biurkiem.- Dzisiaj będziecie śpiewać na ocenę. Każdy z was zna przynajmniej jedną zwrotkę jakiejś piosenki lub ma napisane swoją. Nathalie Blues masz coś przygotowane?- zapytał nauczyciel.
- Emm... No niby tak...- nie dokończyłam.
- Wspaniale. W takim razie zaczniemy od końca, by wasza nowa koleżanka mogła się oswoić.- chociaż o tyle dobrze, bo ja jestem na początku w dzienniku.- A potrafisz grać na jakimś instrumencie?- znów zwrócił się do mnie.
- Nie opanowałam tylko gitary...- powiedziałam.
- Potrafisz grać teoretycznie na każdym instrumencie?- zapytał.
- No oprócz gitary, to chyba tak.- odparłam.
- A mogłabyś zagrać nam coś na pianinie, albo wiolonczeli?- spytał.
- Ale, że tak teraz przy wszystkich?- odpowiedziałam pytaniem.
- A jest jakiś problem?- zapytał.
- Nie... ja tylko...- nie wiedziałam jak się wysłowić.
- W takim razie jak będzie twoja kolej to nam coś zagrasz, a teraz zapraszam na środek pana Watstona.- powiedział nauczyciel.
Na środek wyszedł jakiś chłopak, ale nie interesowało mnie to teraz. Zaczęłam się zastanawiać, którą piosenkę mam wziąć, by dobrze wypaść. Wreszcie zdecydowałam się na jakąś. Nuciłam sobie w głowie melodię i słowa. '' Ładnie śpiewasz, gdy myślisz.'' odezwał się w mojej głowie głos Niall'a. Spojrzałam na niego. No tak, zapomniałam, że jeszcze tego nie opanowałam i on może słyszeć moje myśli. Jakby tu powstrzymać coś takiego. '' Czemu chcesz to powstrzymywać? Mi tam się podoba, że mogę wiedzieć co myślisz.'' zaśmiał się cicho naprawdę. Nawet nie zauważyłam kiedy większość klasy już zaśpiewała. Teraz nadszedł czas na Nialla. Wiedziałam, że po nim jestem ja, ponieważ ja mam pierwszy numer w dzienniku, a on drugi. Blondyn wyszedł na środek i zaczął śpiewać.

I think you’re pretty without any make-up on
I think you're funny when you tell the punch line wrong
I knew you got me, when you let your walls come down, down

Before you met me, I was a wreck
But things were kinda heavy, you brought me to life
Now every February you’ll be my valentine, valentine

Let’s just talk all through tonight
There’s no need, to rush
We can dance until we die
You and I, we’ll be young forever

You make my feel like I’m living a teenage dream
The way you turn me on, I can’t sleep
Let’s runaway and don’t ever look back
Don’t ever look back

My heart stops when you look at me
Just one touch, now baby I believe
This is real, so take a chance
And don’t ever look back, don’t ever look back

When you’re around me It’s like a movie scene
I wasn’t happy until you became my Queen
I finally found you, my missing puzzle piece
I’m complete

Let’s just talk all through tonight
There’s no need, to rush
We can dance until we die
You and I, we’ll be young forever

You make my feel like I’m living a teenage dream
The way you turn me on, I can’t sleep
Let’s runaway and don’t ever look back
Don’t ever look back

My heart stops when you look at me
Just one touch, now baby I believe
This is real, so take a chance
And don’t ever look back, don’t ever

I’m a get your heart racing in this what you need
In this teenage dream tonight
Let you raise your hand on me in this what you need
In this teenage dream tonight
Tonight, tonight, tonight

Make my feel like I’m living a teenage dream
The way you turn me on, I can’t sleep
Let’s runaway and don’t ever look back
Don’t ever look back

In my heart stops when you look at me
Just one touch, now baby I believe
This is real, so take a chance
And don’t ever look back, don’t ever

I’m a get your heart racing in this what you need
In this teenage dream tonight
Let you raise your hand on me in this what you need
In this teenage dream tonight
Tonight, tonight, tonight


Pierwszy raz słyszałam jego głos na żywo. Ich piosenki obiły mi się o uszy, ale to nie to samo. Stwierdzam, że ma po prostu nieziemski głos. Można by go słuchać całymi dniami. Niall wrócił na swoje miejsce. Powtórzyłam w myślach ostatni raz tekst i melodię piosenki.
- Nathalie, zapraszam na środek.- powiedział nauczyciel.
Wolno wstałam z miejsca i równie wolno ruszyłam przed siebie.


 When the days are cold
And the cards all folded
And the saints we see
Are all made of gold

When your dreams all fail
And the ones we hail
Are the worst of all
And the blood's run stale

I wanna hide the truth
I wanna shelter you
But with the beast inside
There's nowhere we can hide

No matter what we breed
We still are made of greed
This is my kingdom come
This is my kingdom come

When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide

When the curtain's call
Is the last of all
When the lights fade out
All the sinners crawl

So they dug your grave
And the masquerade
Will come calling out
At the mess you made

Don't wanna let you down
But I am hell bound
Though this is all for you
Don't wanna hide the truth

No matter what we breed
We still are made of greed
This is my kingdom come
This is my kingdom come

When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide

They say it's what you make
I say it's up to fate
It's woven in my soul
I need to let you go

Your eyes, they shine so bright
I wanna save their light
I can't escape this now
Unless you show me how

When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide 


- Ładnie. To piosenka Imagine Dragons prawda?- zapytał nauczyciel.
- Eee... tak jakby...- mruknęłam niewyraźnie.
- Dlaczego tak jakby?- spytał ponownie.
- Emm... bo... ja napisałam tą piosenkę dla nich...- powiedziałam niemal bezgłośnie.
- Słucham? Mów wyraźniej.
- Ja napisałam tą piosenkę dla nich.- szepnęłam muzykowi na ucho.
- Naprawdę, a masz na to jakieś dowody?- zapytał.
- Oczywiście, że mam. Jeśli pan mi nie wierzy, to ja zaraz udowodnię.- wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam na głośno mówiący.
- Dan Reynolds słucham?- odezwał się głos z słuchawki.
- Hej Dan, tu Nath.- powiedziałam.
- NATH! Dawno się nie widzieliśmy.- krzyknął.
- Tak wiem, wiem, ale dzwonię w nieco nietypowej sprawie...- mruknęłam.
- Co byś chciała? Zawołać chłopaków? Jest tu całe Imagine Dragons.- zapytał.
- Jak chcesz to ich zawołaj. Pamiętasz piosenkę, którą ostatnio dla was napisałam?- odparłam pytaniem.
- Jasne, że tak! Demons podbiła rynek. Zapomnieliśmy ci podziękować za tekst.- westchnęłam.
- Słuchaj. Jest taka sprawa, mój nauczyciel mi nie wierzy, że to ja napisałam, a teraz śpiewałam ją przed całą klasą. Weź mu powiedz, że to ja napisałam i nie będziesz musiał mi dziękować.- powiedziałam.
- To daj mi go.- podałam komórkę nauczycielowi.- Czemu pan jej nie wierzy? Ona jest świetną tekściarą. Dzięki niej Imagine Dragons weszło na wyższy stopień, poza tym Nath nie kłamie, więc po co miałaby ściemniać z piosenką?- zapytał Dan.
- W takim razie zwracam honor i telefon.- powiedział muzyk.
- To pa pa!- powiedział, a ja się rozłączyłam.
- Masz numer do Dan'a Reynolds'a?!- krzyknął ktoś z końca klasy.
- Jasne, że mam! Mam jeszcze do paru innych osób...- mruknęłam i ruszyłam na swoje miejsce.
Usiadłam na swoje miejsce, ale nie dane mi było długo na nim siedzieć.
- Nathalie, zagrasz nam coś?- zapytał nauczyciel.
- No tak...
 Wstałam i podeszłam do fortepianu podniosłam klapę i zaczęłam grać jakiś utwór Mozart'a, sama zapomniałam jaki miał tytuł. Nagle spadła klapa i przytrzasnęła mi palce. Odruchowo szybkim ruchem wyciągnęłam je. Ból z nich przeszywał całe moje ciało. Wstałam, wzięłam głęboki oddech próbując zachować kamienną twarz.
- Mogę iść do pielęgniarki?- zapytałam drżącym głosem.
- Tak, kto siedzi z tobą w ławce?- spytał nauczyciel.
- Niall.- odparłam.
- W takim razie Niall idź z Nathalie do pielęgniarki. Potem od kogoś uzupełnicie.- powiedział nauczyciel  i wyszliśmy.
- Kurwa... Mam dzisiaj jakiś pechowy dzień... Po prostu zajebiście...- powiedziałam i kopnęłam śmietnik, który okazał się być wspawany w ziemię. Noga zaczęła mnie boleć niemiłosiernie.- Boże... Co ja takiego zrobiłam?- zapytałam retorycznie i kuśtykałam za Niall'em.
- Czekaj pomogę ci.- powiedział i wziął mnie na ręce.
- Puszczaj! Mogę skakać na jednej nodze! Poza tym jestem za ciężka! Postaw mnie na ziemię!- krzyknęłam.
- Jak ty jesteś ciężka, to ja jestem Michael Jackson.- uśmiechnął się, a ja wywróciłam oczami.
- Serio, puść mnie. A co jak ktoś nas zobaczy? A co jak pomyślą, że jesteśmy razem? Nie chcę, by jakieś nieprawdziwe plotki łaziły po szkole...- powiedziałam.
- A co, nie chciałabyś ze mną chodzić?- uśmiechnął się figlarnie, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie.- Dobra, dobra, już cię puszczam.- westchnął i postawił mnie na ziemię.
- Ale złap mnie, bo się wywalę, a nie mogę ruszać dłońmi.- poprosiłam.
- Ale wtedy też mogą pomyśleć, że jesteśmy razem.- powiedział sarkastycznie.
-  Oj już nie bądź taki hej hop do przodu.- mruknęłam.
Szliśmy chwilę. Jak na złość straciłam równowagę i o mały włos nie walnęłam w ziemię. Niall złapał mnie w ostatniej chwili. Tkwiliśmy mniej więcej w takiej pozie:

Spojrzałam na niego. Dopiero teraz zauważyłam jak hipnotyzujące są jego niebieskie oczy. Wyglądały jakby umieszczono w nich kawałek nieba. Takie oceaniczne. No po prostu kryształki. Wiem, że gdyby nie on teraz leżałabym na ziemi i wiem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale te oczy... One są warte więcej niż przyjaźń. ''Nath! Opanuj się kobieto, o czym ty myślisz?!'' skarciłam siebie w myślach. ''A o czym myślisz?'' odezwał się głos Niall'a w mojej głowie.
- Nie twoja sprawa.- mruknęłam.
Podniósł mnie i ruszyliśmy dalej. Doszliśmy do gabinetu pielęgniarki. Weszłam do środka razem z Blondynem.
- Dzień dobry.- powiedziała pielęgniarka.
- Dzień dobry.- odpowiedzieliśmy razem.
- Co się stało?- zapytała.
- Grałam na pianinie i na dłonie spadła mi klapa.- odparłam.
- Och, to bardzo bolesny wypadek. Pokaż mi ręce.- powiedziała, a ja wysunęłam w jej stronę dłonie. Dotykała palców, a ja próbowałam zachować kamienną twarz, ale mi to nie wychodziło. Co chwila pojawiał mi się grymas i syczałam z bólu. - Masz na pewno wybite  wszystkie palce, ale nie wiem czy są połamane oprócz kciuków, które są obite. Musisz jechać do szpitala na rentgen.- pożegnaliśmy się z nią.
- Jedziesz ze mną, czy zostajesz na lekcji?- zapytałam.
- Jasne, że jadę.- odparł.
Wyszliśmy ze szkoły, wsiedliśmy do BMW Horan'a i pojechaliśmy do szpitala. Jadąc do znienawidzonego przeze mnie miejca przypomniałam sobie, o zawodach, które zaczynają się o 12.10. Spojrzałam na zegarek na ręce. Była 9.57. ''Nie jest tak źle...'' pomyślałam. ''Ale co nie jest źle?'' zapytał Niall w mojej głowie. ''Mam dzisiaj zawody karate, zaczynają się o 12.10., więc mam jeszcze dużo czasu.''
- Nie możesz iść na te zawody.- powiedział.
- Nie będziesz mi rozkazywał ok?! Wiem w jakim jestem stanie i wiem, że dam radę. Nie potrzebuję rąk by wygrać, a noga mnie już przestała boleć.- odparłam.
- Nie puszczę cię tam.- zdziwił mnie tym.
- Co proszę?! Niall to moje życie i ja decyduje czy pójdę na te zawody, czy nie. Nie jestem twoją własnością dobra?!- powiedziałam z pretensją. Właśnie stanęliśmy na czerwonym. Blondyn odwrócił się w moją stronę.
- Słuchaj, nie chcę by ci się coś stało, a poza tym sądzę, że twój trener też ci nie pozwoli wejść.- spojrzał mi w oczy.
- Jedź.- powiedziałam patrząc na światła.
- Nie chcę się z tobą kłócić Nath, ale nie mogę cię puścić na te zawody.- odparł.
- Nie jesteś moim tatą, pójdę do trenera jak mnie nie wpuści to sama wejdę, zależy mi na tym rozumiesz? Tobie zależy na fankach i chłopakach z zespołu, a mi zależy, by pokazać wszystkim, że nie jestem Nathalie Blues córka pana Blues'a. Chcę być znana jako Nathalie Blues, ale nie córka pana Blues'a. Przez to, że on jest sławny, to ja też, ale ja chcę żyć swoją sławą a nie jego. Myślisz, że dlaczego się zbuntowałam, dlaczego nie noszę różowych sukienek i nie piszczę na wasz widok? Bo ja mam swoje życie i swoje zdanie w tym życiu i nie mogę pozwolić, by ktoś podejmował decyzję za mnie. Chcę się uczyć na własnych błędach, nie na twoich, mojego brata, czy mojego taty na moich własnych.- powiedziałam.
- Dobra. Jesteś uparta jak osioł.- odparł zrezygnowany.- Jesteśmy na miejscu.- weszliśmy głównym wejściem, a po chwili na Niall'a naszło kilka fanek.
- To ty tu zostań, a ja pójdę pozałatwiać te różne sprawy.- powiedziałam, ale nie dane mi było odejść.
- Ty jesteś Nathalie Blues?- zapytała jakaś dziewczyna na około czternaście lat.
- Tak.- odparłam.
- To prawda, że jesteś dziewczyną Niall'a Horan'a?- spytała.
- Nie, skąd w ogóle taki pomysł?- odpowiedziałam pytaniem.
- No, bo na różnych portalach plotkarskich są wasze zdjęcia, jak jesteście razem i trzymacie się za ręce.- powiedziała.
- Trzymamy się za ręce...?- próbowałam sobie przypomnieć sytuację, w której trzymam go za rękę.''Biiip" rozległ się dźwięk powiadomienia.
- To mój.- powiedziała czternastolatka, wyjęła telefon i zaczęła dziwnie na mnie zerkać. Wreszcie pokazała mi zdjęcie, które wyświetlało się na ekranie. Przedstawiało Niall'a jak mnie dzisiaj trzymał tuż nad ziemią i jak mnie niósł na rękach.
- Nie no ja chyba zwariuję...- chciałam się walnąć w czoło, ale przypomniałam sobie o dłoniach.- Sory mała, ale muszę już iść.- powiedziałam.
- Czekaj. Dasz mi swój autograf?- zawołała.
- Nie za bardzo mam jak... Grałam na pianinie i klapa spadła mi na ręce, z tego samego powodu jestem tu, ale obiecuję, że jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy to ci go dam.- powiedziałam.
- A zrobisz sobie chociaż ze mną zdjęcie?- spytała.
- Spoko, do tego raczej nie trzeba rąk.- zgodziłam się.
Zrobiła nam zdjęcie. Podziękowała i odeszła. Ruszyłam w stronę recepcji. Stanęłam przy ladzie i po chwili obok mnie znalazł się Niall. Poprosiłam Blondyna, żeby się podpisał za mnie, bo ja nie mogłam. Recepcjonistka kazała nam usiąść i poczekać. Po chwili zauważyłam zmierzającą w naszą stronę pielęgniarkę.
- Nathalie Blues?- spojrzała na swój clipboard.
- Tak, to ja.- odparłam.
- Zapraszam na salę.- powiedziała.
Ruszyłam za nią, a Niall za mną, do szpitalnego pomieszczenia. Doktor dawał mi różne polecenia jak mam układać dłonie i robił rentgenowskie zdjęcia. Po chwili byłam już w drodze do innej sali, w której dostałam na każdy palec (oprócz kciuków) gips i potem moje ręce zostały owinięte bandażem. Zastanawiałam się co będę robić przez trzy tygodnie z bandażami na dłoniach. Dostałam zwolnienie lekarskie i przez te 21 dni miałam siedzieć w domu. Noga mnie już przestała boleć całkowicie. Spojrzałam na zegarek, który wyświetlał godzinę 10.40.
- Niall zawieź mnie do ''Carate Professional''- poprosiłam.
- Tak jest kapitanie.- uśmiechnął się i ruszyliśmy do wcześniej obranego celu.
Gdy byliśmy już na miejscu, Blondyn powiedział, że chce zostać i popatrzeć. Trener pozwolił mi brać udział w zawodach. Zabronił mi tylko rozbijania desek i cegieł. Za pomocą jednej z dziewczyn z drużyny ubrałam się w kimono i poszłam do Niall'a.
- Idź na lekcję. To nie będzie trwało trzydzieści minut, czy godzinę. Zawody trwają od około trzech do czterech godzin jak nie więcej.- powiedziałam.
- Nie szkodzi, poczekam.- uśmiechnął się.
Ruszyłam do trenera, by ustalić taktykę, a Blondyn został za bramką.

*Godz. 13.40*

~ Harry ~

Właśnie rozległ się dzwonek oznaczający koniec lekcji. Spakowałem się i ruszyłem na korytarz. Szedłem w stronę szafki, gdy nagle coś przykuło moją uwagę, a mianowicie grupka facetów ustawionych w półkolu, a w środku jakieś dwie dziewczyny. Poznałem, że to są Kath i Katy z mojej klasy. Powoli podszedłem, by przysłuchać się ich rozmowie. Ukryłem się za śmietnikiem skąd wszystko słyszałem.
- Musicie pozbyć się Nathalie jak najszybciej. Jeśli nie, cała NASZA sława pójdzie na nią. A tego byście raczej nie chcieli co nie? Ale za nim się jej pozbędziemy my dwie spróbujemy się z nią ''zaprzyjaźnić'' jeśli da się zmanipulować, to będzie ok, a jeśli nie wtedy pani ''Mam niebieskie włosy i umiem karate.'' zrobi pa pa tej szkole. A mam dla was jeszcze jedno zadanie, tylko bardziej dyskretne. Macie się dowiedzieć co ją łączy z One Direction i z którym z nich jest najbardziej związana. A teraz zadanie dla ciebie młoda.- zwróciła się do małej dziewczynki ubranej jak harcerka z kilkoma pudełkami ciastek w rękach.- Ty będziesz śledzić ją i Harry'ego Styles'a.- gdy usłyszałem moje imię i nazwisko zamarłem.- Zrób wszystko, by oni się ze sobą nie związali w sensie chłopak i dziewczyna.- w głowie już obmyślałem plan zemsty, dobrze że nagrałem wszystko na dyktafon.
Cofnąłem się za róg, by udać, że dopiero wyszedłem z klasy. Oni się rozeszli. Ja z udawanym uśmiechem pomachałem do Kath, a ona wyglądała jakby zaraz miała zemdleć. Wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem do domu. Zaparkowałem i wszedłem do pomieszczenia.
- Dobra, to teraz musi jeszcze wrócić Louis i Niall.- oznajmił z kuchni Liam.
- Ok, ja będę u siebie.- odparłem i poszedłem do swojego pokoju.
Ruszyłem do siebie i opadłem na łóżko.

* Godz. 17.20 *

~ Niall ~

Właśnie czekałem na Nath przed jej szatnią. Chciałem się podzielić moimi wrażeniami z jej walki. Chwilę chodziłem po korytarzu, aż zgłodniałem i poszedłem do barku w hall'u głównym. Usłyszałem piknięcie sms'a. Wyciągnąłem telefon i odczytałem:





































Zacząłem się śmiać z Liam'a. Po chwili przyszła do mnie Nath.
- Z czego się śmiejesz?- zapytała.
Pokazałem jej rozmowę z Liam'em i też parsknęła śmiechem. Wyszliśmy na zewnątrz. Już miałem wsiadać do auta, kiedy usłyszałem zduszony pisk. Odwróciłem się, a jakiś facet trzymał Nath na plecach. Wymachiwała rękami i nogami, ale to nic nie dawało.
- Puść ją!- krzyknąłem.

- Idź, dam sobie radę.- powiedziała Nath.
- Nie pójdę, dopóki ten sukinsyn cię nie zostawi.- odparłem i walnąłem go z całej siły w twarz.
Złapał się za nią, a ja wykorzystałem moment jego słabości.Kopnąłem go w brzuch, złapałem Nath, która gdyby nie ja spadła by na ziemię. Postawiłem ją na nogi. Szybko ruszyliśmy do mojego samochodu.W ostatniej chwili z piskiem opon ruszyliśmy z miejsca. Gdy odjechaliśmy dostatecznie daleko zwolniłem trochę. Pomyślałem, że pojadę w moje ulubione miejsce razem z nią. Nikt tam nie bywa. Odkryłem je kiedyś przypadkiem, gdy zgubiłem się w Londynie. Teraz jeżdżę tam, gdy chcę pobyć sam lub by po prostu posiedzieć.
- Gdzie jedziemy?- zapytała.
- Zobaczysz.- odparłem.
- Nie lubię niespodzianek...- powiedziała.
- Czemu?- spytałem.
- Zawsze obawiam się najgorszego...- odpowiedziała.
- Mnie się nie musisz obawiać i miejsca, do którego jedziemy też nie.- spojrzałem na nią.
Właśnie wyjechaliśmy na przedmieścia Londynu. Po chwili skręciliśmy w leśną uliczkę. Jechaliśmy kilka minut przez dość mocne wertepy, ale żeby zobaczyć co się znajduje na ich końcu jest warto. Dojechaliśmy, a ja poprosiłem Nath, żeby zasłoniła sobie chustką oczy.
- Ale Niall, ja się wywalę.- powiedziała.
- Nie wywalisz się, będę cię trzymać.- powiedziałem i złapałem ją w pasie. Dziewczyna lekko zadrżała pod wpływem mojego dotyku i ruszyliśmy przed siebie. Zastanawiałem się, co czuję do Nath, a dokładniej to czy się w niej zakochałem, czy nie. Po chwili moich rozmyślań doszliśmy na miejsce. Delikatnie odwiązałem jej opaskę. To pierwsza dziewczyna, dla której jestem tak delikatny i pokazałem jej moje miejsce. Przepraszam, to pierwsza osoba na całym świecie, której pokazałem moje miejsce i to do tego po tak krótkiej znajomości, a mimo to czuje, że mogę jej w pełni zaufać. Nath rozglądała się z zachwytem we wszystkie strony. Wiedziałem, że jej się tu spodoba. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
 - Podoba ci się tutaj?- zapytałem.
 - Niall... Tutaj jest pięknie...- powiedziała i odwróciła się w moją stronę.
 - Cieszę się, że ci się tu spodobało. Możesz tu przychodzić, gdy chcesz być sama, lub tak po prostu.- odparłem.Położyła się na trawie wśród kolorowych kwiatów, ja obok niej zrobiłem to samo.- Nath, mam pytanie...
 - Słucham.
 - Jakie jest twoje najskrytsze marzenie?- zapytałem, a ona spojrzała na mnie, a potem znów na niebo.
 - Moim marzeniem jest być czyimś marzeniem.- odpowiedziała smutno.
 - Od nas ze szkoły wielu chłopaków marzy o tobie.- powiedziałem.
 - To nie tak Niall... Marzę o tym by ktoś mnie pokochał nie za to kim jestem, tylko za to jaka jestem. Nie za wygląd, tylko za charakter. Nie za to kto jest moim ojcem, nie za moje pieniądze, nie za to, że przyjaźnię się z wami, nie za to czym się zajmuję... Ja tylko chcę, aby ktoś mnie pokochał po prostu za to, że jestem.- mówiąc to położyła się na boku twarzą do mnie. ''Chyba znam taką osobę...''- Naprawdę? A kto to?
- Co? Nie nikt...- skłamałem, bo tą osobą jestem ja, a po pierwsze nie jestem jeszcze pewien moich uczuć, a po drugie boję się, że jeśli jej to powiem, to mogę ją tym od siebie zrazić... Nie, nie, nie... Nie będę ryzykował utraty kogoś takiego jak ona.
 - No ok. A jakie jest twoje marzenie?- zapytała.
 - Hmmm... W sumie, to takie jak twoje.- spojrzałem na nią.
 - Wiesz co...? Jesteś jedyną osobą, która mnie naprawdę rozumie.- powiedziała i się do mnie przytuliła, uważając na swoje dłonie.
Ja nie wiedząc co zrobić, delikatnie odwzajemniłem jej uścisk.

 ~ Nath ~

 Dobrze mi się leżało w objęciach Niall'a. Ten facet, to jedyna osoba, której czuję, że mogę ufać. Poza tym używa super perfum. Lubię tego Blondynka. Niby zawsze jestem sobą, ale wydaje mi się, że przy nim otwiera się Stara Nath. Ta czarnowłosa uczuciowa dziewczyna, która zawsze się uśmiecha, mimo że nie zawsze szczerze. Nie czeka na miłość, tylko sama jej szuka. Nie ugania się za marzeniami, tylko je spełnia. Wolałam być tamtą Nath, która zawsze mówiła prawdę i nie ukrywała swoich uczuć. Trudno się zmienić z dnia na dzień, więc chociaż postaram się to zrobić powoli. Poczułam wibracje w mojej kieszeni. Niechętnie oderwałam się od chłopaka i odebrałam.
 - Hej Nath, tu Vicky. Chciałam się zapytać jak się czujesz i czy masz coś na jutro w planach?- usłyszałam głos koleżanki w słuchawce i włączyłam na głośnik.
 - W sumie to nic specjalnego jutro nie robię, bo muszę siedzieć w domu przez trzy tygodnie, bo okazało się, że oprócz kciuków wszystkie palce mam złamane i łażę teraz w jakiś durnych gipsach, a czemu pytasz?- spytałam.
- Bo chciałam cię zabrać na koncert The Vamps.- odparła.
- A kto to?- zapytałam.
- Czteroosobowy boysband. Muzyka pop i tak dalej.- powiedziała.
- Coś jak One Direction?- zadałam pytanie.
- Dokładnie.
- To przepraszam, ale nawet gdybym mogła, to bym nie poszła, to nie mój klimat. Przykro mi, ale musisz znaleźć kogoś innego, sorry.- wyjaśniłam.
- Dzięki za szczerość. Pa- mimo że nie widziałam jej twarzy, to mam pewność, że się uśmiechnęła.
- Cześć.- mruknęłam i kliknęłam czerwoną słuchawkę.
- Kto to był?- spytał Blondyn.
- Vicky.- odparłam.
- Spoko, fajna z niej przyjaciółka.- stwierdził.
- Taaak... Uwielbiam ją, jest taka wyluzowana.- powiedziałam.
- A z naszej klasy kogo najbardziej lubisz?- zapytał.
- Vicky i oczywiście ciebie. Większości stamtąd nie kojarzę... A czemu o to pytasz?- odpowiedziałam.
- Tak sobie...- oznajmił.
- A ty?- zadałam pytanie.
- Co ja?- zdziwił się.
- No kogo ty najbardziej lubisz?- spytałam.
- Hmmm... Tak najbardziej, to lubię Liama... i oczywiście ciebie.- uśmiechnął się do mnie.
Odwzajemniłam się tym samym. Niedługo potem musiałam się zbierać do domu, więc Niall mnie zawiózł. Pocałowałam go w policzek na pożegnanie. Weszłam do swojego pokoju. Jakimś cudem zdjęłam normalny stanik i założyłam sportowy. Ubrałam luźną koszulkę Jack'a i jego spodenki. To była taka jakby moja piżama, bo na mojego brata te ciuchy była za małe. Dostałam od niego sms'a, że dzisiaj śpi u chłopaków. ''Czyli będę sama...'' pomyślałam ''No cóż...'' Przykryłam się kołdrą i zasnęłam.

* Godz. 02.34*

Usłyszałam pukanie do drzwi, które wyrwało mnie ze snu. Wiedziałam, że tata dzisiaj nie wróci, bo już uprzedzał, Jack'a nie ma, bo jest u chłopaków. Zastanawiałam się, kto to może być. Zeszłam na dół i wyjrzałam przez wizjer. Przeżyłam szok. ''Debil'' pomyślałam. ''To wpuścisz mnie?'' dostałam odpowiedź. Od kluczyłam drzwi i zaprosiłam go do środka. ''Przyszedłem, bo nie chcę, by twoje zwierzęta zdechły'' pomyślał ''Ta jasne...''. Wiedziałam, że znalazł się w moim domu z innego powodu, ale dałam mu spokój.
- Chcesz spać w moim, czy w Jack'a pokoju?- spytałam.
- Obojętnie.- odparł.
- To śpisz u Jack'a.- uniosłam głowę i posłałam mu triumfalny uśmiech.
- Ej no...- mruknął.
- Myślałam, że ci obojętnie...- zatrzepotałam słodko rzęsami.
- Yyy... No bo tak jest...- złapał się za kark.
- Ja przecież żartuję Niall. Nie będę taka wredna i pozwolę ci spać ze mną, bo ja sama też nie chcę spać u mojego brata.- zaśmialiśmy się i położyliśmy się w moim łóżku.
Niall chwilę jeszcze grzebał w telefonie. Chwilę patrzałam na jego twarz oświetloną tylko przez ekran telefonu i się odwróciłam do niego plecami. W końcu usłyszałam jak odkłada telefon na nocny stolik.
- Nath śpisz?- szepnął, a ja postanowiłam się nie odzywać.- To dobrze, że śpisz... Boję się powiedzieć ci to prosto w oczy...- poczułam jak się nade mną nachyla i obejmuje mnie ręką.- Nie jestem do końca pewien swoich uczuć, ale chyba się w tobie zakochałem.- wyszeptał mi do ucha delikatnie dotykając je ustami.
Przeszły mnie dreszcze, gdy to powiedział. Postanowiłam się do niego odwrócić twarzą. Wtuliłam się w jego nagi tors... Jego piżama, to tylko bokserki, ale mi to nie przeszkadza. Udawałam, że mówię przez sen.
- Niall... Proszę... Zostań... Nie odchodź... Nie przeżyję dłużej... Błagam... Niall proszę... Zostań ze mną... NIEEE!!!- krzyknęłam.
Gwałtownie się podniosłam, prawie spadając z łóżka. Dobrze, że on nie wiedziała, że to tylko symulacja, żeby poczuł się lepiej. Chłopak patrzył na mnie z szokiem.
- Nath...? Co się stało?- zapytał.
- Emm... Nic takiego, to tylko zwykły koszmar...- mruknęłam.
- A o czym był, jeśli można wiedzieć?- spytał.
- Ammm... Eee... Nie... Nie pamiętam, opowiem, jak mi się przypomni, a teraz chodźmy już spać.- odparłam i ziewnęłam.
- No dobrze...- odparł i się położyliśmy.
- Niall...?- spytałam po chwili ciszy.
- Tak?- spojrzał na mnie.
- Bo ja... Czy... Czy mógłbyś mnie przytulić?- spytałam znowu symulując.
- Jasne!... To znaczy... Jeśli chcesz, to oczywiście...- odparł
Wtuliłam się w jego nagi tors, a on objął mnie swoimi rękami. W tej pozycji oboje odpłynęliśmy do krainy Morfeusza.