* 2 i pół tygodnia później. *
~ Nath ~
Zostały tylko 4 dni do ściągnięcia bandaży. Już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę ''wolna''.
- Dość wczesną mamy porę nie sądzisz?- spojrzałam na zegarek, który wskazywał 5.38 rano.
- No raczej... Nie spałem najlepiej, a ty?- spytał.
- Nie najgorzej, aczkolwiek mogłoby być lepiej.- odparłam i usłyszałam dzwonek do drzwi.- Kto to może być o tej porze...? Otworzysz?- zrobiłam słodkie oczka do brata.
- Przecież po to żyję, prawda?- zapytał retorycznie.
Usłyszałam jak otwiera drzwi, a potem dobiegły mnie odgłosy przyciszonej, nerwowej rozmowy. Nic nie rozumiałam, mimo że mam bardzo, bardzo dobry słuch. Udało mi się tylko określić, że nie licząc mojego brata są jeszcze 4 inne osoby. Zastanawiałam się, czemu szepczą, skoro nikt nie śpi, a tata jest w biurze. Po chwili dobiegł mnie głos zamknięcia drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam wchodzących do salonu chłopaków z 1D, ale (co mnie bardzo zaskoczyło) bez Blondyna.
- Cześć chłopaki. Gdzie zgubiliście Niall'a?- spytałam uśmiechając się.
- My przyszliśmy właśnie w tej sprawie...- podrapał się po głowie Zayn.
- Jak to? Coś mu się stało?- spochmurniałam.
- Eee... Można tak powiedzieć...- mruknął Liam, a ja się spojrzałam na nich wyczekująco.
- Wyjaśni mi to ktoś?- zapytałam.
- Eghem... Opowiem ci teraz pewną historię, ale słuchaj jej bardzo uważnie...- nie dałam skończyć Harry'emu.
- Nie mam czasu na jakieś debilne historie, gadajcie co jest grane?- prawie krzyknęłam.
- Spokojnie, nie spinaj się tak. Więc sprawa wygląda jasno Niall się w tobie zakochał, ale wiedział, że nie odwzajemniasz jego uczuć, dlatego postanowił ci o tym nie mówić. Później Kath i Katy wpadły na jakże ''genialny'' pomysł sabotowania cię. Więc nasz Loczek postanowił się im zrewanżować, bo sprawa dotyczyła również jego. On też wpadł na świetny pomysł z ''byciem parą'' i pojechał objaśnić to tobie. Tego owego dnia Niall wrócił późno do domu, smutny, przybity i nie dało się go rozśmieszyć. Nawet filmu nie chciał z nami oglądać. Zamknął się po prostu w pokoju i w ogóle nie wychodził, do nikogo się nie odzywał, do szkoły też nie chodził. Nie przychodził na spotkania, nie widywał się z wytwórnią. On nawet nie jadł, co było prawie niemożliwe. Mówiliśmy, że jest chory. Nie wiedzieliśmy co się z nim dzieje dopóki Hazz nie obwieścił nam swojego planu. Liam'owi udało się z nim pogadać, a następnego dnia on się najzwyczajniej w świecie rozpłynął. Zniknął. Nadal nie wrócił. Nie odbiera telefonu, nie ma z nim żadnego kontaktu. Więc przyszliśmy do ciebie mając w nadziei, że ty coś wymyślisz.- wyjaśnił Louis.
- Że jak?! Wy żartujecie tak?- spytałam z niedowierzaniem i wstałam.
- Czy ja wyglądam jakbym żartował?- spytał mnie Lou ze zbyt poważną jak na niego miną.
- Ale... Boże ten chłopak jest niemożliwy... Pewnie to chciał wtedy ukryć... Że się we mnie zakochał... Ale dlaczego padło na mnie? Nie jestem ani ładna, ani mądra, ani utalentowana, ani nawet nie staram się przyzwoicie zachowywać. Poza tym, kto by chciał chodzić z tak tłustą osobą jak ja?- gadałam sama do siebie krążąc wokół stolika. Podszedł do mnie Harry i podciągnął moją koszulkę.- C-c-co ty robisz debilu?!- krzyknęłam, a on natychmiast puścił moją bluzkę.
- Gdzie ty do cholery jasnej masz jakiś tłuszcz?- zapytał.
- No wszędzie, nie udawaj, że nie widzisz.- odparłam.
- Czyli rozumiem, że w twoim mniemaniu tłusta osoba, to taka, której pępek jest przyklejony do kręgosłupa tak?- zadrwił Louis.
- Zamknij się, albo pożałujesz, że się urodziłeś.- spojrzałam na niego z mordem w oczach.
- Spokojnie, nie ma powodu do kłótni. My już musimy spadać, bo mamy spotkanie, ale jak tylko coś wymyślisz daj znać.- powiedział Liam i wyszli.
- Boże dlaczego ty mi tak życie komplikujesz...- powiedziałam do siebie i pobiegłam do swojego pokoju, nie chciałam, żeby Jack widział, że płaczę.
Usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Poczułam, że się unoszę, rozejrzałam się na boki i zobaczyłam, że różne inne rzeczy też się unoszą. ''Czyli nie potrafię kontrolować tego, gdy jestem smutna... Nie... nie gdy jestem smutna, to musi być co innego...'' Oglądałam moje bandaże. Moje palce już i tak są wyleczone od dwóch tygodni, więc po co mi te głupie opatrunki? Kolejny plus moich nadprzyrodzonych zdolności szybka regeneracja kości i ran. Jest jeszcze mnóstwo tych moich ''medżików'', gdyby ludzie wiedzieli, że je mam byłabym wszechmogąca (nie będę opisywać innych zdolności, a jest ich bardzo dużo, ale będzie o tym w kolejnych rozdziałach). Mniejsza o to. Jak mogę myśleć o sobie, kiedy Niall gdzieś zniknął. Boże jaka ze mnie egoistka... Zaczęłam cicho szlochać i spuściłam głowę w dół.
~ Jack ~
Wchodząc na górę usłyszałem jak Nath płacze. Zaskoczyło mnie to, bo ona niewiarygodnie rzadko płacze. Uchyliłem jej drzwi bez pukania. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że w jej pokoju niemal wszystko lewitowało, razem z nią siedzącą na uniesionym łóżku. Gdy już się otrząsnąłem, wszedłem po cichu do środka. Nie licząc dnia, w którym przyszedłem oddać jej kostium nie byłem tu odkąd się wprowadziliśmy. Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo zmienił się jej pokój, a co się z tym wiąże również ona. Wdrapałem się na łóżko obok niej. Dopiero teraz mnie zauważyła. (Cała rozmowa przebiegała po polsku.)
- Hej.- powiedziała drżącym szeptem.
- Cześć.- odpowiedziałem jej cicho.
- Po co przyszedłeś?- spytała nadal tym samym tonem.
- Żeby cię uświadomić, że nie jesteś sama.- odparłem.
- Jak to?- spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Nie rozumiem, o czym mówisz...
- Chodzi o to, że nie chcę żebyś myślała, że cię nie kocham, czy coś... Zawsze chciałem być dobrym bratem, ale byłem zazdrosny i... Jest mi przykro, że wolałabyś, aby Niall był twoim bratem, a nie ja, ale rozumiem...- wyjaśniłem.
- Przepraszam... Skąd o tym wiesz?- zapytała.
- Ja też jestem dzieckiem słynnej Veronic Nathalie Blues.- powiedziałem.
- To znaczy, że ty też...- nie dałem jej skończyć.
- Tak i myślałem, że jestem jedyny, może więc nasze moce po prostu nie są tak silne, bo zostały rozdzielone.- dałem sugestie.
- Albo są tak samo silne, ale jeśli będziemy współpracować będą silniejsze, a co za tym idzie możemy...
- Odnaleźć Niall'a- powiedzieliśmy oboje.
- Tylko jak to zrobić...?- zamyśliłem się.
- Wiesz no nasze łącze empatyczne i telepatyczne wygasło po śmierci mamy, tak jakby to ona była źródłem tej mocy, co w sumie by się zgadzało, ale czasem słyszałam twoje myśli. Na przykład kiedy tata się dowiedział, że jak byliśmy w pierwszej klasie podstawówki, kopnąłeś nauczycielkę... Po tej kłótni wtedy słyszałam takie jakby urywki twoich rozmyślań, jakbyś oczekiwał wsparcia, ale niezbyt chciał to okazywać.- powiedziała.
- Wow... To jest po prostu niesamowite... Między nami są jeszcze dwie więzi...- odparłem.
- Jakie?- spytała.
- Pierwsza, to rodzinna, a druga bliźniacza. Przez nią właśnie powinniśmy się porozumiewać, ale jakoś nasze kontakty nigdy nie były dobre...- wyjaśniłem.
- W takim razie... Chyba zgodzisz się ze mną, że... że czas to zmienić.- spojrzała na minie oczami pełnymi... nadziei?
- Tak, zgadzam się z tym.- odparłem.
- Dziwne jest to, że mogę czytać każdemu w myślach, ale na świecie istnieją tylko dwie osoby, które mogą odczytać moje myśli, z czego z jedną mogę się komunikować bez słów, a druga po prostu ma taki dar jak ja.- powiedziała.
- Kto?- zdziwiłem się.
- Niall i ty.- odparła i znów spuściła głowę.
- Naprawdę? Niall jest taki jak my?- zapytałem z niedowierzaniem.
- Nie, ale on... On jakimś nieprawdopodobnym sposobem wzbudził we mnie swoje zaufanie i nawiązałam z nim więź telepatyczną.- wytłumaczyła.
- To nieźle. On teraz jest na świecie jedyną osobą, która wie o naszych... Przepraszam twojej mocy.- poprawiłem się.
- Ale niedługo będzie wiedział też o twojej, więc nie przesadzaj.- na jej twarzy na ułamek sekundy przetoczył się cień uśmiechu.
- Więc jak go znajdziemy?- spytałem.
- Może najpierw spróbuje do niego zadzwonić, jeśli nie odbierze, wtedy pomyślimy o czymś innym.- odparła i (telekinetycznie) wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Blondyna. Włączyła na głośnomówiący. Po dwóch sygnałach włączyła się poczta głosowa.
- Odrzucił połączenie...- powiedziałem nieco zaniepokojony.
- Coś mi mówi, że on chce chociaż przez jeden dzień odetchnąć...- odparła zrezygnowanym tonem.
- Miejmy tylko nadzieje, że nic sobie nie zrobił...- mruknąłem.
- Szkoda, że nie jestem optymistką, tylko pesymistką...- westchnęła.
- Nath muszę iść, umówiłem się z tatą, że wpadnę do niego o szóstej, bo prosił. Pamiętaj, że cię kocham.- pocałowałem ją w czoło i poszedłem na dół.
Ubrałem się, wziąłem kanapkę wcześniej przeze mnie zrobioną i wyszedłem na zewnątrz. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w stronę głównego biurowca ojca.
~ Niall~
Czułem się strasznie odrzucając połączenie od Nath, a jeszcze straszniej się czułem, bo w ogóle zadzwoniła. Potrzebuję chwili odetchnienia. Muszę przemyśleć parę spraw. Mam nadzieję, że nasze łącze telepatyczne nie sięgnie aż tu i mam też nadzieję, że nikt nie wpadnie na to, by tu przyjechać. Zadzwoniłem do drzwi, które po krótkiej chwili się otworzyły.
- Niall, skarbie jak ja cię dawno nie widziałam.- powiedziała moja mama i mnie przytuliła.
- Ja też tęskniłem.- odparłem.
- Wejdź. Jak długo u nas zostaniesz?- spytała.
- Dopóki nie zechcesz, abym wyszedł, albo wcześniej, bo widzisz mam problem... z dziewczyną.- podrapałem się po tyle głowy wchodząc do salonu.
- Czy jakaś znowu złamała ci serce?- zatroskała się mama.
- Nie... Chodzi o to, że ja się w niej zakochałem, ale ona nie odwzajemnia tego. W szkole takie dwie dziewczyny ją sabotowały, bo przejęła władzę i Harry, żeby za ich zemstę się na nich zemścić postanowił stworzyć fikcyjny związek z tą dziewczyną, a gdy to usłyszałem, to myślałem, że mi serce pęknie...- opowiedziałem.
- A jak ona ma na imię?- spytała mama.
- Nathalie, Nathalie Blues.- westchnąłem na wspomnienie o niebieskowłosej.
- Taka co ma niebieskie włosy?- zapytała.
- Tak, znasz ją?- zdziwiłem się.
- Nie osobiście. Przyleciała tu pół roku temu razem z ojcem i bratem. Rozdawała jedzenie i potrzebne rzeczy biedniejszym rodzinom i osobom.- wyjaśniła.
- Nic mi o tym nie powiedziała...- zamyśliłem się. Rozległ się szczęk otwieranych drzwi, a do salonu wszedł ojciec.
- Niall, synu, co cię sprowadza do domu?- zapytał i uścisnął mnie.
- Cześć tato.- odparłem.
- To czemu przyjechałeś?- usiadł na fotelu na przeciwko mnie.
- Problemy sercowe?- oznajmiłem nieco pytająco.
- Ach... Rozumiem.- powiedział w półuśmiechu.
- Mógłbym pójść na górę? Dawno tam nie byłem...- spojrzałem na schody.
- Oczywiście! Nawet nie pytaj, przecież to nadal twój dom synku.- mama uśmiechnęła się ciepło, co mi też nieco poprawiło humor.
- Dobrze mamo.- odpowiedziałem i ruszyłem na górę.
- A nie jesteś głodny po podróży?- krzyknęła za mną troskliwie moja rodzicielka.
- Nie mam apetytu.- oznajmiłem i wszedłem dalej.
- Z Niall'em jest coś nie tak, nie uważasz?- usłyszałem przyciszony głos mamy.
- Sam mówił, że sprawy sercowe... Chłopak jest po prostu chory z miłości...- podsumował tata, a ja otworzyłem drzwi do swojego starego pokoju.
Zawsze gdy przyjeżdżałem do domu zastawałem mój kąt w nienaruszonym stanie. Błękitne ściany, duży, stary telewizor, kilka plakatów The Beatles, zawsze pościelone łóżko i zero kurzu. Tak samo poukładane książki, płyty, gry... Wszystko było takie jak zawsze z wyjątkiem jednego... Mianowicie brakowało tu młodego chłopaka z wielkimi marzeniami. Coś leżącego na biurku przykuło moją uwagę. Podszedłem bliżej. Sądzę, że moja mama zapomniała czegoś wziąć, gdy ścierała kurze. Było to kilka białych kartek. Poodwracałem je na drugą stronę i to co tam zobaczyłem prawie zwaliło mnie z nóg. To były zdjęcia Nath i mnie (osobno). Przyglądałem się dokładnie fotografiom próbując znaleźć coś co je łączy i udało mi się. Było to identyczne tło z tyłu po prawej była niższa ode mnie o 2 głowy dziewczyna, w przypadku niebieskowłosej była tylko o 1 głowę niższa. Ten sam uśmiech, ta sama koszulka, to samo tło, ten sam układ postaci, aczkolwiek żadne ze zdjęć nie wyglądało na podrobione, a ja pamiętam tą dziewczynę. Przeprowadziła się do Dublinu z Kansas. Nagle poczułem, że mój telefon wibruje. Wyjąłem go i spojrzałem na wyświetlacz. Znowu Nath. Odebrałem i położyłem się na łóżku z telefonem przy uchu.
- Jack, powiedz mi co ja mam zrobić?- usłyszałem jej szloch w słuchawce.- Znowu odrzucił połączenie.
- Daj mu spokój, on musi odetchnąć. Sława też daje w kość.- odparł jej brat.
- Ale ty nie rozumiesz, że to przeze mnie on zniknął? Martwię się o niego... Boje się, że przez moją głupotę on coś sobie zrobi.- zaczęła trochę głośniej płakać.
- Po pierwsze to nie twoja wina, że się w tobie zakochał, jak to Louis powiedział, po drugie Niall to mądry i wyrozumiały chłopak, po prostu musi odpocząć od tego wszystkiego. Sądzę, że dobrze mu zrobi ten wyjazd. Zapomnij o nim, przynajmniej dopóki nie wróci.- powiedział Jack.
- Ale Jack jak ja mam o nim zapomnieć? Ja naprawdę się boję o niego... Boje się, że przeze mnie coś sobie zrobi, albo już nigdy się do mnie nie odezwie, albo odejdzie z One Direction, albo jeszcze wiele innych rzeczy... Martwię się o niego, bo to mój przyjaciel, rozumiesz?- zapytała szlochając.
- Jesteś pewna, że on nie jest dla ciebie kimś więcej? Wiesz, do tej pory Ania i Nikodem byli twoimi najlepszymi przyjaciółmi, ale o nich nigdy się AŻ tak nie martwiłaś.- zaakcentował jej brat.
- Masz na myśli, że się w nim zauroczyłam?- spytała lekko zdziwiona.
- Mam na myśli, że się w nim zakochałaś. Jeszcze nigdy nie traktowałaś tak żadnego chłopaka. Poza tym zobacz Niall zniknął, a ciebie nie widziałem płaczącej odkąd dowiedziałaś się, że mama nigdy nie wróci. Przez bliźniacze łącze czuję twój smutek i rozumiem co czujesz, ale nie martw się o niego. On potrzebuje tego... Tej chwili spokoju, musi przemyśleć kilka spraw, pogadać z kimś komu może się zwierzyć, na przykład z mamą. Sądzę, że pojechał do rodziny.- wyjaśnił Jack.
- Do rodziny...- powtórzyła cicho Nath - No jasne! Niall jest w Irlandii, dlatego nigdzie go nie ma... Naprawdę sądzisz, że jestem w nim zakochana?- spytała.
- W stu procentach.- odpowiedział
- To znaczy, że co mam z nim iść na randkę?- zdziwiła się.
- No wiesz... Jak dwie osoby czują do siebie to samo, to wydaje mi się, że wypadałoby, abyś poszła z nim na randkę. Żeby się chociaż dowiedział jaka jesteś zrzędliwa.- na te słowa Nath się zaśmiała.
- A jak nam się nie uda? A jak coś spieprzę i już się nie będziemy przyjaźnić?- zapytała.
- Boże jaka ty jesteś uparta... Chociaż raz pomyśl optymistycznie. "Oczywiście najmądrzejszy braciszku, ty zawsze masz rację, pewnie będzie tak jak mówisz."- powiedział udając dziewczęcy głos.
- Ha ha, bardzo śmieszne... Ale masz rację, powinnam spróbować... Mam nadzieję tylko, że nic nie popsuje naszych więzi... Nie chciałabym z nim stracić kontaktu...- odpowiedziała.
- Spokojnie mała, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.- zapewnił ją brat.
- Ale nadal nie rozumiem dlaczego gdy się dowiedziałam, że Niall zniknął to wszystkie rzeczy zaczęły się unosić... Znaczy wiem, że to przez moją moc, ale nie wiem jakim uczuciem była kierowana, bo na pewno nie smutkiem... To musi być coś innego.- westchnęła.
- Może napisz do niego, że się martwisz, albo coś... Kto wie...- po tych słowach szybko się rozłączyłem, bo zrozumiałem, że Nath zaraz będzie sięgać po telefon.
- To znaczy, że ona mnie kocha...?- zapytałem po cichu sam siebie i uśmiechnąłem się na samą myśl o tym.
Po chwili dostałem sms'a.
Pomyślałem chwilę i odpisałem.
Nie odpisała na moją wiadomość, ale domyśliłem się, że się zdziwiła, bo odpisałem. Odłożyłem telefon na szafkę nocną i z pozycji półsiedzącej zsunąłem się. Włożyłem ręce pod głowę i zacząłem przyglądać się sufitowi. Po chwili usłyszałem dźwięk wiadomości. Sięgnąłem po telefon i odczytałem.
* 3 dni później *
~ Nath ~
~ Nath ~
Zostały tylko 4 dni do ściągnięcia bandaży. Już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę ''wolna''.
- Dość wczesną mamy porę nie sądzisz?- spojrzałam na zegarek, który wskazywał 5.38 rano.
- No raczej... Nie spałem najlepiej, a ty?- spytał.
- Nie najgorzej, aczkolwiek mogłoby być lepiej.- odparłam i usłyszałam dzwonek do drzwi.- Kto to może być o tej porze...? Otworzysz?- zrobiłam słodkie oczka do brata.
- Przecież po to żyję, prawda?- zapytał retorycznie.
Usłyszałam jak otwiera drzwi, a potem dobiegły mnie odgłosy przyciszonej, nerwowej rozmowy. Nic nie rozumiałam, mimo że mam bardzo, bardzo dobry słuch. Udało mi się tylko określić, że nie licząc mojego brata są jeszcze 4 inne osoby. Zastanawiałam się, czemu szepczą, skoro nikt nie śpi, a tata jest w biurze. Po chwili dobiegł mnie głos zamknięcia drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam wchodzących do salonu chłopaków z 1D, ale (co mnie bardzo zaskoczyło) bez Blondyna.
- Cześć chłopaki. Gdzie zgubiliście Niall'a?- spytałam uśmiechając się.
- My przyszliśmy właśnie w tej sprawie...- podrapał się po głowie Zayn.
- Jak to? Coś mu się stało?- spochmurniałam.
- Eee... Można tak powiedzieć...- mruknął Liam, a ja się spojrzałam na nich wyczekująco.
- Wyjaśni mi to ktoś?- zapytałam.
- Eghem... Opowiem ci teraz pewną historię, ale słuchaj jej bardzo uważnie...- nie dałam skończyć Harry'emu.
- Nie mam czasu na jakieś debilne historie, gadajcie co jest grane?- prawie krzyknęłam.
- Spokojnie, nie spinaj się tak. Więc sprawa wygląda jasno Niall się w tobie zakochał, ale wiedział, że nie odwzajemniasz jego uczuć, dlatego postanowił ci o tym nie mówić. Później Kath i Katy wpadły na jakże ''genialny'' pomysł sabotowania cię. Więc nasz Loczek postanowił się im zrewanżować, bo sprawa dotyczyła również jego. On też wpadł na świetny pomysł z ''byciem parą'' i pojechał objaśnić to tobie. Tego owego dnia Niall wrócił późno do domu, smutny, przybity i nie dało się go rozśmieszyć. Nawet filmu nie chciał z nami oglądać. Zamknął się po prostu w pokoju i w ogóle nie wychodził, do nikogo się nie odzywał, do szkoły też nie chodził. Nie przychodził na spotkania, nie widywał się z wytwórnią. On nawet nie jadł, co było prawie niemożliwe. Mówiliśmy, że jest chory. Nie wiedzieliśmy co się z nim dzieje dopóki Hazz nie obwieścił nam swojego planu. Liam'owi udało się z nim pogadać, a następnego dnia on się najzwyczajniej w świecie rozpłynął. Zniknął. Nadal nie wrócił. Nie odbiera telefonu, nie ma z nim żadnego kontaktu. Więc przyszliśmy do ciebie mając w nadziei, że ty coś wymyślisz.- wyjaśnił Louis.
- Że jak?! Wy żartujecie tak?- spytałam z niedowierzaniem i wstałam.
- Czy ja wyglądam jakbym żartował?- spytał mnie Lou ze zbyt poważną jak na niego miną.
- Ale... Boże ten chłopak jest niemożliwy... Pewnie to chciał wtedy ukryć... Że się we mnie zakochał... Ale dlaczego padło na mnie? Nie jestem ani ładna, ani mądra, ani utalentowana, ani nawet nie staram się przyzwoicie zachowywać. Poza tym, kto by chciał chodzić z tak tłustą osobą jak ja?- gadałam sama do siebie krążąc wokół stolika. Podszedł do mnie Harry i podciągnął moją koszulkę.- C-c-co ty robisz debilu?!- krzyknęłam, a on natychmiast puścił moją bluzkę.
- Gdzie ty do cholery jasnej masz jakiś tłuszcz?- zapytał.
- No wszędzie, nie udawaj, że nie widzisz.- odparłam.
- Czyli rozumiem, że w twoim mniemaniu tłusta osoba, to taka, której pępek jest przyklejony do kręgosłupa tak?- zadrwił Louis.
- Zamknij się, albo pożałujesz, że się urodziłeś.- spojrzałam na niego z mordem w oczach.
- Spokojnie, nie ma powodu do kłótni. My już musimy spadać, bo mamy spotkanie, ale jak tylko coś wymyślisz daj znać.- powiedział Liam i wyszli.
- Boże dlaczego ty mi tak życie komplikujesz...- powiedziałam do siebie i pobiegłam do swojego pokoju, nie chciałam, żeby Jack widział, że płaczę.
Usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Poczułam, że się unoszę, rozejrzałam się na boki i zobaczyłam, że różne inne rzeczy też się unoszą. ''Czyli nie potrafię kontrolować tego, gdy jestem smutna... Nie... nie gdy jestem smutna, to musi być co innego...'' Oglądałam moje bandaże. Moje palce już i tak są wyleczone od dwóch tygodni, więc po co mi te głupie opatrunki? Kolejny plus moich nadprzyrodzonych zdolności szybka regeneracja kości i ran. Jest jeszcze mnóstwo tych moich ''medżików'', gdyby ludzie wiedzieli, że je mam byłabym wszechmogąca (nie będę opisywać innych zdolności, a jest ich bardzo dużo, ale będzie o tym w kolejnych rozdziałach). Mniejsza o to. Jak mogę myśleć o sobie, kiedy Niall gdzieś zniknął. Boże jaka ze mnie egoistka... Zaczęłam cicho szlochać i spuściłam głowę w dół.
~ Jack ~
Wchodząc na górę usłyszałem jak Nath płacze. Zaskoczyło mnie to, bo ona niewiarygodnie rzadko płacze. Uchyliłem jej drzwi bez pukania. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że w jej pokoju niemal wszystko lewitowało, razem z nią siedzącą na uniesionym łóżku. Gdy już się otrząsnąłem, wszedłem po cichu do środka. Nie licząc dnia, w którym przyszedłem oddać jej kostium nie byłem tu odkąd się wprowadziliśmy. Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo zmienił się jej pokój, a co się z tym wiąże również ona. Wdrapałem się na łóżko obok niej. Dopiero teraz mnie zauważyła. (Cała rozmowa przebiegała po polsku.)
- Hej.- powiedziała drżącym szeptem.
- Cześć.- odpowiedziałem jej cicho.
- Po co przyszedłeś?- spytała nadal tym samym tonem.
- Żeby cię uświadomić, że nie jesteś sama.- odparłem.
- Jak to?- spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Nie rozumiem, o czym mówisz...
- Chodzi o to, że nie chcę żebyś myślała, że cię nie kocham, czy coś... Zawsze chciałem być dobrym bratem, ale byłem zazdrosny i... Jest mi przykro, że wolałabyś, aby Niall był twoim bratem, a nie ja, ale rozumiem...- wyjaśniłem.
- Przepraszam... Skąd o tym wiesz?- zapytała.
- Ja też jestem dzieckiem słynnej Veronic Nathalie Blues.- powiedziałem.
- To znaczy, że ty też...- nie dałem jej skończyć.
- Tak i myślałem, że jestem jedyny, może więc nasze moce po prostu nie są tak silne, bo zostały rozdzielone.- dałem sugestie.
- Albo są tak samo silne, ale jeśli będziemy współpracować będą silniejsze, a co za tym idzie możemy...
- Odnaleźć Niall'a- powiedzieliśmy oboje.
- Tylko jak to zrobić...?- zamyśliłem się.
- Wiesz no nasze łącze empatyczne i telepatyczne wygasło po śmierci mamy, tak jakby to ona była źródłem tej mocy, co w sumie by się zgadzało, ale czasem słyszałam twoje myśli. Na przykład kiedy tata się dowiedział, że jak byliśmy w pierwszej klasie podstawówki, kopnąłeś nauczycielkę... Po tej kłótni wtedy słyszałam takie jakby urywki twoich rozmyślań, jakbyś oczekiwał wsparcia, ale niezbyt chciał to okazywać.- powiedziała.
- Wow... To jest po prostu niesamowite... Między nami są jeszcze dwie więzi...- odparłem.
- Jakie?- spytała.
- Pierwsza, to rodzinna, a druga bliźniacza. Przez nią właśnie powinniśmy się porozumiewać, ale jakoś nasze kontakty nigdy nie były dobre...- wyjaśniłem.
- W takim razie... Chyba zgodzisz się ze mną, że... że czas to zmienić.- spojrzała na minie oczami pełnymi... nadziei?
- Tak, zgadzam się z tym.- odparłem.
- Dziwne jest to, że mogę czytać każdemu w myślach, ale na świecie istnieją tylko dwie osoby, które mogą odczytać moje myśli, z czego z jedną mogę się komunikować bez słów, a druga po prostu ma taki dar jak ja.- powiedziała.
- Kto?- zdziwiłem się.
- Niall i ty.- odparła i znów spuściła głowę.
- Naprawdę? Niall jest taki jak my?- zapytałem z niedowierzaniem.
- Nie, ale on... On jakimś nieprawdopodobnym sposobem wzbudził we mnie swoje zaufanie i nawiązałam z nim więź telepatyczną.- wytłumaczyła.
- To nieźle. On teraz jest na świecie jedyną osobą, która wie o naszych... Przepraszam twojej mocy.- poprawiłem się.
- Ale niedługo będzie wiedział też o twojej, więc nie przesadzaj.- na jej twarzy na ułamek sekundy przetoczył się cień uśmiechu.
- Więc jak go znajdziemy?- spytałem.
- Może najpierw spróbuje do niego zadzwonić, jeśli nie odbierze, wtedy pomyślimy o czymś innym.- odparła i (telekinetycznie) wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Blondyna. Włączyła na głośnomówiący. Po dwóch sygnałach włączyła się poczta głosowa.
- Odrzucił połączenie...- powiedziałem nieco zaniepokojony.
- Coś mi mówi, że on chce chociaż przez jeden dzień odetchnąć...- odparła zrezygnowanym tonem.
- Miejmy tylko nadzieje, że nic sobie nie zrobił...- mruknąłem.
- Szkoda, że nie jestem optymistką, tylko pesymistką...- westchnęła.
- Nath muszę iść, umówiłem się z tatą, że wpadnę do niego o szóstej, bo prosił. Pamiętaj, że cię kocham.- pocałowałem ją w czoło i poszedłem na dół.
Ubrałem się, wziąłem kanapkę wcześniej przeze mnie zrobioną i wyszedłem na zewnątrz. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w stronę głównego biurowca ojca.
~ Niall~
Czułem się strasznie odrzucając połączenie od Nath, a jeszcze straszniej się czułem, bo w ogóle zadzwoniła. Potrzebuję chwili odetchnienia. Muszę przemyśleć parę spraw. Mam nadzieję, że nasze łącze telepatyczne nie sięgnie aż tu i mam też nadzieję, że nikt nie wpadnie na to, by tu przyjechać. Zadzwoniłem do drzwi, które po krótkiej chwili się otworzyły.
- Niall, skarbie jak ja cię dawno nie widziałam.- powiedziała moja mama i mnie przytuliła.
- Ja też tęskniłem.- odparłem.
- Wejdź. Jak długo u nas zostaniesz?- spytała.
- Dopóki nie zechcesz, abym wyszedł, albo wcześniej, bo widzisz mam problem... z dziewczyną.- podrapałem się po tyle głowy wchodząc do salonu.
- Czy jakaś znowu złamała ci serce?- zatroskała się mama.
- Nie... Chodzi o to, że ja się w niej zakochałem, ale ona nie odwzajemnia tego. W szkole takie dwie dziewczyny ją sabotowały, bo przejęła władzę i Harry, żeby za ich zemstę się na nich zemścić postanowił stworzyć fikcyjny związek z tą dziewczyną, a gdy to usłyszałem, to myślałem, że mi serce pęknie...- opowiedziałem.
- A jak ona ma na imię?- spytała mama.
- Nathalie, Nathalie Blues.- westchnąłem na wspomnienie o niebieskowłosej.
- Taka co ma niebieskie włosy?- zapytała.
- Tak, znasz ją?- zdziwiłem się.
- Nie osobiście. Przyleciała tu pół roku temu razem z ojcem i bratem. Rozdawała jedzenie i potrzebne rzeczy biedniejszym rodzinom i osobom.- wyjaśniła.
- Nic mi o tym nie powiedziała...- zamyśliłem się. Rozległ się szczęk otwieranych drzwi, a do salonu wszedł ojciec.
- Niall, synu, co cię sprowadza do domu?- zapytał i uścisnął mnie.
- Cześć tato.- odparłem.
- To czemu przyjechałeś?- usiadł na fotelu na przeciwko mnie.
- Problemy sercowe?- oznajmiłem nieco pytająco.
- Ach... Rozumiem.- powiedział w półuśmiechu.
- Mógłbym pójść na górę? Dawno tam nie byłem...- spojrzałem na schody.
- Oczywiście! Nawet nie pytaj, przecież to nadal twój dom synku.- mama uśmiechnęła się ciepło, co mi też nieco poprawiło humor.
- Dobrze mamo.- odpowiedziałem i ruszyłem na górę.
- A nie jesteś głodny po podróży?- krzyknęła za mną troskliwie moja rodzicielka.
- Nie mam apetytu.- oznajmiłem i wszedłem dalej.
- Z Niall'em jest coś nie tak, nie uważasz?- usłyszałem przyciszony głos mamy.
- Sam mówił, że sprawy sercowe... Chłopak jest po prostu chory z miłości...- podsumował tata, a ja otworzyłem drzwi do swojego starego pokoju.
Zawsze gdy przyjeżdżałem do domu zastawałem mój kąt w nienaruszonym stanie. Błękitne ściany, duży, stary telewizor, kilka plakatów The Beatles, zawsze pościelone łóżko i zero kurzu. Tak samo poukładane książki, płyty, gry... Wszystko było takie jak zawsze z wyjątkiem jednego... Mianowicie brakowało tu młodego chłopaka z wielkimi marzeniami. Coś leżącego na biurku przykuło moją uwagę. Podszedłem bliżej. Sądzę, że moja mama zapomniała czegoś wziąć, gdy ścierała kurze. Było to kilka białych kartek. Poodwracałem je na drugą stronę i to co tam zobaczyłem prawie zwaliło mnie z nóg. To były zdjęcia Nath i mnie (osobno). Przyglądałem się dokładnie fotografiom próbując znaleźć coś co je łączy i udało mi się. Było to identyczne tło z tyłu po prawej była niższa ode mnie o 2 głowy dziewczyna, w przypadku niebieskowłosej była tylko o 1 głowę niższa. Ten sam uśmiech, ta sama koszulka, to samo tło, ten sam układ postaci, aczkolwiek żadne ze zdjęć nie wyglądało na podrobione, a ja pamiętam tą dziewczynę. Przeprowadziła się do Dublinu z Kansas. Nagle poczułem, że mój telefon wibruje. Wyjąłem go i spojrzałem na wyświetlacz. Znowu Nath. Odebrałem i położyłem się na łóżku z telefonem przy uchu.
- Jack, powiedz mi co ja mam zrobić?- usłyszałem jej szloch w słuchawce.- Znowu odrzucił połączenie.
- Daj mu spokój, on musi odetchnąć. Sława też daje w kość.- odparł jej brat.
- Ale ty nie rozumiesz, że to przeze mnie on zniknął? Martwię się o niego... Boje się, że przez moją głupotę on coś sobie zrobi.- zaczęła trochę głośniej płakać.
- Po pierwsze to nie twoja wina, że się w tobie zakochał, jak to Louis powiedział, po drugie Niall to mądry i wyrozumiały chłopak, po prostu musi odpocząć od tego wszystkiego. Sądzę, że dobrze mu zrobi ten wyjazd. Zapomnij o nim, przynajmniej dopóki nie wróci.- powiedział Jack.
- Ale Jack jak ja mam o nim zapomnieć? Ja naprawdę się boję o niego... Boje się, że przeze mnie coś sobie zrobi, albo już nigdy się do mnie nie odezwie, albo odejdzie z One Direction, albo jeszcze wiele innych rzeczy... Martwię się o niego, bo to mój przyjaciel, rozumiesz?- zapytała szlochając.
- Jesteś pewna, że on nie jest dla ciebie kimś więcej? Wiesz, do tej pory Ania i Nikodem byli twoimi najlepszymi przyjaciółmi, ale o nich nigdy się AŻ tak nie martwiłaś.- zaakcentował jej brat.
- Masz na myśli, że się w nim zauroczyłam?- spytała lekko zdziwiona.
- Mam na myśli, że się w nim zakochałaś. Jeszcze nigdy nie traktowałaś tak żadnego chłopaka. Poza tym zobacz Niall zniknął, a ciebie nie widziałem płaczącej odkąd dowiedziałaś się, że mama nigdy nie wróci. Przez bliźniacze łącze czuję twój smutek i rozumiem co czujesz, ale nie martw się o niego. On potrzebuje tego... Tej chwili spokoju, musi przemyśleć kilka spraw, pogadać z kimś komu może się zwierzyć, na przykład z mamą. Sądzę, że pojechał do rodziny.- wyjaśnił Jack.
- Do rodziny...- powtórzyła cicho Nath - No jasne! Niall jest w Irlandii, dlatego nigdzie go nie ma... Naprawdę sądzisz, że jestem w nim zakochana?- spytała.
- W stu procentach.- odpowiedział
- To znaczy, że co mam z nim iść na randkę?- zdziwiła się.
- No wiesz... Jak dwie osoby czują do siebie to samo, to wydaje mi się, że wypadałoby, abyś poszła z nim na randkę. Żeby się chociaż dowiedział jaka jesteś zrzędliwa.- na te słowa Nath się zaśmiała.
- A jak nam się nie uda? A jak coś spieprzę i już się nie będziemy przyjaźnić?- zapytała.
- Boże jaka ty jesteś uparta... Chociaż raz pomyśl optymistycznie. "Oczywiście najmądrzejszy braciszku, ty zawsze masz rację, pewnie będzie tak jak mówisz."- powiedział udając dziewczęcy głos.
- Ha ha, bardzo śmieszne... Ale masz rację, powinnam spróbować... Mam nadzieję tylko, że nic nie popsuje naszych więzi... Nie chciałabym z nim stracić kontaktu...- odpowiedziała.
- Spokojnie mała, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.- zapewnił ją brat.
- Ale nadal nie rozumiem dlaczego gdy się dowiedziałam, że Niall zniknął to wszystkie rzeczy zaczęły się unosić... Znaczy wiem, że to przez moją moc, ale nie wiem jakim uczuciem była kierowana, bo na pewno nie smutkiem... To musi być coś innego.- westchnęła.
- Może napisz do niego, że się martwisz, albo coś... Kto wie...- po tych słowach szybko się rozłączyłem, bo zrozumiałem, że Nath zaraz będzie sięgać po telefon.
- To znaczy, że ona mnie kocha...?- zapytałem po cichu sam siebie i uśmiechnąłem się na samą myśl o tym.
Po chwili dostałem sms'a.
Pomyślałem chwilę i odpisałem.
Nie odpisała na moją wiadomość, ale domyśliłem się, że się zdziwiła, bo odpisałem. Odłożyłem telefon na szafkę nocną i z pozycji półsiedzącej zsunąłem się. Włożyłem ręce pod głowę i zacząłem przyglądać się sufitowi. Po chwili usłyszałem dźwięk wiadomości. Sięgnąłem po telefon i odczytałem.
Ponownie odłożyłem komórkę i zasnąłem, bo byłem dość zmęczony po podróży.
* 3 dni później *
~ Nath ~
- Harry... Twój plan się chyba nie uda...- westchnęłam.
- Jak to?- zdziwił się Loczek.
- No bo ja... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Bo ty co?- zapytał zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Bo ja chyba kocham Niall'a.- powiedziałam niesłyszalnie.
- Ty co?- spytał.
- Chyba zakochałam się w Niall'u...- powiedziałam cicho.
- Ale i tak mogłabyś zrealizować ze mną ten plan. To jedyny sposób by zemścić się tak dosadnie na Kath.- odparł.
- A Katy? Ty jej nie interesujesz.- spojrzałam na niego.
- Z tego co wiem, to ona lubi Louis'a.- zamyślił się Harry.
- To co najpierw mam udawać, że jestem z tobą, a potem z nim? Albo, że tworzymy jakiś chory trójkąt? Wezmą was za bi, a potem pokaże się to w prasie, Harry to nie wypali...- mruknęłam.
- Racja, to nie wypali, wymyślę coś innego... Już bez pakowania się w fikcyjne związki.- powiedział.
- No ok. Pomyślałam sobie, że to są dziewczyny typu ''pięknisia'', prawda?- spytałam.
- Tak, a co? Masz jakiś plan?- zainteresował się.
- Tak, ale na zrealizowanie go potrzebny jest mi przynajmniej miesiąc. Czy one są w klubie cheerleader'ek?- zadałam pytanie.
- Tak. Chyba nie zamierzasz...- spojrzał na mnie.
- Owszem zamierzam.- uśmiechnęłam się triumfalnie.
- A umiesz dopingować? Po to one są.- powiedział.
- Mam dziesięć pierwszych miejsc, za najlepszą cheerleader'kę. Skarbie, mnie nikt nie podskoczy.- podniosłam prawy kącik ust do góry.
- To ty musisz być nie źle wygimnastykowana...- zamyślił się.
- A co, wątpisz w moje siły?- spytałam zadziornie.
- Boje się powiedzieć tak, więc powiem nie.- zaśmialiśmy się.
- A co u reszty chłopaków? Tak właściwie to gdzie oni są?- zdziwiłam się.
- Sam chciałbym to wiedzieć.- odparł.
- Już nie mogę się doczekać, aż jutro mi ściągną te głupie bandaże. Pierwszą rzeczą, którą zrobię będzie pójście na boisko. Mam taką chcicę na zagranie w koszykówkę, że aż się w głowie nie mieści...- powiedziałam.
- Umiesz grać w kosza?- zapytał zdziwiony.
- Oj Harry, Harry, Harry... Złotko ja potrafię wszystko.- powiedziałam z nieco uwodzącym akcentem.
- To dziwne...- mruknął.
- Ale co?- spytałam.
- Potrafię uwierzyć w to, że umiesz wszystko.- zaśmiałam się.
- Znamy się prawie miesiąc, a ty jeszcze nie byłeś u mnie w pokoju.- powiedziałam.
- Rzeczywiście.- oznajmił.
- Chodź, obejrzysz sobie moje królestwo.- skinęłam głową, by poszedł za mną.
- Nie źle.- powiedział rozglądając się po pomieszczeniu.- Jesteś figurową łyżwiarką i akrobatką?- zapytał patrząc na stroje w gablotach.
- Byłam.- odparłam zerkając w tę samą stronę trochę przygnębionym tonem.
- Przepraszam, nie chciałem poruszać ciężkich tematów.- podrapał się po tyle głowy.
- Nic się nie stało, miałeś prawo zapytać.- posłałam mu smutny uśmiech.
- Czemu zaczęłaś uprawiać takie sporty, jeśli mogę o to zapytać...
- Przez moją mamę. Ona... Też była akrobatką i cherleader'ką. Dzięki swojej populacji w szkole przez całe uczęszczanie do liceum i na studiach była prowadzącą samorządu. Do tego wygrywała wszystkie nagrody za królową balu. Była niesamowita... Trzy lata po naszych narodzinach...- zaczęłam a Harry zakaszlał.
- Przepraszam, jakoś nie mogę się przyzwyczaić, że jesteście bliźniakami.- wyjaśnił.
- Dużo osób tak ma... A więc trzy lata po naszych narodzinach... Mama miała wypadek i no wiesz... zmarła. Od tamtej pory postanowiłam, że chcę być taka jak ona. Wszystko mi się udało z wyjątkiem urody... Zdobywałam pierwsze miejsca za łyżwiarstwo i akrobatykę, ale to nie dawało mi spokoju... Chciałam ją pomścić wygranymi, ale to mnie tylko przytłaczało. Może nie wyglądam na wrażliwą, ale tak nie jest... Gdybyś spędził ze mną cały tydzień non stop, tak jak było z Niall'em wiedziałbyś jaka jestem naprawdę. Chodź, coś ci pokażę.- powiedziałam i weszłam do mojej garderoby.
- Chcesz mi pokazać swoje ciuchy?- spytał.
- Nie do końca.- odparłam i wzięłam tą samą sukienkę, którą miesiąc temu pokazywałam Irlandczykowi.
- Ładna sukienka.- skomplementował.
- To prawda.- odwróciłam ją tyłem, gdzie była duża dziura i zaschnięta, niesprana plama krwi.
- To twoja sukienka?- spytał, a ja skinęłam głową na tak.- Co się stało?
- Dwa miesiące temu w wakacje... Wystartowałam w zawodach akrobatycznych... Gdy nadszedł czas zakończenia saltem w tył mojego występu, wszystko było dobrze, dopóki nie stanęłam z powrotem na nogi. Byłam na takiej rurce... - wskazałam rurkę, na której wisiały moje ubrania.- Na takiej rurce, tylko, że dziesięć metrów nad ziemią... No więc jak już mówiłam miałam zrobić salto w tył i zakończyłabym mój występ. Gdy stanęłam z powrotem na nogi, metal pękł. Ja spadając w dół zahaczyłam plecami o jego ostry koniec, a skutki tego były takie, że podarłam i poplamiłam sukienkę, na plecach mam dwódziestocentymetrową bliznę i mam lęk wysokości.. Gdy dalej spadałam walnęłam głową o drewniany statyw, byłam nieprzytomna i miałam chwilowe wstrząśnienie mózgu. Tak naprawdę to boję się tego, że znów mogłabym przeżyć taki upadek, tylko, że tym razem mogłabym się już nie obudzić...- opowiedziałam i przetarłam pojedynczą łzę spływającą po moim policzku i odwiesiłam sukienkę na jej miejsce, gdy to robiłam mój wzrok znów natknął się na plamę, tym razem już nie powstrzymałam płaczu.
- Emm... Chcesz zostać sama?- spytał Loczek widząc mój stan.
- Nie, nie idź. Jack też tak robi... Jak widzi, że płaczę to od razu się wycofuje...- odpowiedziałam.
- Potrzebujesz kogoś, komu możesz się zwierzyć.- powiedział.
~ Harry ~
- To prawda, tylko, że oprócz Niall'a nikogo takiego ostatnio nie miałam, a teraz zniknął i...- nie dokończyła, tylko bardziej się rozpłakała.
- Oj Jagódko nie płacz...- powiedziałem, podszedłem do niej i położyłem jej rękę na ramieniu, a ona się we mnie wtuliła.
- Tylko, że to moja wina... Niall zniknął przeze mnie... Zniknął dlatego, że nie zauważyłam, co do mnie czuje... Zniknął, bo... Zniknął, bo zakochał się w nieodpowiedniej osobie... Niall zniknął, bo zakochał się we mnie...- zaczęła coraz mocniej płakać, a ja ją objąłem.
- Jagódko, to nie twoja wina... On mówił, że potrzebował chwili spokoju... Wysłał nam wszystkim wiadomość, że jest u rodziny. Wyjechał, bo musi odpocząć od codziennego życia.- powiedziałem.
- Nie Harry... On wyjechał. bo musi odpocząć ode mnie...- odparła szlochając, a ja dopiero po chwili zrozumiałem, że mówiła prawdę.
- Czuję się jakbym występował w brazylijskim melodramacie...- mruknąłem, a ona się cicho zaśmiała przez łzy.
- Dziękuję, że nie poszedłeś... Potrzebowałam kogoś... Kogoś silniejszego ode mnie.- wyjaśniła, odszedłem od niej kawałek, by spojrzeć jej w oczy, złapałem ją lekko za ramiona, a ona utkwiła wzrok we mnie. Przez chwilę czułem jakby wwiercała mi się w mózg...
- Ty nie potrzebujesz kogoś silniejszego... Ty potrzebujesz kogoś, kto się tobą zaopiekuje. Kto będzie się o ciebie martwił i troszczył. Twojego taty nie ma przy tobie, twój brat cię ignorował, straciłaś mamę... Jesteś tym wszystkim przytłoczona, dlatego tylko niektórym udaje się przebić przez twoją osłonę i dotrzeć do prawdziwej ciebie... Ty potrzebujesz kogoś, kto cię kocha... Kto cię naprawdę szczerze kocha... Potrzebujesz Niall'a, a on potrzebuje ciebie.- wyjaśniłem.
- Chyba... Chyba masz rację...- powiedziała, a ja otarłem jej łzy, bo sama nie mogła tego zrobić.
- Nie płacz już, wszystko będzie dobrze.- uśmiechnąłem się, co ona też uczyniła.
- Gdybym powiedziała ci mój sekret miałabym pewność, że nikomu nie wygadasz?- spojrzała mi w oczy.
- Masz moje słowo.- przyłożyłem prawą dłoń do klatki piersiowej, a drugą uniosłem.
- Przysięgasz?- spytała i znowu poczułem jakby wwiercała się w mój umysł.
- Przysięgam.- odpowiedziałem.
- Ja mam... Mam moc...- powiedziała.
- Co to znaczy?- spytałem.
- No... Potrafię czytać w myślach i podnosić rzeczy wolą umysłu i kontrolować czyiś umysł...- wyjaśniła.
- Żartujesz?- spojrzałem na nią z niedowierzaniem i strachem.
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała?- spytała z lekkim uśmiechem, ale nie wyglądała jakby zmyślała.
- W takim razie udowodnij.- powiedziałem triumfalnym tonem.
- Pomyśl o czymś... O czymkolwiek.- odparła, a ja zacząłem myśleć o puszce farby koloru karaibskiego błękitu, mimo że nie wiem jak wygląda, po prostu gdzieś słyszałem tą nazwę.
- Już.- odpowiedziałem, a ona się uśmiechnęła.
- Myślisz o puszce farby koloru karaibskiego błękitu, mimo że nie wiesz jak wygląda, ale gdzieś słyszałeś tą nazwę.- wytrzeszczyłem na nią oczy.
- To musi być po prostu zbieg okoliczności... To o czym teraz myślę?- spytałem i pomyślałem o tym, że bardzo seksownie wygląda w tych leginsach.
- Dzięki. Myślisz, że seksownie wyglądam w tych leginsach.- wyszczerzyła zęby.
- Boże, ja się ciebie boje!- prawie krzyknąłem.
- Nie wiedziałam, że już zakwalifikowałam się do rangi Boga.- zaśmiała się.
- Wow... Jesteś naprawdę niesamowita. Nie myślałaś o tym, aby pójść do "Mam Talent''?- zapytałem.
- Wiem co będę robić w życiu i nie było tam tego typu programów...- wzruszyła ramionami.
- Nie zdziwiłbym się, gdybyś potrafiła do tego przepowiadać przyszłość...- powiedziałem.
- A wiesz, że potrafię?- spytała.- Ale nie lubię tego robić, wolę żyć nie wiedząc co się stanie...
- Ty jesteś jakimś medium.- zaśmiałem się.- Ktoś jeszcze o tym wie?- zadałem pytanie.
- Mój brat i Niall. Zawiózłbyś mnie do szpitala?- odpowiedziała.
- Jasne, nie ma sprawy... Chodź.- wyszedłem, a ona zaraz za mną.
- Emm... Harry pomógłbyś mi...?- spytała.
- A w czym?- odparłem pytaniem.
- Muszę zakluczyć dom, a nie mogę nawet wziąć kluczy...- powiedziała robiąc trochę głupkowatą minę.
- Już się robi.- zakluczyłem za nią dom. Otworzyłem jej drzwi, by mogła wejść do samochodu, po czym sam do niego wsiadłem.
- Wiesz gdzie jest najbliższy szpital prawda?- zapytała.
- Znam centrum Londynu jak własną kieszeń.- uśmiechnąłem się do niej. Nagle usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyjąłem go z kieszeni nie patrząc kto dzwoni.- Halo?
- Hej Harry jest może obok ciebie Nath?- zapytał Niall, co mnie bardzo zdziwiło.
- Hej... Jest, ale czemu dzwonisz do mnie, a nie do niej?- zdziwiłem się.
- Dzwoniłem do niej, ale nie odebrała, więc zadzwoniłem do jej brata, a on powiedział, że do niej przyszedłeś, więc dzwonię do ciebie.- wyjaśnił.
- Aha... Dobra masz, już ci ją daję. To do ciebie.- zwróciłem się do zaskoczonej dziewczyny.
- Halo?- powiedziała niepewnie do słuchawki.- Tak, hej Niall. Nie, rozładował się, a nie mogłam znaleźć ładowarki. W samochodzie. Do szpitala. Tak. Nie no co ty...- zaśmiała się lekko.- Kiedy przyjedziesz? Bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. Nie. Bo to nie jest rozmowa na telefon. Opowiem ci jak wrócisz. Wszyscy za tobą tęsknią, a w szczególności Anne.- z jej ust wydobył się cichy chichot.- Tak, tak ja też. No dobra... Tylko wracaj szybko. Daję ci Harry'ego.- skończyła rozmawiać i oddała mi telefon.
- To jak, kiedy wracasz?- spytałem.
- Nie wiem, posiedzę tu jeszcze parę dni.- odparł.
- Skoro tak chcesz to spoko, tylko Paul się trochę wkurza, że cię nie ma, ale jest dobrze. Radzisz sobie jakoś?- zadałem pytanie.
- Tak odkąd przyjechałem jest lepiej. Mam tylko nadzieję, że jak wrócę to wszystko się ułoży...- powiedział.
- Staaary będzie dobrze, nie ma się o co martwić.- odpowiedziałem.
- Dobra, ja już muszę spadać. Na razie.
- Pa.- pożegnałem się i włożyłem telefon z powrotem do kieszeni.
Dojechaliśmy do szpitala. Nath zdjęli bandaże i wróciliśmy do jej domu. Potem Liam zadzwonił, że muszę się zbierać, bo mamy spotkanie. Pożegnałem się z dziewczyną i odjechałem w stronę studia.
















